Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozkminy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozkminy. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2024

czas wielkich zmian...

                     Nadszedł czas wielkich zmian. Od ostatnich miesięcy bardzo wiele się dzieje i przyznam, że nie znajduję czasu na tematy motoryzacyjne, a mój entuzjazm odnośnie pisania na blogu praktycznie wyparował...

...nie będę tego wyjaśniał, najlepiej jak sami to obejrzycie. Zapraszam na założony niedawno kanał YouTube - ZiemiaObiecanaVLOG na łamach, którego będę opisywał po kolei co się u mnie dzieje i do czego to wszystko zmierza.



...mam nadzieję, że to co zobaczycie spodoba się Wam na tyle, że zechcecie zaglądać tam częściej. Zachęcam do polajkowania filmu, zasubskrybowaniu kanału i kliknięcia w dzwoneczek, aby być zawsze na bieżąco...



19 września 2022

zamknięty w czterech ścianach...

      Czy chociaż raz w życiu mieliście uczucie, że zniknęliście? Tak po prostu przestaliście być? Nie masz Fejsa, nie istniejesz. Brzmi śmiesznie prawda. Spróbujcie zostawić za sobą ten szajs, a zobaczycie, że dla niemal stu procent ludzi przestaniecie istnieć. Zupełnie tak jakby Was nigdy wcześniej nie było w żadnym życiu. Jakbyście swoim pobytem na ziemi na nikim i niczym nie odcisnęli piętna. Niemal sto procent?! Tak, bo może promil ludzi, których znaliście do tej pory będzie pamiętało odezwać się samemu. Reszta nie widząc waszej miniaturowej gęby na spisie "znajomych" zwyczajnie zapomni o Was...

...to kurewsko smutne jak zdajesz sobie sprawę, że dotychczas ludzie przypominali sobie o twoim istnieniu dzięki aplikacji. Brakło apki, brakło powodu? narzędzia? okazji? do zapytania co słychać, co porabiasz, jak się miewasz. Nie wstawiasz posta na Fejsa, Insta, spierdolonego TikToka to kto ma Cię lubić. Przecież dziś już nikt nie dzwoni powiedzieć, gratuluję zdania prawka, jak było na tym wyjeździe do Albanii, cieszę się, że kogoś poznałeś - jaka ona jest. Łatwiej jest zalajkować. Okazać zainteresowanie, ale tylko pozornie. Naciśnięcie kciuka to jak rzucenie piątaka żebrzącej kobiecie bez zapytania czemu to robi. Tak jest prościej. Przecież macie tyle własnych zmartwień, na chuj angażować się w nieswoje problemy. Wolicie pooglądać je w kolejnym odmóżdżającym serialu niż dać dobrą radę kumplowi, wyciągnąć rękę do kogoś kto potrzebuje Waszego wsparcia...

...ja już nie mam wrażenia. Ja mam cholerną pewność, że jeśli przestanę się do kogoś odzywać to ta osoba wymaże mnie z pamięci. Chyba, że będzie czegoś potrzebować, ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

...dwie lub trzy sytuacje dały mi ostatnio poważne powody do myślenia i skłoniły do gorzkich wniosków...

...załatwiłem koleżance stojącej na rozdrożu życiowym, psychicznym i zawodowym, ciekawą, dobrze płatną pracę. I pominę rozpisywanie się na temat tego, że jej nie utrzymała zachowując się w grupie nowych współpracowników jak świr, odludek i odszczepieniec do tego stopnia, że nie tylko szef był zdania żeby nie przedłużać jej trzymiesięcznego okresu próbnego. Najgorsze było to, że tylko mnie zależało na ciągłym dopytywaniu się jak się jej układa, czy jest zadowolona z pracy, szefa, towarzyszy, pensji. Kurwa, ile można. Nie dość, że próbujesz komuś pomóc, to jeszcze masz się prosić o jakieś wieści. Wyciągać zdanie po zdaniu jak na jakimś przesłuchaniu na Genslerstraße 66 w Hohenschönhausen. Absurd...

...ostatnio z moim najlepszym przyjacielem też straciłem kontakt. Dopóki gadaliśmy o jakiś technicznych kwestiach nawet był to jakiś dialog. W pewnym momencie kiedy moje zapytania ucichły, zgasła też rozmowa. I to chyba nie bolało nawet tak bardzo, bo wiadomo, dom, praca, rodzina, dzieci - coś o czym nie mam pojęcia. Wszystko to gdzieś nas zajmuje. Ale mam wrażenie, że łącząca nas pasja, która stwarzała okazje do różnorakich rozmów o życiu, polityce, sytuacji gospodarczej, pracy, muzyce, czasem nawet sztuce, przestała wystarczać. Jakieś rwane zdania, opóźniane odpowiedzi. I to chyba nie było jeszcze nic złego. Ale gdy dostałem fotkę z odwiedzin miejsca, które zawsze chcieliśmy razem zobaczyć, coś we mnie pękło. To nie była złość zazdrość czy żal. To nieopisywalny głupi smutek, kiedy orientujesz się, że zastąpiono cię innymi ludźmi, którzy w tamtej chwili, byli przy nim zamiast ciebie...

...koledze, z którym łączy mnie wspólna pasja do klasyków, historii i amatorskiego pisania, dobre dwa miesiące temu zaproponowałem odbiór za friko kilkudziesięciu pism motoryzacyjnych ze złotego okresu polskiego tuningu. Nawet chciałem dorzucić mu zupełnie freebie kilka książek Clarksona. Do dziś jednak nie znalazł dobrego momentu na odbiór, choć jak się okazuje, mieszkamy od siebie spacerkiem jakieś 20-30 minut...

...podobno człowiek wraz z wiekiem jednych znajomych zastępuje innymi. Tak jak nasze życiowe przygody, doświadczenia i fascynacje kierują nas do pewnych osób i pomagają zawierać znajomości, przyjaźnie, tak inne kwestie tych samych ludzi z czasem od nas dystansują. Dlatego grono naszych znajomych zmienia się...

...przyznam, że czuje się samotny, a od kiedy przebywam w bloku, dosłownie jak zamknięty w czterech ścianach. Gdyby nie psiaki, zapewne mieszkanie przemierzałbym niczym spacerniak, licząc okrążenia lub kroki. Brakuje mi ogrodu, możliwości posiedzenia ze szklaneczką Whiskey na tarasie, pogrzebania przy Burku czy majsterkowania na tyłach domu...

...ale cóż, trzeba cisnąć dalej, nie oglądając się za siebie i na innych. Nikt bowiem życia nie przeżyje za nas, a bez przyjaciół i kumpli przecież da się wytrzymać. Mam swoje pisanie, projekt nagłośnienia Białasa oraz książki, które ostatnio jeszcze bardziej mnie wciągnęły...

...a to temat na jeszcze inną historię...








20 sierpnia 2022

popadanie w doomscrolling...

     Przejeżdżając nocą, zawsze patrzyłem na te wysoko zawieszone punkty świetlne. Zastanawiałem się jak tam żyje się ludziom. Dziś tylko wyglądam z okna na poziom ulicy i patrzę na te szybko poruszające się łuny światła myśląc jak minął dzień temu taksówkarzowi, Przyznam, że nawet trochę mi tego brakuje. Bycia sobie szefem, kontaktu z ludźmi i słuchania ich historii i tej nieprzewidywalności dnia. Choć z drugiej strony gdybym tam został nie wyprostowałbym swojego życia i nie doszedł do tego co osiągnąłem...

...Babcia Ziuteczka na samym początku zeszłego roku została zabrana do rodziców. W wieku 90 lat potrzeba już zewnętrznego oka dbającego o przyjmowanie leków, przygotowanie posiłków, robienie zakupów i wiele innych drobiazgów. Już w lutym padł pomysł aby mieszkanie wyremontować do stanu aktualnie panujących standardów...









...to co można było zrobić we własnym zakresie, wykonaliśmy sami. Przez kilka tygodni dojeżdżałem po pracy skuwać płytki, rwać zabetonowane ościeżnice, wiercić dziesiątki puszek w tym jebanym żelbecie, robić bruzdy i czyścić ściany z wieloletnich warstw różnych farb emulsyjnych. W weekendy kładliśmy z Anetą od nowa miedzianą instalację elektryczną, wywoziliśmy gruz i pozostałości mebli...



















...dopiero gdy wszystko było zdemolowane, wyniesione, usunięte, wyburzone, wtargane na 5 piętro przy czasowo remontowanej windzie, na plac boju wpadła ekipa budowlana. Tutaj muszę głęboko ukłonić się Andrzejowi, bratu Anety, gdyż zupełnie po kosztach przed ponad 6 tygodni z kilkoma przerwami pracował nad naszymi 44 metrami kwadratowymi szczęścia...






















...dzisiaj stwierdzam, że pomimo, iż to wieżowiec i ten swego rodzaju chów klatkowy ma wiele wad, to mieszka mi się tam całkiem dobrze. Jest więcej czasu na przemyślenia i działania, na które jeszcze niedawno bym się nie zdecydował...

...otóż dokładnie 17 lipca, w moje 40 urodziny usunąłem się z Facebooka. Nie był to impuls, a przemyślana decyzja dojrzałego gościa, który przeżył już większą część swojego życia. Doszedłem bowiem do wniosku, że przyglądanie się życiu innych i popadanie w doomscrolling, totalnie nie wnosi nic do mojego. Natomiast posiadanie setek znajomych i tak jest fikcją, bo na co dzień praktycznie nikt nie utrzymuje ze mną kontaktu, więc po co się łudzić, że jest inaczej...

...i tak dzięki temu wróciłem do czytania książek i prowadzenia tego bloga. Mam również czas na jeszcze jedną kwestię, którą zawsze odkładałem na później - zabudowę audio w Białasie.

23 grudnia 2020

Bo, TAK!

         Raczej zawsze byłem typem odludka. Samotnikiem z dosłownie kilkoma przyjaciółmi, których traktowałem jako swego rodzaju bastion. Najwięcej czasu spędzałem sam ze sobą bujając w obłokach. Wodząc marzeniami po tym co było dla mnie tak dalece nierealne. Zawsze śniłem o jakimś zbiegu okoliczności, który sprawi, że poznam tą jedną, jedyną. O zrządzeniu losu, które zdecyduje o tym, że będę mógł być kiedyś szczęśliwy. Większość życia chyba nie byłem i może właśnie dlatego mam te dziwne ciągoty do komedii romantycznych, które zawsze się tak fajnie splatały i sympatycznie kończyły. Nigdy też nie spodziewałem się, że ktoś mnie tak bardzo odmieni, bowiem moje wszystkie próby wyjścia do ludzi, kończyły się niepowodzeniem...

...i pewnego dnia spada na mnie jak grom z jasnego nieba tak cudowna istota jak Ona. Myślę, że nawet gdybym próbował jej to wytłumaczyć, to nigdy nie zrozumiała by tego jak może czuć się ktoś, kto całe życie czeka, a jedyne co umie, to sobie taką sytuację wykreować w najgłębszych fantazjach. Mądra i śliczna za razem dziewczyna tak bardzo chciała mnie poznać, to niepojęte. Do tego nie odrzucała jej moja szalona ilość zainteresowań i hobby. Nawet lubiła słuchać o aucie, które jest dla mnie naprawdę przeważającą częścią życia...

... przyjechać i poznać mnie chciała jeszcze tego samego dnia mówiąc, że nie robi właściwie niczego ciekawego i mogła by spędzić ten czas ze mną. I co robi kilka dni później? Zaprasza nieznajomego jegomościa do swojego apartamentu i proponuje mu nocleg...

...czy mogłoby być piękniej? Najbardziej bujne marzenia nie mogły wtedy być dla mnie bardziej realne. To jedno z tych wspomnień, które pielęgnuję w sobie zawsze wtedy, kiedy za nią tęsknię i tak cholernie mi jej brakuje...

...pamiętam że leżeliśmy na tym ogromnym hotelowym łóżku. Ja i poznana kilka godzin wcześniej kobieta, która teraz przytulała się do mnie co najmniej tak jakbym znał ją kilka lat. Opowiadając mi przy tym rzeczy, na których mówienie ja sam nigdy bym się nie odważył. Jak ja się wtedy czułem, możecie się jedynie domyślać. Nie da się tego opisać tysiącem znaków...

...mam wrażenie jakby było to wczoraj. Wieczór 23 maja była wyjątkowo ciepły. Górne okno w kuchni było otwarte i wtłaczało ogromne ilości powietrza. I całe szczęście bo w tym momencie byłem blisko ataku apopleksji. W końcu się odważyłem i ją pocałowałem. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Tym bardziej, iż odwzajemniła ten gest. Takiemu niedorajdzie, któremu nigdy nie wychodziły takie rzeczy. Takiemu facetowi jak mnie? Chłopakowi, któremu jakakolwiek inicjatywa zawsze kończyła się słowem ''nie". Czułem się wtedy niemal jak bohater przypowieści o Bogu, który siódmego dnia tworzenia świata, mógł sobie powiedzieć - to było cholernie dobre co zrobiłeś!..

...a takich momentów, które sprawiały, że byłem szczęśliwy pamiętam tysiące. Wszystkie pierwsze razy utkwiły mi w głowie z najmniejszymi detalami. Z resztą w tej relacji one również były ich ważną częścią. Fascynowało mnie to, ile rzeczy mi pokazała, do ilu wprowadziła, przy ilu okazjach prowadziła niemal jak za rękę. Będzie co wspominać, a część z tych wydarzeń przecież uwieczniliśmy na zdjęciach. Byłem dumny z siebie, z nas i najważniejsze - byłem szczęśliwy...

...kiedy ją poznałem, to mam wrażenie, że była nieco zamkniętą, wyciszoną dziewczyną, której zdarzało się płakać, gdy opowiadała o własnej przeszłości i braku szczęścia do mężczyzn. Widziałem jak wspaniale się zmienia. Zaczęła do mnie przyjeżdżać, zostawać, w końcu udał się nam jakiś wspólny dłuższy wyjazd. Przedstawiła mnie swojej rodzinie, przedstawiła Mamie. Widziałem jej strach przed zaangażowaniem, zmianami, wejściem z butami w jej zorganizowane życie. To było coś niesamowitego widzieć jak się otwiera, na co ją stać i jak pozytywnym człowiekiem jest...

...najbardziej cieszyłem się z czasu z nią spędzanego, którego zawsze było mi mało. I wreszcie były to zwykłe momenty. Nie jakieś napompowane przyjęcia, kolacje w najdroższych knajpach, łażenie po butikach z bielizną i ciuchami, nocne wypady do popularnych klubów. Tym razem były to głównie dziejące się między nami drobiazgi. To, że przytuliła się do mnie, że mogłem zasypiając trzymać jej rękę, że odruchowo łapała moją na spacerach. Od czasu do czasu niemal ukradkiem dawała mi całusa bez żadnej okazji, planowała nam czas, szukając ciekawych wydarzeń. Byliśmy tacy zajęci - razem. To było piękne. Pokazała mi jak żyć z piersią zdyszaną od ciągłej pogoni za jego atrakcjami. Zawsze starałem się być kreatywny, ale to również dzięki niej często kombinowałem jak zorganizować nam czas, czym ją zaskoczyć. Motywowała mnie do tylu działań...

...nie było istotne gdzie i w jakich okolicznościach się spotykaliśmy. Ważne było, że mogłem ją zobaczyć, i nawet w najgorszych chwilach wkurwienia wyluzować widząc ten szeroki uśmiech. Była bezpiecznikiem, który sprawiał, że zamiast rozpamiętywać momenty złe, skupiałem się na pozytywach. Rozmowa z nią zawsze rozbijała nawet największe frustracje i złość. A częste, głębokie rozmowy tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że poznałem kobietę wartościową, inteligentną, czułą i ludzką. Lubiłem się z nią spierać, a nie zliczę ile razy przyznawałem rację temu logicznemu przedstawieniu innego punktu widzenia. Nasze rozmowy to nie była jakaś tam paplanina. Inteligentne spory, wymiana myśli, przedstawianie swoich racji, zawsze sprawiały mi frajdę. Przepełniała mnie duma, że mogę obcować z tak mądrym człowiekiem...

...i wiecie co, pomimo, iż znamy się dopiero siedem miesięcy, to byłem pewny swojej decyzji. Pierwszy raz w życiu miałem tą cholerną pewność, że to właśnie ta jedyna...

... był to kolejny poważny krok w moim życiu...

...do złotnika, z którego usług korzystał mój serdeczny przyjaciel pojechałem w połowie września. Krzysiek szczerze polecał zakład złotniczy Koliber. Pierwsza wizyta to był zwyczajny research. Wybór spośród ponad sześciuset wzorów nie był łatwy. Jednak kierując się wyrobionym gustem i wrodzonym praktycyzmem, wybrałem coś co już w katalogu wyglądało olśniewająco...



...Aneta musiała zrobić dobre wrażenie nie tylko na mnie, bowiem nigdy wcześniej moja Mama nie zaproponowała, że mogę przetopić stare rodzinne pierścionki zostawione na tę okazję...

...nieco zmodyfikowany względem katalogu, tak aby poprawić jeszcze bardziej jego użyteczność, ring był gotowy. Zmiany oraz moje przejście Covid'u nieco odsunęły termin realizacji. Mimo wszystko warto było czekać na ten oszałamiający drobiazg o próbie 585, masie 4,20 grama, z diamentem o szlifie brylantowym, wadze 0,30 karata i wymiarach 4,22 mm na 2,41 mm.






...mając go w ręku, chciałem działać szybko. Na biegu, bo dzień przed wyjazdem zmieniałem opony. Nawet dobrze się stało, bo na A1 nie byłem zaskoczony pierwszym śniegiem tego roku. Dzięki TOYO, czułem się wyjątkowo pewny...





....tak samo jak chęci by w pełnej konspiracji, a za razem za wiedzą szefowej Anety, załatwić jej dzień wolnego. Sam też wziąłem urlop i w czwartek 10 grudnia 2020 pojechałem do pracy mojej przyszłej żony. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu porwałem ją do Gdańska...




















...dwa dni później to jest 12 grudnia 2020 roku, na plaży w miejscowości Brzeźno zadałem jej fundamentalne pytanie...








powiedziała TAK, A dlaczego? Bo TAK! 😊




postscriptum, szczere podziękowania należą się Panu Andrzejowi, złotnikowi z zakładu jubilerskiego Koliber mieszczącego się w Łodzi na ulicy Rzgowskiej 201M. Firmy, która od 1979 roku zajmuje się wyrobami jubilerskimi. 

Gdyby nie jego fachowe doradztwo i ogromna cierpliwość, zapewe cała historia skończyła by się zakupem jakiegoś gotowego badziewia w Aparcie czy innym Yes'ie. A tak udało się wyczarować wspaniały i unikatowy pierścionek, który zarówno cieszy oko, jak i jest symbolem bezkresnego uczucia jakim darzę wybrankę mojego serca - dziękuję!