Zawsze jest tak, że kiedy coś zaczyna się choć troszkę psuć, siadam pisać. Wtedy wydaje się to takie banalne. Wystarczy jedno zdanie aby powstała pewna myśl. Uwolniony w ten sposób potok słów sprawia, iż dalej płynie to samo...
...ostatnio czułem się jak otępiały. Moje myśli, uczucia, działania były jak tępy nóż. Nie macie tak, że bierzecie go z szuflady lub stojaka aby zrobić coś twórczego, a tylko wkurwiacie się nie mogąc nic nim zdziałać. Tak było ze mną. Za cokolwiek się nie wziąłem, nic nie wychodziło. W ogóle wszystko zaczęło się pieprzyć i wymykać spod kontroli...
...próbuję się uporządkować, opanować emocje, nie dać się zwariować...
...mógłbym znowu stracić wiarę we wszystko, ponieważ zdałem sobie sprawę, że nie mam przyjaciół. Brakuję mi kogoś z kim można by wyskoczyć gdzieś na miasto, wsiąść w auto i pognać bez większego celu choćby na Hel. Zwierzyć się z czegoś co przytrafiło się na mieście, dołączyć do jakiegoś wydarzenia na Fejsie, dowiadując się czegoś ciekawego i wartościowego, w ten sposób miło spędzając czas...
...jednak ludzie w moim wieku mają już swoich bliskich, dzieciaki, zobowiązania, dodatkową pracę do wykonania po wyrobionych ośmiu godzinach spędzonych w małej klateczce cudownej korporacji. A jednak nie poddałem się marazmowi. Staram się coś robić. Wychodzić do pracy jak zwykle, a potem lecieć na trening...
...ostatnio narzuciłem sobie ostry rygor. Zbilansowana dieta, parę drobnych posiłków dziennie. Piję siemię lniane, biorę magnez, cynk, suplement wyrównujący chrząstkę stawową. I przede wszystkim wyzbyłem się całkowicie słodyczy. Nie ma jeszcze widocznych efektów, ale czuję się lepiej. Nawet głowa nie podpowiada już takich głupot. Powiedzenie - w zdrowym ciele zdrowy duch, niesie ze sobą sporo prawdy. Kiedy czuję się bardziej atrakcyjny, to wiem, że świat nie jest taki zły, a moja sytuacja tak niesamowicie beznadziejna...
...i wiecie co? Robię to dla siebie. Mimo, iż nie muszę się nikomu podobać to nadal to robię. Od dwóch tygodni rower, hantle, pompki, brzuszki. Pewnie kiedyś mi się to znudzi, zarzucę to jak wszystko inne, ale postanowiłem dobić do 90kg. Dokonać niemożliwego. Kiedyś dałem pewnej dziewczynie słowo, że będę przystojny jak Gosling i kurwa zrobię to! Pomimo, iż nikt za słowo mnie nigdy nie trzymał...
22 kwietnia 2015
19 marca 2015
Izotek...
Ten blog dawno stracił motoryzacyjny charakter. A może nigdy takowy nie był. Ten swoisty pamiętnik to ja. Chyba nie ma niczego bardziej osobistego, czegoś co wydatniej podkreśla mnie samego. Pewnie wielu z Was znudziły moje wynurzenia, niektórzy odpadli po zbyt intensywnym opisywaniu tego co czuję i myślę. W porządku. Nie jestem blogerem nastawionym na sukces. Hordy kliknięć, dzikie ilości subskrypcji. Nie umiem pisać pod publiczkę, na siłę, akord. Nawet nie ma tu za grosz systematyczności. A jednak gdyby nie to miejsce, to zapewne było by momentami jeszcze trudniej poradzić sobie z życiem, rozpracować przytłaczające mnie sytuacje...
...dlatego też dziś również nietypowo. Napiszę bowiem o swoim problemie, z którym borykam się już od kilkunastu lat...
...wszystko zaczęło się będąc jeszcze nastolatkiem. To cholerstwo rozwijało się najpierw delikatnie, niezauważalnie, potem coraz intensywniej. Nic nie pomagało. Maści, toniki, siarkowe mydła. Z każdym miesiącem trądzik na mojej twarzy miał się coraz lepiej, a ja wraz z jego rozwojem czułem się coraz bardziej podle. Bez tego grubasowi nie jest łatwo zintegrować się z otoczeniem rówieśników. Dobrze, że w podstawówce miałem zgraną klasę, a i w liceum zostałem zaakceptowany za to jaki byłem, a nie jak wyglądałem. Pomimo tego moje wątłe poczucie wartości przestało zupełnie istnieć. Szkolne dyskoteki, wyjścia na basen, kontakty z dziewczynami. Wstydziłem się przebywać wśród ludzi. Najchętniej zapadłbym się pod ziemię, przestał istnieć, albo został na świecie całkiem sam. Nie liczę ile pieniędzy wydali moi rodzice na różnego rodzaju leki. Wszystko działało tylko jakiś czas, a wytłumaczeniem dermatologów był przecież okres dojrzewania. I może fatycznie mój problem nieco zmalał wraz z osiągnięciem jakiś 24-26 lat, jednak nigdy nie pozbyłem się go definitywnie. Z resztą okresy nasilonego trądziku przeplatały się z tygodniami niemal całkowitego spokoju...
...i tak czas mijał, ja poniekąd przyzwyczaiłem się do tej przypadłości. Jednak, któregoś razu zacząłem się nad tym znowu zastanawiać. Nie powiem, bo impulsem był nie kto inny, jak kobieta. To Paulinka zmotywowała mnie do działania. Zapisałem się do dermatologa. Pomyślałem sobie, że w końcu minęło tyle lat, że może medycyna dokonała jednak jakiegoś przełomu, a i może ja będę wreszcie podatny na leczenie...
...w gabinecie przyjął mnie gość spokojnie pamiętający ogłoszenie Manifestu PKWN. Byłem tym faktem nieco przerażony, zastanawiając się czy lekarz w tym wieku jest jeszcze na bieżąco w osiągnięciach farmaceutyki. Czy ponownie nie skończy się na przepisaniu robionej maści, mydełka wysuszającego skórę, zaleceniu odpowiedniej diety, która wyklucza jedzenie czekolady i pikantnych potraw. To wszystko już było, znałem te metody od podszewki...
...a jednak ów lekarz zaskoczył mnie już na wstępie pytając czy piję alkohol i stosuję którąś z metod antykoncepcji. Nie powiem, byłem lekko w szoku. Ledwo obejrzał moją twarz, a już pytał o tak szczegółowe i co by nie powiedzieć - intymne sprawy. Moje zdziwienie połączone z dozą zaintrygowania, niepokoju i szczyptą niepewności zostało jednak wnet zaspokojone. Początek kuracji zapowiadał się standardowo. Antybiotyk oraz jakiś robiony płyn do miejscowego przecierania krostek i zaczerwienionych miejsc. Jednak to co czekało mnie później, zwyczajne już nie było...
...Izotek. To lek, który miałem zacząć przyjmować po 30-sto dniowej kuracji wstępnej. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie obostrzenia w jego przyjmowaniu oraz skutki uboczne jakie może wywołać. Przede wszystkim przed rozpoczęciem leczenia trzeba przeprowadzić badanie krwi. Sprawdza się poziom lipidów ( miedzy innymi trzy rodzaje cholesterolu ), witaminy A, enzymów wątrobowych ( transaminazy alaninowej i asparaginianowej ) oraz poziom cukru. Podczas leczenia nie można pić alkoholu, ponieważ wątroba bez tego ma już ogromną pracę do wykonania. Składnik leku jakim jest mocno stężona pochodna witaminy A, może również uszkodzić płód oraz męskie nasienie, stąd potrzeba stosowania antykoncepcji. W ustach lekarza specyfik wydawał się niemal pomiotem samego szatana, choć nie wszystko okazało się później prawdą. W każdym razie, ja miałem zacząć leczenie fazy pierwszej, a w tym czasie zapoznać się z zagrożeniami związanymi ze stosowaniem leku, a także wykonać niezbędne badania...
...szczerze - byłem przerażony. Tyle możliwych powikłań, wynikających zagrożeń, problemów zdrowotnych jakie mogą wystąpić. Przez pierwszych parę dni myślałem o tym bardzo intensywnie, ale dałem sobie czas. Zaraz po wizycie wykupiłem płyn do przemywania buzi. Już po trzech dniach efekty były zaskakujące. Ropne krostki przestały się tworzyć, a zaognione miejsca zbladły. Nie od razu miałem kasę na antybiotyk, ale w końcu, po 5 dniach od wizyty wykupiłem go za całe 44,00zł. I tu mały wtręt. Porównujcie ceny w aptekach, co zastanawiające nawet tej samej sieci. Rozpiętość 44 złote, a 68 złotych, uważam za znaczącą, szczególnie, że mówimy tu o aptece wydawałoby się tej samej grupy handlowej...
...po nieco ponad tygodniu, wszystkie zmiany były już tylko drobnymi, lekko różowawymi punkcikami. To był niemal cud. Tylko co dalej. Dobrze wiedziałem, że po skończeniu się leków, problem wróci. Myślałem nad ostatecznym rozwiązaniem kwestii pryszczy, tylko czy Izotek'iem. Nie zajrzawszy jeszcze do netu w celu przeczytania ulotki lub zapoznania się z opiniami innych pacjentów, któregoś razu zdarzyło mi się wieźć panią dermatolog. Korzystając z okazji zapytałem o wszystkie nurtujące mnie kwestie: ewentualne uszkodzenie nasienia, problemu z wątrobą, ograniczeniem wysiłku fizycznego etc. I nie powiem, bo zbieg okoliczności sprawił, że zostałem wydatnie uspokojony i jednocześnie zachęcony do skąd inąd statystycznie skutecznej terapii...
...pozostało więc zrobić badania i zaakceptować zaproponowaną metodę leczenia...
...okazało się, że wyniki mam godne dwudziestolatka. Niższy od średniej cukier, cholesterol w połowie normy. Byłem zadowolony, że zdrowszy niż kiedyś tryb życia przynosi efekty. Po wnikliwiej analizie diagramów, lekarz wydał pozytywną decyzję o przepisaniu leku. Musiałem jednak podpisać specjalne oświadczenie, że rozumiem ryzyko i związane z tym ewentualne powikłania, a także wynikające z tego skutki. Zgodziłem się...
...w tej chwili mija 20 dni od kiedy zażywam lek. Nie jest to tania sprawa, ponieważ dawka wynikająca z masy ciała kosztuje 85,00 zł. Jest to opakowanie 60 tabletek, które wystarczy mi na miesiąc. I tu również warto szukać okazji cenowych. W sklepie internetowym sieci aptek Medest, lek był o jakieś 10,00 zł tańszy od kupionego bezpośrednio w placówce. I co ciekawe, ceny różniły się w zależności od konkretnej apteki, mimo tej samej sieci...
...i teraz najważniejsze - efekty i działania niepożądane. Faktycznie podczas brania leku na samym początku, jakieś trzy dni, czułem ból w górnej części jamy brzusznej. Efekt potęgował się po wypiciu piwa lub drinka. Jednak działanie to ustąpiło i dziś praktycznie nie odczuwam żadnych dolegliwości. Trochę zmieniłem dietę unikając potraw ciężkostrawnych i nie napychając się na noc. Na początku w okresie po skończeniu antybiotyku, a przed rozpoczęciem brania Izotek'u problem wyprysków zaczął powracać. Zaczerwienienia nabrały wyrazu, pojawiły się ropne zmiany. Ciekawe, bo efekt zniknął po 4 czy 5 dniach przyjmowania leku, po czym powrócił po 3-4 dniach jakby ze zdwojoną siłą. W sumie wszystko zgodnie z opisem z ulotki. Tak jakby organizm chciał pozbyć się tego całego syfu wyrzucając go na zewnątrz. Dziś jest dużo, dużo lepiej. Wszystko zbladło, ropne krostki wyskakują sporadycznie w jednym, dwóch miejscach. Widać pozytywne zamiany...
...jak się czuję? W sumie dobrze. Nie odczuwam praktycznie żadnych skutków ubocznych, po za jednym. Okropna suchość w ustach i spierzchnięte wargi. Nigdy wcześniej tak nie miałem i trudno się do tego przyzwyczaić. Uporczywie chcę mi się pić, a usta muszę notorycznie czymś smarować. Jednak to wszystko...
...ulotka mówi ponadto, że nie mogę oddawać krwi, z czym trudno się pogodzić, ale podana kobiecie w ciąży mogła by, uszkodzić jej płód. Ponadto lek nie może być podawany kobietom, które nie zabezpieczają się lub planują dziecko. Jest to tak ważne, że nawet miesiąc po ustaniu terapii kobieta nie może zajść w ciążę. Odnośnie mężczyzn, lek jest całkowicie bezpieczny, choć lekarz mówił co innego, to wieziona przeze mnie kobieta dermatolog, również nie widziała przeciwskazań, potwierdzając, że stężenie Izotretynoiny i jej metabolitów jest zbyt małe aby uszkodzić płód. Wedle zaleceń z karty trzeba również unikać tłustych potraw, bo lek zwiększa stężenie tłuszczów takich jak trójglicerydy oraz cholesterol, ograniczyć spożywanie słodyczy, czekolady, owoców i warzyw bogatych w witaminę A, a także odstawić wszelkie suplementy diet, które je zawierają
...co ciekawe, lek może powodować napady lęku, pogłębiać psychozę, apatię, senność, poczucie wyalienowania, osamotnienia, pustki, nasilać objawy i stany depresyjne, w bardzo rzadkich przypadkach prowadzić do samobójstw. Na szczęście nie odczuwam takich problemów, pomimo kłopotów jakie czasem mam z moją głową. Może mieć również wpływ na pogorszenie widzenia nocą, prowadzić do bólu mięśni, krwotoków z nosa, suchości oczu - czego na szczęście nie doświadczyłem. Wymaga się również od pacjentów nie podejmowania wysiłku fizycznego. Ostatniego obawiałem się najbardziej, ale mimo wszystko zacząłem ostatnio biegać...
...i chyba to tyle. Któregoś razu napiszę znowu jak postępuje leczenie, a na razie...
...może to kwestia wiosny, ale czuję się znakomicie, mogę wszystko i wiem, że będzie dobrze, na każdej płaszczyźnie...
...dlatego też dziś również nietypowo. Napiszę bowiem o swoim problemie, z którym borykam się już od kilkunastu lat...
...wszystko zaczęło się będąc jeszcze nastolatkiem. To cholerstwo rozwijało się najpierw delikatnie, niezauważalnie, potem coraz intensywniej. Nic nie pomagało. Maści, toniki, siarkowe mydła. Z każdym miesiącem trądzik na mojej twarzy miał się coraz lepiej, a ja wraz z jego rozwojem czułem się coraz bardziej podle. Bez tego grubasowi nie jest łatwo zintegrować się z otoczeniem rówieśników. Dobrze, że w podstawówce miałem zgraną klasę, a i w liceum zostałem zaakceptowany za to jaki byłem, a nie jak wyglądałem. Pomimo tego moje wątłe poczucie wartości przestało zupełnie istnieć. Szkolne dyskoteki, wyjścia na basen, kontakty z dziewczynami. Wstydziłem się przebywać wśród ludzi. Najchętniej zapadłbym się pod ziemię, przestał istnieć, albo został na świecie całkiem sam. Nie liczę ile pieniędzy wydali moi rodzice na różnego rodzaju leki. Wszystko działało tylko jakiś czas, a wytłumaczeniem dermatologów był przecież okres dojrzewania. I może fatycznie mój problem nieco zmalał wraz z osiągnięciem jakiś 24-26 lat, jednak nigdy nie pozbyłem się go definitywnie. Z resztą okresy nasilonego trądziku przeplatały się z tygodniami niemal całkowitego spokoju...
...i tak czas mijał, ja poniekąd przyzwyczaiłem się do tej przypadłości. Jednak, któregoś razu zacząłem się nad tym znowu zastanawiać. Nie powiem, bo impulsem był nie kto inny, jak kobieta. To Paulinka zmotywowała mnie do działania. Zapisałem się do dermatologa. Pomyślałem sobie, że w końcu minęło tyle lat, że może medycyna dokonała jednak jakiegoś przełomu, a i może ja będę wreszcie podatny na leczenie...
...w gabinecie przyjął mnie gość spokojnie pamiętający ogłoszenie Manifestu PKWN. Byłem tym faktem nieco przerażony, zastanawiając się czy lekarz w tym wieku jest jeszcze na bieżąco w osiągnięciach farmaceutyki. Czy ponownie nie skończy się na przepisaniu robionej maści, mydełka wysuszającego skórę, zaleceniu odpowiedniej diety, która wyklucza jedzenie czekolady i pikantnych potraw. To wszystko już było, znałem te metody od podszewki...
...a jednak ów lekarz zaskoczył mnie już na wstępie pytając czy piję alkohol i stosuję którąś z metod antykoncepcji. Nie powiem, byłem lekko w szoku. Ledwo obejrzał moją twarz, a już pytał o tak szczegółowe i co by nie powiedzieć - intymne sprawy. Moje zdziwienie połączone z dozą zaintrygowania, niepokoju i szczyptą niepewności zostało jednak wnet zaspokojone. Początek kuracji zapowiadał się standardowo. Antybiotyk oraz jakiś robiony płyn do miejscowego przecierania krostek i zaczerwienionych miejsc. Jednak to co czekało mnie później, zwyczajne już nie było...
...Izotek. To lek, który miałem zacząć przyjmować po 30-sto dniowej kuracji wstępnej. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie obostrzenia w jego przyjmowaniu oraz skutki uboczne jakie może wywołać. Przede wszystkim przed rozpoczęciem leczenia trzeba przeprowadzić badanie krwi. Sprawdza się poziom lipidów ( miedzy innymi trzy rodzaje cholesterolu ), witaminy A, enzymów wątrobowych ( transaminazy alaninowej i asparaginianowej ) oraz poziom cukru. Podczas leczenia nie można pić alkoholu, ponieważ wątroba bez tego ma już ogromną pracę do wykonania. Składnik leku jakim jest mocno stężona pochodna witaminy A, może również uszkodzić płód oraz męskie nasienie, stąd potrzeba stosowania antykoncepcji. W ustach lekarza specyfik wydawał się niemal pomiotem samego szatana, choć nie wszystko okazało się później prawdą. W każdym razie, ja miałem zacząć leczenie fazy pierwszej, a w tym czasie zapoznać się z zagrożeniami związanymi ze stosowaniem leku, a także wykonać niezbędne badania...
...szczerze - byłem przerażony. Tyle możliwych powikłań, wynikających zagrożeń, problemów zdrowotnych jakie mogą wystąpić. Przez pierwszych parę dni myślałem o tym bardzo intensywnie, ale dałem sobie czas. Zaraz po wizycie wykupiłem płyn do przemywania buzi. Już po trzech dniach efekty były zaskakujące. Ropne krostki przestały się tworzyć, a zaognione miejsca zbladły. Nie od razu miałem kasę na antybiotyk, ale w końcu, po 5 dniach od wizyty wykupiłem go za całe 44,00zł. I tu mały wtręt. Porównujcie ceny w aptekach, co zastanawiające nawet tej samej sieci. Rozpiętość 44 złote, a 68 złotych, uważam za znaczącą, szczególnie, że mówimy tu o aptece wydawałoby się tej samej grupy handlowej...
...po nieco ponad tygodniu, wszystkie zmiany były już tylko drobnymi, lekko różowawymi punkcikami. To był niemal cud. Tylko co dalej. Dobrze wiedziałem, że po skończeniu się leków, problem wróci. Myślałem nad ostatecznym rozwiązaniem kwestii pryszczy, tylko czy Izotek'iem. Nie zajrzawszy jeszcze do netu w celu przeczytania ulotki lub zapoznania się z opiniami innych pacjentów, któregoś razu zdarzyło mi się wieźć panią dermatolog. Korzystając z okazji zapytałem o wszystkie nurtujące mnie kwestie: ewentualne uszkodzenie nasienia, problemu z wątrobą, ograniczeniem wysiłku fizycznego etc. I nie powiem, bo zbieg okoliczności sprawił, że zostałem wydatnie uspokojony i jednocześnie zachęcony do skąd inąd statystycznie skutecznej terapii...
...pozostało więc zrobić badania i zaakceptować zaproponowaną metodę leczenia...
...okazało się, że wyniki mam godne dwudziestolatka. Niższy od średniej cukier, cholesterol w połowie normy. Byłem zadowolony, że zdrowszy niż kiedyś tryb życia przynosi efekty. Po wnikliwiej analizie diagramów, lekarz wydał pozytywną decyzję o przepisaniu leku. Musiałem jednak podpisać specjalne oświadczenie, że rozumiem ryzyko i związane z tym ewentualne powikłania, a także wynikające z tego skutki. Zgodziłem się...
...w tej chwili mija 20 dni od kiedy zażywam lek. Nie jest to tania sprawa, ponieważ dawka wynikająca z masy ciała kosztuje 85,00 zł. Jest to opakowanie 60 tabletek, które wystarczy mi na miesiąc. I tu również warto szukać okazji cenowych. W sklepie internetowym sieci aptek Medest, lek był o jakieś 10,00 zł tańszy od kupionego bezpośrednio w placówce. I co ciekawe, ceny różniły się w zależności od konkretnej apteki, mimo tej samej sieci...
...i teraz najważniejsze - efekty i działania niepożądane. Faktycznie podczas brania leku na samym początku, jakieś trzy dni, czułem ból w górnej części jamy brzusznej. Efekt potęgował się po wypiciu piwa lub drinka. Jednak działanie to ustąpiło i dziś praktycznie nie odczuwam żadnych dolegliwości. Trochę zmieniłem dietę unikając potraw ciężkostrawnych i nie napychając się na noc. Na początku w okresie po skończeniu antybiotyku, a przed rozpoczęciem brania Izotek'u problem wyprysków zaczął powracać. Zaczerwienienia nabrały wyrazu, pojawiły się ropne zmiany. Ciekawe, bo efekt zniknął po 4 czy 5 dniach przyjmowania leku, po czym powrócił po 3-4 dniach jakby ze zdwojoną siłą. W sumie wszystko zgodnie z opisem z ulotki. Tak jakby organizm chciał pozbyć się tego całego syfu wyrzucając go na zewnątrz. Dziś jest dużo, dużo lepiej. Wszystko zbladło, ropne krostki wyskakują sporadycznie w jednym, dwóch miejscach. Widać pozytywne zamiany...
...jak się czuję? W sumie dobrze. Nie odczuwam praktycznie żadnych skutków ubocznych, po za jednym. Okropna suchość w ustach i spierzchnięte wargi. Nigdy wcześniej tak nie miałem i trudno się do tego przyzwyczaić. Uporczywie chcę mi się pić, a usta muszę notorycznie czymś smarować. Jednak to wszystko...
...ulotka mówi ponadto, że nie mogę oddawać krwi, z czym trudno się pogodzić, ale podana kobiecie w ciąży mogła by, uszkodzić jej płód. Ponadto lek nie może być podawany kobietom, które nie zabezpieczają się lub planują dziecko. Jest to tak ważne, że nawet miesiąc po ustaniu terapii kobieta nie może zajść w ciążę. Odnośnie mężczyzn, lek jest całkowicie bezpieczny, choć lekarz mówił co innego, to wieziona przeze mnie kobieta dermatolog, również nie widziała przeciwskazań, potwierdzając, że stężenie Izotretynoiny i jej metabolitów jest zbyt małe aby uszkodzić płód. Wedle zaleceń z karty trzeba również unikać tłustych potraw, bo lek zwiększa stężenie tłuszczów takich jak trójglicerydy oraz cholesterol, ograniczyć spożywanie słodyczy, czekolady, owoców i warzyw bogatych w witaminę A, a także odstawić wszelkie suplementy diet, które je zawierają
...co ciekawe, lek może powodować napady lęku, pogłębiać psychozę, apatię, senność, poczucie wyalienowania, osamotnienia, pustki, nasilać objawy i stany depresyjne, w bardzo rzadkich przypadkach prowadzić do samobójstw. Na szczęście nie odczuwam takich problemów, pomimo kłopotów jakie czasem mam z moją głową. Może mieć również wpływ na pogorszenie widzenia nocą, prowadzić do bólu mięśni, krwotoków z nosa, suchości oczu - czego na szczęście nie doświadczyłem. Wymaga się również od pacjentów nie podejmowania wysiłku fizycznego. Ostatniego obawiałem się najbardziej, ale mimo wszystko zacząłem ostatnio biegać...
...i chyba to tyle. Któregoś razu napiszę znowu jak postępuje leczenie, a na razie...
...może to kwestia wiosny, ale czuję się znakomicie, mogę wszystko i wiem, że będzie dobrze, na każdej płaszczyźnie...
15 marca 2015
pod warstwą szarej tektury...
Ostatnio bardzo źle śpię. Kładę się wcześnie, niby zasypiam natychmiast, ale na godzinę, może dwie. Mam wrażenie jakbym ciągle czuwał, byle szmer, drobny hałas potrafi wytrącić mnie ze snu. Potem tłukę się kilkadziesiąt minut zanim ponownie uda mi się odpłynąć. Zrywam się nawet kilkanaście razy w ciągu nocy, budząc się zawsze rozbity i otępiały. Wariuję! Dwukrotnie usłyszałem powiadomienie komunikatora, którego nie było. Myślę. Cały czas, non stop, bez wytchnienia myślę. Nie ma pory dnia, godziny czy minuty, w której nie zastanawiałbym się co robię nie tak. Jaki błąd popełniam...
...i nie jest smutnym fakt, że nie mam tej bliskiej mi osoby, kogoś najważniejszego memu sercu. Przykre jest to, że zawsze wkładam w to całego siebie, daję wszystko co najlepszego we mnie drzemie. Unikam poprzednich błędów, chcę być najlepszym facetem pod słońcem. Staram się jak nikt, bo przecież chciałbym nosić ją na rękach, obsypywać pocałunkami, każdego dnia przytulać do siebie mocno. Budzić muśnięciem dłoni wodząc po jej policzkach albo wstawać przed nią skoro świt by zdążyć ze śniadaniem, kawą i wyprowadzeniem jej psa, ale...
...to nigdy nie wystarczyło by z tych relacji wyszło coś trwałego...
...kobiety to molekularny związek połączonych ze sobą neuronów sprzeczności...
...jak inaczej wytłumaczyć fakt, że chcą jednego, myślą drugie, oczekują trzeciego, a za czwarte potrafią strzelić focha. Facet ma być twardzielem, który z kart kredytowych zbuduje szałas, pięciogroszową monetą ubije niedźwiedzia, a pocierając przegródkami skórzanego portfela rozpali ogień. Natykając się na problem wynikający z użycia mokrego chrustu ma przy tym recytować "Kiedy się w niebie gdzie zejdziemy sami" lub gwizdać najpopularniejsze melodie Gershwin'a. W towarzystwie wybierze zaś odpowiedni widelczyk do skonsumowania bezy, opowiadając przy tym anegdoty śmieszne niczym stand-up Gizy. W domu po rozpaleniu świec i włączeniu Michael'a Buble, zaciągnie subtelnie wybrankę serca do łóżka i zerżnie jak podrzędną Proste z ulicy Zachodniej. Innym razem z oczywistym zrozumieniem da całusa w policzek, mówiąc - kochanie, jasne, skoro nie masz ochoty, doskonale to rozumiem...
...i szczerze mówiąc większości sytuacji nie doświadczyłem, ale z wysyłaniem sprzecznych komunikatów miałem do czynienia wielokrotnie. Z jednej strony potrzebujecie zaradnego gościa, który nie idzie prosić o wsparcie z byle powodu, z drugiej - kiedy on chce pomóc Wam swoim silnym ramieniem lub większym doświadczeniem, odpychacie go łokciem, mówiąc - zostaw, dam sobie radę. Kiedy mówimy o swoich problemach czy porażkach uważacie nas za mięczaków i wieczne marudy tym samym nie chcąc opowiadać o własnych problemach. A przecież szczera rozmowa to fundament każdej, nawet najprostszej relacji. Znacie to pewnie doskonale: nie muszę Ci się spowiadać, nie potrzebuję tego, nie chcę / ty mnie w ogóle nie słuchasz / dziękuję, że mogłam Ci się wygadać, fajny z Ciebie facet. My narzekamy, użalamy się nad sobą, Wy mówicie o swoich niepowodzeniach czy kłopotach...
...i nie powiem - wkurwia mnie jak mężczyzna nie stara się o kobietę. W porządku, każdy robi to na początku znajomości, ale potem wszystko powszednieje. Przez pierwsze tygodnie wszystko robilibyście razem, później każdy potrzebuje przestrzeni, odpoczynku, a kończy się to na tym, że gach czyta gazetę, a laska przegląda na telefonie Fejsa. To nie jest w porządku, bo walczyć z marazmem trzeba ustawicznie, to jak praca u podstaw. Zobojętnienie zabija każdy związek, jednak co wtedy, gdy staramy się o Was każdego dnia. Myślimy jak Was rozśmieszyć, jaki drobiazg kupić, gdzie zabrać, jaką ciekawą opowieścią zainteresować. Nie - wtedy też będzie źle, bo zwyczajnie tego nie docenicie...
...kiedyś jechałem z dwiema kobietami. Obie narzekały na swoich mężów. Pierwsza stawiała zarzut - on o mnie już nie myśli, już się nie stara, nawet kwiatów już nie kupuje. Druga skarżyła się, że owszem dostaje kwiaty, ale zawsze są to czerwone róże, które zwykle otrzymuje w piątek. Przez obie przebijał żal...
...no przecież idzie oszaleć wbijając sobie w skroń tępą stronę ołówka...
...a mimo tego, nie żałuję żadnego zbudowanego związku, stworzonej relacji, nawet najmniej ważnej znajomości z kobietą. Jestem bogatszy o doświadczenie, wspomnienia, choć ciężko mi sobie nimi poradzić...
...o Tobie przypomina mi wszystko. Rozmowy pasażerów przywodzą na myśl nasze wymiany myśli, mijane miejsca - konkretne wypady na miasto. Wciskające się zewsząd zaproszenia do wydarzeń mających odbyć się w mojej pięknej Łodzi uświadamiają mi, że wszystko czego ciekawego miałem okazję doświadczyć, zrobiłem właśnie z Tobą. I chyba minęło to już bezpowrotnie, ale zwyczajnie tego nie wiem. I chyba lepiej, że wszystko to niezapisana kartka papieru. Jedynie smuci to, że prawdopodobnie zbyt naiwnie myślałem, iż jesteś tą jedyną, tą na którą czekałem całe życie, tą którą sobie wymarzyłem w swojej wybujałej fantazji. A przecież fajnie się zgraliśmy osiągając swego rodzaju stabilizację dzięki czemu poczułem się trochę szczęśliwszy.
...i jest pięknie, nie załamuję rąk, bo dzięki temu nauczyłem się jednego...
...nie oczekiwać od życia zbyt wiele, nie być zbyt zachłannym, a wtedy każda zdobyta rzecz ucieszy podwójnie. To co otrzymam uraduję mnie tym mocniej im mniej nachalnie będę napierał...
...cóż. Nie będę się nad sobą rozczulał. Zająłem się pracą, swoimi sprawami. Mam parę kwestii na głowie i choć nie mam planu jak spędzić resztę życia, nie poddaję się. Cały czas czekam na kogoś dla kogo będę bardzo ważny. Życie to ogromny samoobsługowy sklep z towarami zapakowanymi w pudełka przez które totalnie nie widać co jest w środku. I w tym wszystkim najważniejsze, aby cieszyć się nawet z najskromniejszych drobiazgów ukrytych pod warstwą szarej tektury...
...wszystko się ułoży, albo poukładam to sam, bo cały czas czekam na Ciebie...
...i nie jest smutnym fakt, że nie mam tej bliskiej mi osoby, kogoś najważniejszego memu sercu. Przykre jest to, że zawsze wkładam w to całego siebie, daję wszystko co najlepszego we mnie drzemie. Unikam poprzednich błędów, chcę być najlepszym facetem pod słońcem. Staram się jak nikt, bo przecież chciałbym nosić ją na rękach, obsypywać pocałunkami, każdego dnia przytulać do siebie mocno. Budzić muśnięciem dłoni wodząc po jej policzkach albo wstawać przed nią skoro świt by zdążyć ze śniadaniem, kawą i wyprowadzeniem jej psa, ale...
...to nigdy nie wystarczyło by z tych relacji wyszło coś trwałego...
...kobiety to molekularny związek połączonych ze sobą neuronów sprzeczności...
...jak inaczej wytłumaczyć fakt, że chcą jednego, myślą drugie, oczekują trzeciego, a za czwarte potrafią strzelić focha. Facet ma być twardzielem, który z kart kredytowych zbuduje szałas, pięciogroszową monetą ubije niedźwiedzia, a pocierając przegródkami skórzanego portfela rozpali ogień. Natykając się na problem wynikający z użycia mokrego chrustu ma przy tym recytować "Kiedy się w niebie gdzie zejdziemy sami" lub gwizdać najpopularniejsze melodie Gershwin'a. W towarzystwie wybierze zaś odpowiedni widelczyk do skonsumowania bezy, opowiadając przy tym anegdoty śmieszne niczym stand-up Gizy. W domu po rozpaleniu świec i włączeniu Michael'a Buble, zaciągnie subtelnie wybrankę serca do łóżka i zerżnie jak podrzędną Proste z ulicy Zachodniej. Innym razem z oczywistym zrozumieniem da całusa w policzek, mówiąc - kochanie, jasne, skoro nie masz ochoty, doskonale to rozumiem...
...i szczerze mówiąc większości sytuacji nie doświadczyłem, ale z wysyłaniem sprzecznych komunikatów miałem do czynienia wielokrotnie. Z jednej strony potrzebujecie zaradnego gościa, który nie idzie prosić o wsparcie z byle powodu, z drugiej - kiedy on chce pomóc Wam swoim silnym ramieniem lub większym doświadczeniem, odpychacie go łokciem, mówiąc - zostaw, dam sobie radę. Kiedy mówimy o swoich problemach czy porażkach uważacie nas za mięczaków i wieczne marudy tym samym nie chcąc opowiadać o własnych problemach. A przecież szczera rozmowa to fundament każdej, nawet najprostszej relacji. Znacie to pewnie doskonale: nie muszę Ci się spowiadać, nie potrzebuję tego, nie chcę / ty mnie w ogóle nie słuchasz / dziękuję, że mogłam Ci się wygadać, fajny z Ciebie facet. My narzekamy, użalamy się nad sobą, Wy mówicie o swoich niepowodzeniach czy kłopotach...
...i nie powiem - wkurwia mnie jak mężczyzna nie stara się o kobietę. W porządku, każdy robi to na początku znajomości, ale potem wszystko powszednieje. Przez pierwsze tygodnie wszystko robilibyście razem, później każdy potrzebuje przestrzeni, odpoczynku, a kończy się to na tym, że gach czyta gazetę, a laska przegląda na telefonie Fejsa. To nie jest w porządku, bo walczyć z marazmem trzeba ustawicznie, to jak praca u podstaw. Zobojętnienie zabija każdy związek, jednak co wtedy, gdy staramy się o Was każdego dnia. Myślimy jak Was rozśmieszyć, jaki drobiazg kupić, gdzie zabrać, jaką ciekawą opowieścią zainteresować. Nie - wtedy też będzie źle, bo zwyczajnie tego nie docenicie...
...kiedyś jechałem z dwiema kobietami. Obie narzekały na swoich mężów. Pierwsza stawiała zarzut - on o mnie już nie myśli, już się nie stara, nawet kwiatów już nie kupuje. Druga skarżyła się, że owszem dostaje kwiaty, ale zawsze są to czerwone róże, które zwykle otrzymuje w piątek. Przez obie przebijał żal...
...no przecież idzie oszaleć wbijając sobie w skroń tępą stronę ołówka...
...a mimo tego, nie żałuję żadnego zbudowanego związku, stworzonej relacji, nawet najmniej ważnej znajomości z kobietą. Jestem bogatszy o doświadczenie, wspomnienia, choć ciężko mi sobie nimi poradzić...
...o Tobie przypomina mi wszystko. Rozmowy pasażerów przywodzą na myśl nasze wymiany myśli, mijane miejsca - konkretne wypady na miasto. Wciskające się zewsząd zaproszenia do wydarzeń mających odbyć się w mojej pięknej Łodzi uświadamiają mi, że wszystko czego ciekawego miałem okazję doświadczyć, zrobiłem właśnie z Tobą. I chyba minęło to już bezpowrotnie, ale zwyczajnie tego nie wiem. I chyba lepiej, że wszystko to niezapisana kartka papieru. Jedynie smuci to, że prawdopodobnie zbyt naiwnie myślałem, iż jesteś tą jedyną, tą na którą czekałem całe życie, tą którą sobie wymarzyłem w swojej wybujałej fantazji. A przecież fajnie się zgraliśmy osiągając swego rodzaju stabilizację dzięki czemu poczułem się trochę szczęśliwszy.
...i jest pięknie, nie załamuję rąk, bo dzięki temu nauczyłem się jednego...
...nie oczekiwać od życia zbyt wiele, nie być zbyt zachłannym, a wtedy każda zdobyta rzecz ucieszy podwójnie. To co otrzymam uraduję mnie tym mocniej im mniej nachalnie będę napierał...
...cóż. Nie będę się nad sobą rozczulał. Zająłem się pracą, swoimi sprawami. Mam parę kwestii na głowie i choć nie mam planu jak spędzić resztę życia, nie poddaję się. Cały czas czekam na kogoś dla kogo będę bardzo ważny. Życie to ogromny samoobsługowy sklep z towarami zapakowanymi w pudełka przez które totalnie nie widać co jest w środku. I w tym wszystkim najważniejsze, aby cieszyć się nawet z najskromniejszych drobiazgów ukrytych pod warstwą szarej tektury...
...wszystko się ułoży, albo poukładam to sam, bo cały czas czekam na Ciebie...
07 marca 2015
mieszkać samemu?..
Od ponad miesiąca mieszkam sam. Siostra wyjechała na siedmiotygodniowe szkolenie. Z przyjemnością zgodziłem się zaopiekować domkiem na działce. Pomyślałem sobie, że to znakomite oderwanie się od rzeczywistości, sprawdzian tego czy zwyczajnie uda mi się utrzymać, ogarnę tak prozaiczne obowiązki jak sprzątanie, zakupy, gotowanie, zajmowanie się działką, domem, pracą. Nie powiem by było łatwo. Okazało się, że aby mieć coś więcej z pracy muszę pracować cały tydzień, że robiąc sobie ostatnio wolne na trzydniowy wypad do Wrocławia, po powrocie mam nie lada zaległości finansowe. Jednak to wcale nie jest takie straszne. Dużo potworniejsza jest dla mnie pustka tego domu. Na początku było całkiem fajnie. Tylko ja i wolna przestrzeń. Zero marudzenia, nakazów, dodatkowych obowiązków. Wracałem do domu, ogarniałem sprawy związane z ogrzewaniem, gotowałem sobie obiad lub nic nie jadłem, nie mając ochoty na pichcenie. Otwierałem piwko lub robiłem drina, czytałem książkę, gapiłem się w telewizor, czasem ktoś zajrzał. Było rewelacyjnie. Do czasu. Dość szybko wszystko spowszedniało. Każdy wieczór stawał się taki sam, dzień zlewał w parę dni by za chwilę stopić się w cały tydzień. Cholerna monotonia. Pobudka o 5:00, kawa, praca, dzień mijał. Na początku zjeżdżałem do domu około 14:00. Stopniowo zacząłem zawijać się z roboty coraz później, łapiąc się na tym, że o ile w pracy coś jeszcze się dzieje, ktoś wsiądzie, pogada, pożartuję, obejrzę w locie swoje, szybko zmieniające się miasto, tak w domu czeka na mnie tylko ponownie ten sam zestaw czynności...
...ustawicznie powtarza się to samo - otwieram bramę, wjeżdżam, zamykam za sobą, zabieram jakieś zakupy z auta, wchodzę do domu, włączam światło, rozpakowuje rzeczy, wstawiam wodę na herbatę, ryż czy makaron. Włączam telewizor, w którym leci dzień w dzień ten sam chłam, ale robię to by byle coś grało, byle by nie zacząć gadać do siebie. Pichcę coś naprędce, z reguły na jeden garnek by nie mieć stosu brudnych garów i naczyń. Siadam, jem. W głowie kłębią się myśli. Pogadałbym z kimś. Telewizor krzyczy, wyłączam go zły, że w ogóle go uruchomiłem. Odpalam komputer, chcę włączyć jakąś muzykę, ale wszystko co mam, przesłuchałem już setki razy w aucie. Frustracja narasta, szukam filmu, właściwie nie mam już na nic ochoty. Czekam czasem na telefon, ale on tak samo jak reszta przedmiotów, milczy. Jest 21:00, niekiedy wcześniej, a ja już kładę się spać. Co innego robić. Nie mam netu, a w pracy przeczytałem połowę jakiejś książki. Rezygnuję z czegokolwiek po za snem. Ustawiam budzik na 5:00. Następny dzień minie niemal identycznie, a na pewno taki sam jak zawsze będzie wieczór...
...po przekręceniu zamka, Reksio z Pyzą nie zamerdają ogonami, nie ucieszą się z wyjścia na spacer, nikt nie powie - dobrze, że jesteś, smacznego, na zdrowie, nikt nie zapyta jak minął dzień, nie przytuli poprawiając mi nastrój po jakimś chujowym kursie. Komu się wygadać?..
...no właśnie. Lepiej żyć samemu, robiąc to co się chce czy jednak dopasować się do kogoś, przymykać oczy na jakieś drobiazgi, które nas nieco wkurzają?..
...bardzo boję się samotnej starości. Zwyczajnej samotności. Koledzy, przyjaciele nie zastąpią kogoś kto będzie na co dzień. Może i pogadamy od czasu do czasu, wyskoczymy na piwo, wyjdziemy gdzieś razem, jednak nie powiemy im o naszych problemach każdego dnia, nie będziemy śmiali się z ich żartów, nie poplotkujemy z nimi przy obiedzie, nie obudzimy się przy nich dostając buziaka na miły początek dnia...
...jeśli tak właśnie ponuro i smutno ma w przyszłości być, to już teraz powiem - nie chcę tak skończyć. Nie mam zamiaru rozmawiać z psem, jedynym kompanem mojego życia...
...choć póki co, nie mnie się nad tym zastanawiać. Po pierwsze niedługo wracam znowu do mieszkania z całą gromadą domowników, po drugie, nie wiem czy kiedyś będzie mi dane się usamodzielnić. Aktualna sytuacja nie jest bowiem tak do końca miarodajna. Gdybym miał do zapłacenia; czynsz, energię elektryczną, wodę, gaz, ścieki, śmieci to zwyczajnie nie udźwignął bym tego sam. Za mało zarabiam. Może mając wsparcie współtowarzysza życia byłoby łatwiej Po prostu dali byśmy wspólnie radę dzielić te wszystkie koszty. A tak...
...skazany jestem na mieszkanie z rodzicami. A czy właściwie chciałbym mieszkać samemu? Chyba prędzej czy później zwariował bym z samotności, więc może lepiej, że ktoś obok czuwa nad moim i tak już mocno rozchwianym stanem psychicznym...
...także póki co jestem sam, choć nie jestem samotny. Jednak nie zanosi się, aby to kiedykolwiek miało się zmienić. W sumie to już nawet nie łudzę się, że przyjdzie taki dzień, w którym po otwarciu drzwi, usłyszę - skarbie, czekałam na ciebie...
...ustawicznie powtarza się to samo - otwieram bramę, wjeżdżam, zamykam za sobą, zabieram jakieś zakupy z auta, wchodzę do domu, włączam światło, rozpakowuje rzeczy, wstawiam wodę na herbatę, ryż czy makaron. Włączam telewizor, w którym leci dzień w dzień ten sam chłam, ale robię to by byle coś grało, byle by nie zacząć gadać do siebie. Pichcę coś naprędce, z reguły na jeden garnek by nie mieć stosu brudnych garów i naczyń. Siadam, jem. W głowie kłębią się myśli. Pogadałbym z kimś. Telewizor krzyczy, wyłączam go zły, że w ogóle go uruchomiłem. Odpalam komputer, chcę włączyć jakąś muzykę, ale wszystko co mam, przesłuchałem już setki razy w aucie. Frustracja narasta, szukam filmu, właściwie nie mam już na nic ochoty. Czekam czasem na telefon, ale on tak samo jak reszta przedmiotów, milczy. Jest 21:00, niekiedy wcześniej, a ja już kładę się spać. Co innego robić. Nie mam netu, a w pracy przeczytałem połowę jakiejś książki. Rezygnuję z czegokolwiek po za snem. Ustawiam budzik na 5:00. Następny dzień minie niemal identycznie, a na pewno taki sam jak zawsze będzie wieczór...
...po przekręceniu zamka, Reksio z Pyzą nie zamerdają ogonami, nie ucieszą się z wyjścia na spacer, nikt nie powie - dobrze, że jesteś, smacznego, na zdrowie, nikt nie zapyta jak minął dzień, nie przytuli poprawiając mi nastrój po jakimś chujowym kursie. Komu się wygadać?..
...no właśnie. Lepiej żyć samemu, robiąc to co się chce czy jednak dopasować się do kogoś, przymykać oczy na jakieś drobiazgi, które nas nieco wkurzają?..
...bardzo boję się samotnej starości. Zwyczajnej samotności. Koledzy, przyjaciele nie zastąpią kogoś kto będzie na co dzień. Może i pogadamy od czasu do czasu, wyskoczymy na piwo, wyjdziemy gdzieś razem, jednak nie powiemy im o naszych problemach każdego dnia, nie będziemy śmiali się z ich żartów, nie poplotkujemy z nimi przy obiedzie, nie obudzimy się przy nich dostając buziaka na miły początek dnia...
...jeśli tak właśnie ponuro i smutno ma w przyszłości być, to już teraz powiem - nie chcę tak skończyć. Nie mam zamiaru rozmawiać z psem, jedynym kompanem mojego życia...
...choć póki co, nie mnie się nad tym zastanawiać. Po pierwsze niedługo wracam znowu do mieszkania z całą gromadą domowników, po drugie, nie wiem czy kiedyś będzie mi dane się usamodzielnić. Aktualna sytuacja nie jest bowiem tak do końca miarodajna. Gdybym miał do zapłacenia; czynsz, energię elektryczną, wodę, gaz, ścieki, śmieci to zwyczajnie nie udźwignął bym tego sam. Za mało zarabiam. Może mając wsparcie współtowarzysza życia byłoby łatwiej Po prostu dali byśmy wspólnie radę dzielić te wszystkie koszty. A tak...
...skazany jestem na mieszkanie z rodzicami. A czy właściwie chciałbym mieszkać samemu? Chyba prędzej czy później zwariował bym z samotności, więc może lepiej, że ktoś obok czuwa nad moim i tak już mocno rozchwianym stanem psychicznym...
...także póki co jestem sam, choć nie jestem samotny. Jednak nie zanosi się, aby to kiedykolwiek miało się zmienić. W sumie to już nawet nie łudzę się, że przyjdzie taki dzień, w którym po otwarciu drzwi, usłyszę - skarbie, czekałam na ciebie...
13 stycznia 2015
przyjaźń...
Wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób, ale ładnych parę lat temu przy okazji wymiany telefonu, przepisując listę kontaktów zacząłem zastanawiać się nad ludźmi, do których posiadam numery. Doszedłem do wniosku, że prócz kontaktów tak banalnych jak urzędy, sklepy czy jakieś usługi, to ludzi, których w ciągu całego swojego życia poznałem, mogę podzielić na: znajomych, kolegów/koleżanki oraz przyjaciół. Zastanawiając się nad każdą postacią z osobna próbowałem dociec sedna kim właściwie jest dla mnie dana osoba, co znaczy w moim życiu, jaki mam z nią kontakt, jak często o niej myślę, wspominam i co właściwie znaczę dla niej samej...
...może to nieco dziwne, iż odbieram to w tak banalny, prosty, ba - prostacki sposób próbując ich sklasyfikować. Koniecznie wrzucić do jakiegoś worka, dopisać metkę i ułożyć wraz z innymi, tak samo oznaczonymi na podpisanej półce: zwykły znajomy, ktoś kogo gdzieś kiedyś spotkałem, kolega ze szkoły, pracy lub człowiek poznany przy okazji kultywowania mojego hobby czy wreszcie serdeczny przyjaciel, bliski mojemu sercu "ktoś". I sprawa wydaje się prosta. Ciebie jedynie znam z widzenia, gdzieś w przelocie było nam dane się poznać, z tobą chodziłem do jednej klasy, a może łaziłem na kurs językowy, tamtego poznałem załatwiając jakieś sprawy. Nie ma w tej logice niczego złego i skomplikowanego. Łatwo po stopniu zaangażowania w znajomość określić kto kim właściwie jest. Co jednakże z przyjaciółmi. Każdemu z nich powierzyłem zapewne jakiś sekret, zwierzyłem się z tego czego inni mogą nawet nie podejrzewać. Czy należy wartościować ich ze względu na ilość zasług i przysług jakie nam wyświadczyli, a może częstotliwość z jaką mamy ze sobą kontakt. Zapewne nie, bo myślenie o tym w ten sposób to droga bez wylotu. Życie toczy się z dnia na dzień i naturalnym jest, że czasu nie da znaleźć się dla wszystkich po równo, że zwykły stopień zażyłości przychodzi falami. To, że nie rozmawiam z przyjacielem dzień w dzień nie oznacza, że tracimy kontakt, że gubi się miedzy nami szczerość...
...z resztą mimo wszystko, każda z bliskich mi osób zna tylko pewną część moich tajemnic, bowiem każdy przyjaciel ma ograniczony zasób percepcji i wyczulony jest na wąski typ spraw z jakimi mogę się do niego zgłosić. Powiecie, że macie przyjaciół którym możecie zdradzić każdy sekret. Pewnie, ale nie znaczy to, że wszystko ich zainteresuje, że w każdym typie kłopotu będą mieli coś do powiedzenia. Niektóre informacje zwyczajnie po nich spłyną, nie robiąc na nich najmniejszego wrażenia, innych nie zrozumieją, a kolejnych, ciągle powtarzanych bzdur nie będą chcieli już słuchać. Dlatego warto mieć różnych ludzi wokół siebie...
...dziś już nie pamiętam kiedy tak naprawdę poznałem Zbigniewa. Na pewno miało to związek z Wartburgiem. Białas stał jeszcze wtedy na kobyłkach w moim garażu wyglądem przypominającym bardziej mieszkanie niźli warsztat...
...wiecie, znajomość jakich wiele. Kolejny facet zajarany Wartburgiem. Przerabiałem takich wielu. Wielkie plany, skromna wiedza. Początki zawsze są takie same. Potem okazuje się, że nie wystarczyło chęci, zapał zgasł jak niezasilony przez paliwo silnik. Zwyczajnie. Nienatleniona benzyna przestała trafiać w gaźnik. Sucha gardziel zaniechała wtryskiwania mieszanki do cylindrów, aż w końcu pęd koła zamachowego już nie wystarczał. Nawet nie zliczę już ilu było takich kolesi. Już się tym nie przejmuję, nie staram jak kiedyś. Tacy ludzie są, bo są. Jednak Zbigniew był inny, bo rozmawialiśmy nie tylko o Wartburgach. Facet był nienachalny i zwyczajnie sympatyczny. Ta znajomość po prostu się toczyła. Nie wiem kiedy przerodziła się w przyjaźń. I mimo znacznej różnicy wieku można z nim porozmawiać jak równy z równym. Może to kwestia życiowego doświadczenia, wiedzy jaką posiada. Bo trzeba przyznać, że przy nim moja wiedza jest skromna, bardzo, bardzo skromna. Aczkolwiek nigdy nie czułem się przy nim kimś gorszym. Sam Zbigniew nie daje tego nigdy, nikomu odczuć...
...i jeśli kiedyś to przeczytasz to wiedz, że bardzo mi pomogłeś, że to co dzieje się teraz w moim życiu, to w ogromnej części Twoja zasługa. Wierzyłeś do końca, kazałeś nie odpuszczać, swoją cholernie osobistą opowieścią, zaraziłeś mnie ponownie nadzieją, wstrzyknąłeś serum , które uleczyło mą zbolałą i umęczoną duszę. Jako jeden z niewielu trzymałeś kciuki i robisz to po dziś dzień. To honor i zaszczyt mieć w Tobie przyjaciela...
...dziękuję...
...może to nieco dziwne, iż odbieram to w tak banalny, prosty, ba - prostacki sposób próbując ich sklasyfikować. Koniecznie wrzucić do jakiegoś worka, dopisać metkę i ułożyć wraz z innymi, tak samo oznaczonymi na podpisanej półce: zwykły znajomy, ktoś kogo gdzieś kiedyś spotkałem, kolega ze szkoły, pracy lub człowiek poznany przy okazji kultywowania mojego hobby czy wreszcie serdeczny przyjaciel, bliski mojemu sercu "ktoś". I sprawa wydaje się prosta. Ciebie jedynie znam z widzenia, gdzieś w przelocie było nam dane się poznać, z tobą chodziłem do jednej klasy, a może łaziłem na kurs językowy, tamtego poznałem załatwiając jakieś sprawy. Nie ma w tej logice niczego złego i skomplikowanego. Łatwo po stopniu zaangażowania w znajomość określić kto kim właściwie jest. Co jednakże z przyjaciółmi. Każdemu z nich powierzyłem zapewne jakiś sekret, zwierzyłem się z tego czego inni mogą nawet nie podejrzewać. Czy należy wartościować ich ze względu na ilość zasług i przysług jakie nam wyświadczyli, a może częstotliwość z jaką mamy ze sobą kontakt. Zapewne nie, bo myślenie o tym w ten sposób to droga bez wylotu. Życie toczy się z dnia na dzień i naturalnym jest, że czasu nie da znaleźć się dla wszystkich po równo, że zwykły stopień zażyłości przychodzi falami. To, że nie rozmawiam z przyjacielem dzień w dzień nie oznacza, że tracimy kontakt, że gubi się miedzy nami szczerość...
...z resztą mimo wszystko, każda z bliskich mi osób zna tylko pewną część moich tajemnic, bowiem każdy przyjaciel ma ograniczony zasób percepcji i wyczulony jest na wąski typ spraw z jakimi mogę się do niego zgłosić. Powiecie, że macie przyjaciół którym możecie zdradzić każdy sekret. Pewnie, ale nie znaczy to, że wszystko ich zainteresuje, że w każdym typie kłopotu będą mieli coś do powiedzenia. Niektóre informacje zwyczajnie po nich spłyną, nie robiąc na nich najmniejszego wrażenia, innych nie zrozumieją, a kolejnych, ciągle powtarzanych bzdur nie będą chcieli już słuchać. Dlatego warto mieć różnych ludzi wokół siebie...
...dziś już nie pamiętam kiedy tak naprawdę poznałem Zbigniewa. Na pewno miało to związek z Wartburgiem. Białas stał jeszcze wtedy na kobyłkach w moim garażu wyglądem przypominającym bardziej mieszkanie niźli warsztat...
...wiecie, znajomość jakich wiele. Kolejny facet zajarany Wartburgiem. Przerabiałem takich wielu. Wielkie plany, skromna wiedza. Początki zawsze są takie same. Potem okazuje się, że nie wystarczyło chęci, zapał zgasł jak niezasilony przez paliwo silnik. Zwyczajnie. Nienatleniona benzyna przestała trafiać w gaźnik. Sucha gardziel zaniechała wtryskiwania mieszanki do cylindrów, aż w końcu pęd koła zamachowego już nie wystarczał. Nawet nie zliczę już ilu było takich kolesi. Już się tym nie przejmuję, nie staram jak kiedyś. Tacy ludzie są, bo są. Jednak Zbigniew był inny, bo rozmawialiśmy nie tylko o Wartburgach. Facet był nienachalny i zwyczajnie sympatyczny. Ta znajomość po prostu się toczyła. Nie wiem kiedy przerodziła się w przyjaźń. I mimo znacznej różnicy wieku można z nim porozmawiać jak równy z równym. Może to kwestia życiowego doświadczenia, wiedzy jaką posiada. Bo trzeba przyznać, że przy nim moja wiedza jest skromna, bardzo, bardzo skromna. Aczkolwiek nigdy nie czułem się przy nim kimś gorszym. Sam Zbigniew nie daje tego nigdy, nikomu odczuć...
...i jeśli kiedyś to przeczytasz to wiedz, że bardzo mi pomogłeś, że to co dzieje się teraz w moim życiu, to w ogromnej części Twoja zasługa. Wierzyłeś do końca, kazałeś nie odpuszczać, swoją cholernie osobistą opowieścią, zaraziłeś mnie ponownie nadzieją, wstrzyknąłeś serum , które uleczyło mą zbolałą i umęczoną duszę. Jako jeden z niewielu trzymałeś kciuki i robisz to po dziś dzień. To honor i zaszczyt mieć w Tobie przyjaciela...
...dziękuję...
04 stycznia 2015
pełen nadziei...
Jeśli miałbym podsumować miniony rok to mógłbym napisać, że obfitował w wiele pozytywnych zdarzeń, przyniósł wspaniałe chwile, był swego rodzaju przełomem gdyż odmienił moje życie nie do poznania, a przede wszystkim zmienił mnie...
...nie mówię, że był łatwy, naszpikowany jedynie pozytywnymi wydarzeniami, fajnymi momentami. Śmierć dziadka, na którego pogrzebie nie mogłem być z powodu wypadku, życie na skraju bankructwa, kombinowanie jak przeżyć każdy miesiąc, utracony gdzieś pęd i cały ten impet do studiowania w końcówce przypominający bardziej powrót z nieudanego rozpoznania na resztkach paliwa, podziurawionym samolotem niż zakończoną pełnym sukcesem misję zwiadowczą...
...momentami było ciężko, chwilami chciałem się poddać, jednak brak kasy powodował, iż wewnętrzna chęć przebrnięcia przez barykadę problemów wymuszała myślenie kreatywne, sprawiała, że wyłapywałem każdą okazję do skręcenia paru złotych, że podejmowałem różne prace aby tylko zgromadzić trochę kwitu. Celem było zalać Białasa, kupić migawkę, wykminić frut na jakieś kino czy zaproszenie do knajpki...
...i nigdy wcześniej nie najeździłem się tyle Burgerem. Może to również miało swój pozytywny oddźwięk. Bowiem za każdym razem dostarczało niezliczonych działek endorfin, malowało uśmiech na twarzy bez względu na to jak źle mogło być...
...wystarczył Białas, delikatny pomysł i już wiedziałem jak za niewielką kasę zorganizować nam czas wolny, a jej dać okazję do zabawy, uśmiechu na ustach i dziesiątek sympatycznych wspomnień...
...i wiecie co...
...człowiek zaczyna doceniać wszystko co ma jak tylko coś choć na moment straci, jak przyzwyczajony do pewnego standardu zmienia się jego punkt widzenia. I to również było istotne w tym wszystkim...
...tak samo jak fakt, iż dla ważnej dla mnie kobiety pieniądze nie liczyły się tak jak właśnie umiejętność kreowania rzeczywistości w zaistniałych warunkach, pomysłowość, zaradność. To było fajne, że nigdy nie poczułem się kimś gorszym, tylko dlatego, że na coś nie było mnie stać. I uwierzcie mi, nigdy nie wstydziłem się powiedzieć wprost - "nie mam". To, wydaję mi się zbudowało, między nami fajną, szczerą relację, która rozwija się do dziś na niezmienionych zasadach...
...rozwija się i ma całkiem nieźle...
...wchodzę w 2015 rok szczęśliwy i pełen nadziei. Radzę sobie z problemami, z samym sobą, wiem na sto procent, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze...
...małymi kroczkami osiągnę wszystko...
...nie mówię, że był łatwy, naszpikowany jedynie pozytywnymi wydarzeniami, fajnymi momentami. Śmierć dziadka, na którego pogrzebie nie mogłem być z powodu wypadku, życie na skraju bankructwa, kombinowanie jak przeżyć każdy miesiąc, utracony gdzieś pęd i cały ten impet do studiowania w końcówce przypominający bardziej powrót z nieudanego rozpoznania na resztkach paliwa, podziurawionym samolotem niż zakończoną pełnym sukcesem misję zwiadowczą...
...momentami było ciężko, chwilami chciałem się poddać, jednak brak kasy powodował, iż wewnętrzna chęć przebrnięcia przez barykadę problemów wymuszała myślenie kreatywne, sprawiała, że wyłapywałem każdą okazję do skręcenia paru złotych, że podejmowałem różne prace aby tylko zgromadzić trochę kwitu. Celem było zalać Białasa, kupić migawkę, wykminić frut na jakieś kino czy zaproszenie do knajpki...
...i nigdy wcześniej nie najeździłem się tyle Burgerem. Może to również miało swój pozytywny oddźwięk. Bowiem za każdym razem dostarczało niezliczonych działek endorfin, malowało uśmiech na twarzy bez względu na to jak źle mogło być...
...wystarczył Białas, delikatny pomysł i już wiedziałem jak za niewielką kasę zorganizować nam czas wolny, a jej dać okazję do zabawy, uśmiechu na ustach i dziesiątek sympatycznych wspomnień...
...i wiecie co...
...człowiek zaczyna doceniać wszystko co ma jak tylko coś choć na moment straci, jak przyzwyczajony do pewnego standardu zmienia się jego punkt widzenia. I to również było istotne w tym wszystkim...
...tak samo jak fakt, iż dla ważnej dla mnie kobiety pieniądze nie liczyły się tak jak właśnie umiejętność kreowania rzeczywistości w zaistniałych warunkach, pomysłowość, zaradność. To było fajne, że nigdy nie poczułem się kimś gorszym, tylko dlatego, że na coś nie było mnie stać. I uwierzcie mi, nigdy nie wstydziłem się powiedzieć wprost - "nie mam". To, wydaję mi się zbudowało, między nami fajną, szczerą relację, która rozwija się do dziś na niezmienionych zasadach...
...rozwija się i ma całkiem nieźle...
...wchodzę w 2015 rok szczęśliwy i pełen nadziei. Radzę sobie z problemami, z samym sobą, wiem na sto procent, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze...
...małymi kroczkami osiągnę wszystko...
06 grudnia 2014
wylogowałem się...
Przez ostatnich parę dni siedziałem u siostry. Włożyłem w ten domek tyle pracy, że jak tylko Asia wyjeżdża na dłużej, za jej pozwoleniem i z niesamowitą przyjemnością zajmuję się "gospodarką"...
...jestem tam całkiem sam, niemal z dala od cywilizacji. Nie włączam kompa, nie loguję się na fejsa, nie gapię w telewizor. Na głośnikach leci muzyka, leżę na kanapie i myślę. Wiem, że robię to zbyt często, aż nader intensywnie, bo zwykle efektem tych umysłowych zapasów są jedynie frustracja i zniechęcenie. I tak też było teraz przez pierwsze trzy dni. Nic w tym czasie nie jadłem. Egzystowałem. Szedłem do pracy, wracałem wieczorem, robiłem Perełkę, szedłem spać. Niemal ze snu na jawie, przechodziłem w ten rzeczywisty, nieco twardszy, dający ułamek wytchnienia. A jednak w efekcie tych wszystkich przemyśleń, które z reguły anihilowały mój spokój, wyszło coś pozytywnego. Postanowiłem przestać się niszczyć...
...no bo nie tym razem. Nie teraz. Jestem o coś bogatszy, nauczyłem się czegoś. Doszedłem do wniosku, że szkoda czasu na rozwodzenie się nad tym wszystkim. Owszem, jest mi tego wszystkiego żal, nadal czuję rozgoryczenie, mam sobie wiele za złe, ale podnoszę się. Pomagają mi w tym tak bolesne jeszcze niedawno, wspomnienia. Przypominam sobie jak było pięknie i to dodaje mi sił, jakiegoś dziwnego typu motywacji, której jeszcze parę dni temu na próżno by szukać w najodleglejszych zakamarkach mojego pokręconego umysłu. Wiem, że coś się skończyło, wiem, że nigdy nie będzie już tak samo, ale może będzie po prostu inaczej. Chyba nie chcę już o tym myśleć, wkręcać w czaszkę tego tępego wiertła bezsilności. Może kiedyś będziemy jeszcze przyjaciółmi, może jeszcze kiedyś nasze losy w jakimś punkcie splotą się, a szyny wagoników naprowadzone kolizyjnym torem, połączą na zwrotnicy życia. Nic nie jest pewne, niczego jeszcze nie przesądziło przeznaczenie. Wiem tylko jedno - muszę jakoś żyć, jakoś to przetrwać, skupić się na czymś...
...ustawicznie utwierdzam się w przekonaniu, że nikogo nie szukam, nikogo nie chcę, bo każda kolejna kobieta, będzie tylko rozczarowaniem. Ależ skoro na widnokręgu przyszłości nie widać lądu, bezpiecznej przystani, to mam nie robić nic, pogrążać się w marazmie, poczuciu beznadziei. Nie...
...ktoś, kiedyś mi radził, aby jedno niepowodzenie przekuć w powodzenie czegoś innego. Dlatego zawziąłem się i mam nowy cel. Coś co dodaje, energii, mnóstwa frajdy i tej, tak brakującej mi wiary w siebie...
...ponownie wziąłem się za siebie. Jeżdżę na rowerze, biegam, niedługo zacznę chodzić na siłownię. Będę tak "śliczny", że może nareszcie spoglądając w lustro uśmiechnę się i powiem - przecież możesz wszystko, do Ciebie tylko należy wybór drogi, którą pójdziesz. Dokonałeś tak wiele, możesz zrobić teraz coś innego. Podjąć kolejne wyzwanie...
...i żyję dalej, po swojemu, ucząc się radzić z problemami w pojedynkę, tak jak kiedyś. Poniekąd uciekłem, a przynajmniej powoli do tego się przygotowuję. Porzuciłem Facebooka'a i wszystkich tych "przyjaciół" ten piękny wystylizowany świat. Na tych, na których naprawdę mi zależy postaram się zwyczajnie odwiedzić, zadzwonić, pogadać. A w przyszłości łatwiej będzie mi też odejść zostawiając to wszystko już zupełnie. Staram się coś zmienić...
...i ktoś powiedział mi "stań się teraz takim facetem jakiego każda kobieta szuka". Tyle, że nigdy nie wyzbędę się siebie, swoich wad, nawyków i pragnień. Nigdy nie dogodzę kobiecie, tak aby było w stu procentach dobrze. Dlatego lepiej być sobą, robić swoje i czekać na nią, na to co przyniesie czas...
...pierwszy etap za mną. Wylogowałem się do życia...
...jestem tam całkiem sam, niemal z dala od cywilizacji. Nie włączam kompa, nie loguję się na fejsa, nie gapię w telewizor. Na głośnikach leci muzyka, leżę na kanapie i myślę. Wiem, że robię to zbyt często, aż nader intensywnie, bo zwykle efektem tych umysłowych zapasów są jedynie frustracja i zniechęcenie. I tak też było teraz przez pierwsze trzy dni. Nic w tym czasie nie jadłem. Egzystowałem. Szedłem do pracy, wracałem wieczorem, robiłem Perełkę, szedłem spać. Niemal ze snu na jawie, przechodziłem w ten rzeczywisty, nieco twardszy, dający ułamek wytchnienia. A jednak w efekcie tych wszystkich przemyśleń, które z reguły anihilowały mój spokój, wyszło coś pozytywnego. Postanowiłem przestać się niszczyć...
...no bo nie tym razem. Nie teraz. Jestem o coś bogatszy, nauczyłem się czegoś. Doszedłem do wniosku, że szkoda czasu na rozwodzenie się nad tym wszystkim. Owszem, jest mi tego wszystkiego żal, nadal czuję rozgoryczenie, mam sobie wiele za złe, ale podnoszę się. Pomagają mi w tym tak bolesne jeszcze niedawno, wspomnienia. Przypominam sobie jak było pięknie i to dodaje mi sił, jakiegoś dziwnego typu motywacji, której jeszcze parę dni temu na próżno by szukać w najodleglejszych zakamarkach mojego pokręconego umysłu. Wiem, że coś się skończyło, wiem, że nigdy nie będzie już tak samo, ale może będzie po prostu inaczej. Chyba nie chcę już o tym myśleć, wkręcać w czaszkę tego tępego wiertła bezsilności. Może kiedyś będziemy jeszcze przyjaciółmi, może jeszcze kiedyś nasze losy w jakimś punkcie splotą się, a szyny wagoników naprowadzone kolizyjnym torem, połączą na zwrotnicy życia. Nic nie jest pewne, niczego jeszcze nie przesądziło przeznaczenie. Wiem tylko jedno - muszę jakoś żyć, jakoś to przetrwać, skupić się na czymś...
...ustawicznie utwierdzam się w przekonaniu, że nikogo nie szukam, nikogo nie chcę, bo każda kolejna kobieta, będzie tylko rozczarowaniem. Ależ skoro na widnokręgu przyszłości nie widać lądu, bezpiecznej przystani, to mam nie robić nic, pogrążać się w marazmie, poczuciu beznadziei. Nie...
...ktoś, kiedyś mi radził, aby jedno niepowodzenie przekuć w powodzenie czegoś innego. Dlatego zawziąłem się i mam nowy cel. Coś co dodaje, energii, mnóstwa frajdy i tej, tak brakującej mi wiary w siebie...
...ponownie wziąłem się za siebie. Jeżdżę na rowerze, biegam, niedługo zacznę chodzić na siłownię. Będę tak "śliczny", że może nareszcie spoglądając w lustro uśmiechnę się i powiem - przecież możesz wszystko, do Ciebie tylko należy wybór drogi, którą pójdziesz. Dokonałeś tak wiele, możesz zrobić teraz coś innego. Podjąć kolejne wyzwanie...
...i żyję dalej, po swojemu, ucząc się radzić z problemami w pojedynkę, tak jak kiedyś. Poniekąd uciekłem, a przynajmniej powoli do tego się przygotowuję. Porzuciłem Facebooka'a i wszystkich tych "przyjaciół" ten piękny wystylizowany świat. Na tych, na których naprawdę mi zależy postaram się zwyczajnie odwiedzić, zadzwonić, pogadać. A w przyszłości łatwiej będzie mi też odejść zostawiając to wszystko już zupełnie. Staram się coś zmienić...
...i ktoś powiedział mi "stań się teraz takim facetem jakiego każda kobieta szuka". Tyle, że nigdy nie wyzbędę się siebie, swoich wad, nawyków i pragnień. Nigdy nie dogodzę kobiecie, tak aby było w stu procentach dobrze. Dlatego lepiej być sobą, robić swoje i czekać na nią, na to co przyniesie czas...
...pierwszy etap za mną. Wylogowałem się do życia...
27 listopada 2014
czekać nawet całe życie...
Położyłem się dziś wyjątkowo wcześnie, bo chwilę po 20:00. Jutro wstaję jakoś po piątej nad ranem. Cholerny dyżur na taryfie. Ponad trzy godziny leżałem w bezruchu na łóżku wsłuchując się w uderzenia wskazówki sekundnika o głośności co najmniej młota pneumatycznego braci Lutes. W końcu by przerwać to larmo wyjąłem baterię, ale i to nie pomogło. Myśli kłębią się od dość dawna, ale właśnie osiągnęły apogeum. Każda pozycja była niewygodna, każda myśl krążyła po jednej orbicie, oczy wbite w jeden punkt zaczynały łzawić, a mimo wszystko nie chciały się zamknąć. Sen nie nadchodził, zmęczony, ale chyba nie dość mocno aby odetchnąć, powitać Hypnosa, wciąż rozmyślałem...
...zaczynałem już wariować, aż w końcu wstałem. Włączyłem komputer, zapaliłem nocną lampkę aby widzieć klawiaturę, w tle włączyłem nową płytkę Spinache'a, otworzyłem piwo. I zapewne jutro przypłacę to totalnym wyczerpaniem i polegnę na pierwszym postoju, ale nie umiem inaczej...
...szukam ukojenia nerwów, choć jestem spokojny jak nigdy. Praktycznie niewiele czuję - trochę żalu, rozpaczy, wkurwienia na siebie...
...ładnych parę lat temu, w sumie nie wiem czy niedługo nie minie ich dziesięć, zacząłem zmieniać swoje życie. Pragnąłem poprawić relacje z ludźmi, naprawić to co spierdoliłem, przestałem wojować z całym światem, spokorniałem, zacząłem szanować to co miałem. Wtedy postanowiłem, że więcej już nie skłamię, nikogo nie oszukam, nigdy, nikogo nie skrzywdzę. Od tego momentu zawsze byłem fair w stosunku do najbliższych - naprawdę...
...jednak teraz zraniłem najdotkliwiej, bo osobę, która jest dla mnie najważniejszą w życiu. Kogoś, kto napędza cały świat, naprawia to wszystko co we mnie zepsute, daje siłę, motywację, broni przed całym otaczającym mnie złem, poprawia humor, koi nerwy, nakłada czasem nawet niewidzialny uśmiech na me usta, jest optymizmem w całym moim mrocznym, pesymistycznym wnętrzu...
...chciałbym cofnąć czas, ale wiadomo. Teraz mogę tylko liczyć na to, że kiedyś jeszcze nasze relacje ulegną choć drobnej poprawie. I nie mam zamiaru słuchać wszystkich tych Wasz cennych rad, bo jak nie ona, to żadna inna. I daję słowo, że wolę zniknąć z jej życia niż dalej ją krzywdzić, po stokroć wolałbym uciec z dala od świata i ludzi niż poznać kogoś innego, kto wiem, że i tak będzie tylko marną namiastką tego co nas łączyło. Czegoś tak pięknego, że mogłoby służyć dla tak wielu z Was za wzór relacji, jakie mogą połączyć kobietę i mężczyznę...
...wszystko kiedyś się wyjaśni, zapewne rozplącze. Jeśli nie jestem jej wart, to pozostanie mi rozpłynąć się we mgle zapomnienia. Może zwyczajnie zrejterować, ale to jedyne wyjście. Na to ostateczne nie mam odwagi. Wiem, że skrzywdziłbym tym kolejne bliskie mi osoby, a na to już nigdy sobie nie pozwolę. Dość złego zrobiłem. Czas więc spróbować to wszystko naprawić, ponieważ jeszcze się nie poddałem. Będę dobrej myśli bo...
...bo po prostu jest dla mnie wszystkim. Radością w czystej postaci, uzasadnieniem mojego tutaj trwania, bezkresnym oceanem szczęśliwości. Tracąc ją, stracę wszystko...
...zawsze wystarczały mi drobiazgi, mało w życiu chciałem, niewiele miałem, ale właśnie straciłem wszystko co najważniejsze...
... czy uda się cokolwiek odbudować? kiedyś zapewne będę umiał odpowiedzieć na to trudne pytanie...
...czasu przede mną jeszcze trochę, a wiem od dobrego przyjaciela, że warto czekać nawet całe życie...
...zaczynałem już wariować, aż w końcu wstałem. Włączyłem komputer, zapaliłem nocną lampkę aby widzieć klawiaturę, w tle włączyłem nową płytkę Spinache'a, otworzyłem piwo. I zapewne jutro przypłacę to totalnym wyczerpaniem i polegnę na pierwszym postoju, ale nie umiem inaczej...
...szukam ukojenia nerwów, choć jestem spokojny jak nigdy. Praktycznie niewiele czuję - trochę żalu, rozpaczy, wkurwienia na siebie...
...ładnych parę lat temu, w sumie nie wiem czy niedługo nie minie ich dziesięć, zacząłem zmieniać swoje życie. Pragnąłem poprawić relacje z ludźmi, naprawić to co spierdoliłem, przestałem wojować z całym światem, spokorniałem, zacząłem szanować to co miałem. Wtedy postanowiłem, że więcej już nie skłamię, nikogo nie oszukam, nigdy, nikogo nie skrzywdzę. Od tego momentu zawsze byłem fair w stosunku do najbliższych - naprawdę...
...jednak teraz zraniłem najdotkliwiej, bo osobę, która jest dla mnie najważniejszą w życiu. Kogoś, kto napędza cały świat, naprawia to wszystko co we mnie zepsute, daje siłę, motywację, broni przed całym otaczającym mnie złem, poprawia humor, koi nerwy, nakłada czasem nawet niewidzialny uśmiech na me usta, jest optymizmem w całym moim mrocznym, pesymistycznym wnętrzu...
...chciałbym cofnąć czas, ale wiadomo. Teraz mogę tylko liczyć na to, że kiedyś jeszcze nasze relacje ulegną choć drobnej poprawie. I nie mam zamiaru słuchać wszystkich tych Wasz cennych rad, bo jak nie ona, to żadna inna. I daję słowo, że wolę zniknąć z jej życia niż dalej ją krzywdzić, po stokroć wolałbym uciec z dala od świata i ludzi niż poznać kogoś innego, kto wiem, że i tak będzie tylko marną namiastką tego co nas łączyło. Czegoś tak pięknego, że mogłoby służyć dla tak wielu z Was za wzór relacji, jakie mogą połączyć kobietę i mężczyznę...
...wszystko kiedyś się wyjaśni, zapewne rozplącze. Jeśli nie jestem jej wart, to pozostanie mi rozpłynąć się we mgle zapomnienia. Może zwyczajnie zrejterować, ale to jedyne wyjście. Na to ostateczne nie mam odwagi. Wiem, że skrzywdziłbym tym kolejne bliskie mi osoby, a na to już nigdy sobie nie pozwolę. Dość złego zrobiłem. Czas więc spróbować to wszystko naprawić, ponieważ jeszcze się nie poddałem. Będę dobrej myśli bo...
...bo po prostu jest dla mnie wszystkim. Radością w czystej postaci, uzasadnieniem mojego tutaj trwania, bezkresnym oceanem szczęśliwości. Tracąc ją, stracę wszystko...
...zawsze wystarczały mi drobiazgi, mało w życiu chciałem, niewiele miałem, ale właśnie straciłem wszystko co najważniejsze...
... czy uda się cokolwiek odbudować? kiedyś zapewne będę umiał odpowiedzieć na to trudne pytanie...
...czasu przede mną jeszcze trochę, a wiem od dobrego przyjaciela, że warto czekać nawet całe życie...
„Sen”
Gdzie jesteś mój śnie, łagodny, niewinny i błogi,
wszak złożyłem na łóżko swój tułów, ręce i nogi,
to jednak daleki jesteś od tego by wejść do mej głowy,
wszak złożyłem na łóżko swój tułów, ręce i nogi,
to jednak daleki jesteś od tego by wejść do mej głowy,
może to myśli me srogie i szorstkie nie dają wytchnienia,
bo nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zaznam spełnienia,
gdyż zdradziłem to co tak ważne, malutkie marzenia,
przez całe swe smutne życie nie miałem zbyt wiele,
a utraciłem w moment wszystko, nawet nadzieję...
bo nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zaznam spełnienia,
gdyż zdradziłem to co tak ważne, malutkie marzenia,
przez całe swe smutne życie nie miałem zbyt wiele,
a utraciłem w moment wszystko, nawet nadzieję...
24 listopada 2014
dosłownie wszystko...
Pomaga mi pisanie, to oczywiste. Zawsze tak było. Nie umiem inaczej. Rozmowa z kimś bliskim w pewnym stopniu zawsze działała kojąco lub otrzeźwiająco, ale to nie wszystko...
...kiedy wsiąkniemy w pewien schemat, przyjmiemy jeden tryb działania, tylko ktoś stojący w oddaleniu od ścieżki którą obraliśmy jest w stanie powiedzieć nam - nie idź tam, to droga donikąd...
...i chcąc poradzić sobie z cierpieniem najchętniej opisałbym wszystko, poprowadził zwyczajnie dialog z samym sobą, postarał się rozwikłać problem, rozwiązał niemal wisielczą pętle. Niestety końców jest więcej niż dwa, a pęk jest już zbyt wielki aby dać sobie z nim radę. I wypadałoby go zwyczajnie ciachnąć, uciąć gdzieś, ale nie mogę...
... i tak właśnie się czuję. Cięcie przysporzy mi ulgi, rozładuje frustrację, ale ją zaboli tym mocniej, a tego nie umiałbym znieść...
...duszę się w tym...
...i najchętniej bym uciekł. To musi być wspaniałe, zostawić za sobą wszystkie problemy, opuścić ludzi, sytuacje. Mieć tylko wspomnienia. I pomimo, iż one kłują me serce najostrzej, nie chcę się ich wyzbyć, bo bez nich już naprawdę nic mi nie pozostanie...
...heh. Gdyby tak wyjechać na przykład w Bieszczady, jakąś totalną głuszę, gdzie jedyny dźwięk jaki może wyłapać ucho to szum drzew, trzask łamanej gałęzi, szuranie stopy po leśnej ściółce. Zatrudnić się gdzieś do prostej fizycznej pracy, być z niej dumny. I tak żyć zwyczajnie z dnia na dzień, nie robiąc planów, nie mając trosk, żyjąc w zgodzie ze sobą, naturą, nikogo nie krzywdząc, nie wikłając się w ten cały syf. Żadnych komputerów, telefonów, internetu. Może po za odtwarzaczem, kolekcją płyt, kartkami papieru i piórem nie mieć zupełnie nic. Być wolnym. Gdybym tylko nie bał się zrobić pierwszego kroku...
...na początku tego roku byłem bliski wyjazdu, ale trzymała mnie szkoła, z resztą dałem słowo. Następnie pojawiłaś się Ty, zostałem, miałem dla kogo. Na tylko sobie zrozumiały sposób byłem szczęśliwy...
...teraz nie mam niczego i znowu muszę uczyć się żyć sam. Choć wiem, że to przeszłość, to bardzo tęsknię. I tak jak dziś wychodząc spod prysznica, wycierając ręcznikiem twarz, nie wiedzieć kiedy, łzy same napłynęły mi do oczu i zacząłem szlochać...
...to potrafi przyjść tak niespodziewanie. Totalne poczucie bezsilności, beznadziei...
... starałem się być dla Ciebie najfantastyczniejszym facetem pod słońcem a poległem, nie dałem rady. Czuję jakby była to moja życiowa porażka. Niczego nie rozumiem i właściwie nie daruję sobie, tego, iż powiedziałaś, że jestem taki jak wszyscy. A przecież ja bym Ci nieba uchylił...
...wszystko zniosę, ale nie to...
...czuje się jak świnia, choć nie wiem co złego zrobiłem, na samą myśl dygocę jak zbity pies, który obrywa, a mimo tego nadal kocha swojego pana. Ja bym dla Ciebie wszystko...
...zapewne nie wiecie jak to jest, zwyczajnie nie wiedzieć czemu ktoś Was tak potraktował. Ciągle się nad tym zastanawiać...
...i to towarzyszące przeświadczenie, że wszystko co piękne już było i teraz już nic mnie nie czeka, nie zaznam już szczęścia. Wszystkie te pierwsze razy. Pierwsza w pełni udana randka, śniadanie na trawie, wypad nad jezioro, wspólny rapowy koncert, pierwsze zbieranie grzybów. Było dla kogo się starać, planować, organizować czas, zaskakiwać...
...i dlatego też przepełnia mnie takie uczucie straconej szansy, która nigdy się nie powtórzy, a na pewno nie w ten tak piękny, specyficzny sposób...
...wiecie...
...patrzę na Wartburga, widzę jak tam siedzi, biorę telefon zauważam rysę którą zrobiła jak był nowy i śmieję się, że nawet się nie wkurzyłem na nią, a za chwilę płaczę, że tego już nigdy nie będzie. Jej śmiechu, żartów, docinków, które tak lubiłem...
...wszystko mi ją przypomina, dosłownie wszystko...
...i co? mam całe życie zastanawiać się dlaczego teraz nie chce mnie znać...
... potrafię być sam, tyle lat doświadczenia i nawet tak lepiej, łatwiej, prościej, bezpieczniej - nikogo już nie ranić, nikomu się nie dać ranić...
... i ona pewnie nawet nie ma ułamka tych rozkmin, a ja?!, zawsze cienias, mięczak. Nie umiem znieść jednej małej myśli...
...tej myśli, która zabija mnie od środka...
...zawsze będę Cię kochał, nadal mi na Tobie zależy i ciągle o Tobie myślę. Mimo, iż wiem, że to wszystko przeminęło, to proszę odezwij się do mnie jeszcze kiedyś, choć ostatni raz. Powiedz zwyczajnie co u Ciebie - będzie mi łatwiej zniknąć...
10 listopada 2014
innej może już nie być nigdy!..
I jakby tego nie napisać to zapewne w jakimś sensie ją skrzywdzę. Nie pierwszy raz z resztą. I o ile nigdy nie robiłem tego świadomie, to teraz muszę wyrzucić z siebie choć wers...
...minęły wakacje, idzie zima, a z nią kończy się pewien etap. Cezura czegoś co dla mnie oznaczało niepojęte dla kogoś z zewnątrz szczęście. To nie był "układ" pozbawiony wad - znajomość idealna. Takich nie ma. Jednak dawała mi poczucie bezpieczeństwa, dawała siłę. Zrozumie to tylko ktoś taki jak ja. Uzależniony podobnie do mnie facet dla, którego sens życia to ona...
...i płakać mi się chce, że pewien etap kończy się, a zaczyna ten kolejny, cholernie długi, smutny i demotywujący...
...i w pewnym sensie pewnie jeszcze nie raz się zobaczymy, tyle, że przy niej nie będę już nigdy sobą. Patrząc na nią zawsze będę widział to co między nami było...
...najwspanialsze wspomnienia jakie miałem i jedyne jakie będę miał w tym przygnębiającym życiu...
....mimo wszystko nie powiem - "wolałbym aby to się nigdy nie zdarzyło, bo radości jakiej dostarczył mi ten "związek"" nie potrafiłbym opisać słowami. Tak bogaty, szalony i ekscytujący był...
...i dlatego tak bardzo mi żal tego wszystkiego...
...nadal kocham Cię całym sercem i w zupełności wystarczało mi to co otrzymywałem, ale jeśli ktoś tak bardzo uparcie wyrzuca Cię z życia to po pewnym czasie w końcu każdy poczuje się jak intruz...
...mówiłaś, że podobno zmieniłem się, ale teraz stwierdzam, że pewnikiem na gorsze. Dziś nie umiem już nic z siebie dać, bo wszystko co miałem dałem Tobie i po tym wszystkim bardzo chciałem przekonać się czy umiem jeszcze coś poczuć, dać z siebie choć okruch. Oprócz namiętności niczego nie mogłem z siebie wydobyć, bo ktoś to ostatnio zabił, a ja złapałem się, na tym, że zacząłem powtarzać wszystkie te zdania, które słyszałem ostatnio...
...nie chcę Cię skrzywdzić, poczuć nie umiem niczego już i to nie zmieni się, nie czekaj na mnie, żyć chcę sam, tak bezpieczniej i prościej jest, zasługujesz na kogoś normalnego, kto nie ma takich problemów z głową jak ja, nie chcę abyś miała mi potem za złe, że straciłaś czas, że nie dostałaś tego na co liczyłaś - nie czekaj na mnie, ja nie chcę kochać nigdy już...
...nie myślałem, że tym razem ktoś cokolwiek wypomni mi, bo starałem się być dobrym facetem, a wyszło jak zwykle...
...i teraz nie chcę uczyć się nikogo na nowo, odkrywać się przed nim, opowiadać jaki jestem, czego oczekuję, jakie problemy trapią mnie, straciłem świeżość, ochotę na randki, kawy, staranie się o kogoś. Wszystko zobojętniało mi jak nigdy dotąd...
..widać nie jest mi pisane z nikim być, bo krzywdzę ludzi, to potwierdza się. I miałaś jak zwykle racje, bezpieczniej być samemu. Warto się tego od Ciebie nauczyć...
...cudownie wspominam to wszystko, ale może to nie to miejsce, nie ten czas ... i ryczeć mi się chce, bo wiem, że innego może już nigdy nie być..
...że innej może już nie być nigdy!...
...minęły wakacje, idzie zima, a z nią kończy się pewien etap. Cezura czegoś co dla mnie oznaczało niepojęte dla kogoś z zewnątrz szczęście. To nie był "układ" pozbawiony wad - znajomość idealna. Takich nie ma. Jednak dawała mi poczucie bezpieczeństwa, dawała siłę. Zrozumie to tylko ktoś taki jak ja. Uzależniony podobnie do mnie facet dla, którego sens życia to ona...
...i płakać mi się chce, że pewien etap kończy się, a zaczyna ten kolejny, cholernie długi, smutny i demotywujący...
...i w pewnym sensie pewnie jeszcze nie raz się zobaczymy, tyle, że przy niej nie będę już nigdy sobą. Patrząc na nią zawsze będę widział to co między nami było...
...najwspanialsze wspomnienia jakie miałem i jedyne jakie będę miał w tym przygnębiającym życiu...
....mimo wszystko nie powiem - "wolałbym aby to się nigdy nie zdarzyło, bo radości jakiej dostarczył mi ten "związek"" nie potrafiłbym opisać słowami. Tak bogaty, szalony i ekscytujący był...
...i dlatego tak bardzo mi żal tego wszystkiego...
...nadal kocham Cię całym sercem i w zupełności wystarczało mi to co otrzymywałem, ale jeśli ktoś tak bardzo uparcie wyrzuca Cię z życia to po pewnym czasie w końcu każdy poczuje się jak intruz...
...mówiłaś, że podobno zmieniłem się, ale teraz stwierdzam, że pewnikiem na gorsze. Dziś nie umiem już nic z siebie dać, bo wszystko co miałem dałem Tobie i po tym wszystkim bardzo chciałem przekonać się czy umiem jeszcze coś poczuć, dać z siebie choć okruch. Oprócz namiętności niczego nie mogłem z siebie wydobyć, bo ktoś to ostatnio zabił, a ja złapałem się, na tym, że zacząłem powtarzać wszystkie te zdania, które słyszałem ostatnio...
...nie chcę Cię skrzywdzić, poczuć nie umiem niczego już i to nie zmieni się, nie czekaj na mnie, żyć chcę sam, tak bezpieczniej i prościej jest, zasługujesz na kogoś normalnego, kto nie ma takich problemów z głową jak ja, nie chcę abyś miała mi potem za złe, że straciłaś czas, że nie dostałaś tego na co liczyłaś - nie czekaj na mnie, ja nie chcę kochać nigdy już...
...nie myślałem, że tym razem ktoś cokolwiek wypomni mi, bo starałem się być dobrym facetem, a wyszło jak zwykle...
...i teraz nie chcę uczyć się nikogo na nowo, odkrywać się przed nim, opowiadać jaki jestem, czego oczekuję, jakie problemy trapią mnie, straciłem świeżość, ochotę na randki, kawy, staranie się o kogoś. Wszystko zobojętniało mi jak nigdy dotąd...
..widać nie jest mi pisane z nikim być, bo krzywdzę ludzi, to potwierdza się. I miałaś jak zwykle racje, bezpieczniej być samemu. Warto się tego od Ciebie nauczyć...
...cudownie wspominam to wszystko, ale może to nie to miejsce, nie ten czas ... i ryczeć mi się chce, bo wiem, że innego może już nigdy nie być..
...że innej może już nie być nigdy!...
26 sierpnia 2014
Bagietka II
Każdy kto ponad dwa lata temu słyszał, że z Merca przesiadłem się w Renault Lagunę pukał się w głowę, a jednak okres dwudziestu ośmiu miesięcy eksploatacji wykazał, że był to bardzo dobry wybór. Zapewne ze względu na mały przebieg mojego poprzedniego, srebrnego egzemplarza...
...ja naprawdę "lałem i jeździłem". Zupełnie jak w Mercu, tyle, że lałem dużo, dużo mniej...
...może prócz utraty wartości jakiej doświadczyłem po wypadku byłby to wybór idealny, ale jak widać nie można mieć wszystkiego. Jednak z perspektywy czasu, mogę stwierdzić - Bagietka się sprawdziła, stąd wybór nowego auta był również prosty - Bagietka II...
...przed wyjazdem sprawdziłem ją w systemie Renault, poprzez dobrego ziomka z ASO. Wszystko zgadzało się wraz z książką i fakturami za poszczególne zakupy, regulacje i wymiany. Wszystkie kolekcjonowane przez poprzednią właścicielkę z pieczołowitością benedyktyńskich skryptorów...
...wiedząc to wszystko byłem niemal pewny, że będzie moja. Kasa w kiermanę i jazda z Tatą do Kwidzyna...
...kolor? prócz białego, to chyba jedyny możliwy :D
Czarnula to 2.0 benzyna, w wersji 135 konnej, rok 2005. Przebieg 102 tysiące kilometrów. Opcja nieco uboższa niż poprzednio, ale za to w środku ma dużo fajniejszą tapicerkę i nieco usportowione, wyprofilowane fotele. Fabrycznie przyciemnione szyby, 17'sto calowe szpule. Jednak przede wszystkim wnętrze jest niemal jak nowe. Skóra łączona z fajną tkaniną. To mi się również bardzo spodobało. Do tego niemalowane nadwozie z lakierem w bardzo dobrym stanie. Parę godzin i będzie naprawdę lalką...
...aż szkoda będzie ją tyrać na to bydło, które się wozi...
25 sierpnia 2014
widoki, widoki, widoki...
Początek roku nie był dla mnie łaskawy. Po wypadku dochodziłem do siebie ładnych parę miesięcy. Bez pracy i auta czułem się fatalnie. Ratowała mnie kreatywna księgowość. Tu jakieś zajęcie, to sprzedaż jakiegoś drobiazgu. Robiłem co mogłem aby było na paliwo do mojego "daily car'a", którym stał się po prostu Białas. To było wspaniałe uczucie móc jeździć moim Niemcem jak tylko nadarzyła się okazja lub potrzeba. Nie powiem też, że nie miał on znaczenia w znajomości, która trwa do dzisiaj, a której początek datuję na 8 marca...
...w każdym razie fajnie było zabierać dziewczynę na randkę klasykiem. Wiecie jak jest. Wszystko co cenne jest obok, "tu i teraz". No i te zazdrosne spojrzenia, kiedy piękna dziewczyna siedzi w równie nietypowym, co specyficznym wózku. No i widoki, widoki, widoki. Gleba to jednak czasami fajna sprawa, mówię Wam...
...to właśnie na ten okres przypada chyba najfajniejszy okres mojego dotychczasowego życia. Robiło się ciepło, ja miałem dużo czasu, znajomość się rozwijała. Masa wspaniałych wspomnień. Gorzej było z frutem, ale nadrabiałem to inwencją i kreatywnością. Również na ten moment przypada największa ilość fotek, jakie cyknąłem Burgerowi. Gdzie nie byłem, to starałem się uwiecznić ten moment fajną fotką. W końcu auto było zawsze pod ręką...
...w każdym razie fajnie było zabierać dziewczynę na randkę klasykiem. Wiecie jak jest. Wszystko co cenne jest obok, "tu i teraz". No i te zazdrosne spojrzenia, kiedy piękna dziewczyna siedzi w równie nietypowym, co specyficznym wózku. No i widoki, widoki, widoki. Gleba to jednak czasami fajna sprawa, mówię Wam...
...to właśnie na ten okres przypada chyba najfajniejszy okres mojego dotychczasowego życia. Robiło się ciepło, ja miałem dużo czasu, znajomość się rozwijała. Masa wspaniałych wspomnień. Gorzej było z frutem, ale nadrabiałem to inwencją i kreatywnością. Również na ten moment przypada największa ilość fotek, jakie cyknąłem Burgerowi. Gdzie nie byłem, to starałem się uwiecznić ten moment fajną fotką. W końcu auto było zawsze pod ręką...
...do tego nowy telefon z całkiem fajnym aparatem i programy graficzne czyniły mnie drugim Andy'm Warhol'em
...i tak nastał maj i zacząłem powoli dojrzewać do myśli o sprzedaniu mojej Bagietki, która od dawna stała opuszczona i zapomniana. Wiecie jak jest, niby ma się dużo czasu, a jednocześnie nie ma kiedy się zająć pewnymi sprawami. Jednak przyszedł odpowiedni moment i moja Francuzka zmieniła właściciela z dniem 25.05.2014, niemal dwa lata po zakupie...
...poszła właściwie w znajome i dobre ręce. Dziś jeździ i z tego co wiem spisuje się całkiem nieźle. Tak samo dobrze, jak w moich rękach...
11 sierpnia 2014
kleją zwrotki...
Nigdy nie lubiłem podziałów, szczególnie tych, które nic nie wnosiły, totalnie do niczego nie prowadziły. Może jedynie do pojedynków na słowa, proklamowania kolejnych zarzutów, przelewania całych kadzi hejtingu...
...dlatego chyba tak bawi mnie podział na rap trueschool'owy, oldschool'owy, newschool'owy, prawilny, kserowany, prawdziwy, ten mniej. Ta muzyka to nowożytna poezja, czasem to postindustrialny poemat, innym razem niemal poetycki utwór. Energia w nas wyzwalana, smutek, żal, historie wyimaginowane, wykreowane w umysłach twórców, kradzione licencje poetica, fakty, daty, nazwiska, tytuły książek, które czasem nas zainteresują. Po, które sięgniemy nawet po dłuższym czasie lub frazy które znikną szybciej niż zdążymy zdać sobie sprawę z tego, że mieliśmy coś zapamiętać, choć trochę z nich zaczerpnąć...
...wszystko zależy od nas. Nikt nie ma prawa mówić nam czy płyta jest dobra. Każdy odbiera dźwięk i słowo na swój sposób. Ja wyciągnę z niej nazwisko Mandelbaum'a, a idąc za ciosem przeczytam o losach ludzi z Sonderkommando, Ty wyszperasz wiersz Baczyńskiego popadając w chwilową zadumę...
...nie ma rapu złego. Może istnieje jedynie ten mniej ambitny, ale i on jest czasem przydatny...
...na płytę ziomka o pseudonimie Rover trafiłem przypadkowo na którymś z rapowych kanałów YouTube'a. Z reguły nie przesłuchuję całych płyt. Czasami wystarczą ze dwa, trzy tracki i już wiem, że chcę mieć ten krążek, że kupując oryginał nie zawiodę. Tego dnia płyta "Odźwierny" wybrzmiała w całości i to chyba nie raz. Już wiedziałem, muszę ją mieć. To nieistotne, że o chłopaku słyszałem po raz pierwszy, że nigdy wcześniej nie poznałem jego twórczości. To nie miało znaczenia. Technicznie słyszałem lepszych, flow niektórych również potrafił bardziej zaskoczyć. Tutaj liczyło się coś zupełnie innego. Emocje, energia, słowa wyrzucane z prędkością godną wynalazku Richard'a Gatlinga. Ból i radość zarazem. Intrygujące opowieści, pomysł na siebie, konwencja, która mnie wciągnęła. Muzycznie super - stare sprawdzone patenty, ciekawe i chwytliwe sample. Zgodzę się, że to nie eksplodująca, strzelającą rozżarzonymi odłamkami Pico de Orizaba, ale masa przeszywających do szpiku dźwięków stworzonych z pasji...
...zupełnie inaczej niż w przypadku drugiego mojego rapowego odkrycia. Pierwsze nagrywki Egotrue zasłyszałem na którymś z featuring'ów. Poczułem to coś. Może jakiś lęk, swego rodzaju zaniepokojenie, a może zwyczajnie mnie zaintrygowali. Słowem, głosem, stylem w jakim kleją zwrotki. Podkłady ciężkie, czasem brudne, lepkie od tłustego basu. Przyznam - wciągnęło mnie. Dobrze wydany frut. Płyta, która od jakiegoś czasu drąży moje uszy zagłuszając ryk silników Diesla Solarisów, Autosanów czy Mercedesów...
...zapytacie co łączy te dwie płyty? Otóż to tytuły, które są w stu procentach dobre. Zapytacie co dla mnie oznacza w pełni udany krążek, w czym się to wyraża, na co przekłada. Dobre technicznie rymy, ciekawe podkłady, mądre uwrażliwiające teksty. Tak, nie, czasami, ale nie zawsze, nie wiem...
...odpowiedź jest dużo prostsza. W płytę którą się jaram, potrafię wsłuchiwać się przez parę godzin, nie mając ochoty przerzucić, pominąć choćby jednego kawałka...
...dlatego chyba tak bawi mnie podział na rap trueschool'owy, oldschool'owy, newschool'owy, prawilny, kserowany, prawdziwy, ten mniej. Ta muzyka to nowożytna poezja, czasem to postindustrialny poemat, innym razem niemal poetycki utwór. Energia w nas wyzwalana, smutek, żal, historie wyimaginowane, wykreowane w umysłach twórców, kradzione licencje poetica, fakty, daty, nazwiska, tytuły książek, które czasem nas zainteresują. Po, które sięgniemy nawet po dłuższym czasie lub frazy które znikną szybciej niż zdążymy zdać sobie sprawę z tego, że mieliśmy coś zapamiętać, choć trochę z nich zaczerpnąć...
...wszystko zależy od nas. Nikt nie ma prawa mówić nam czy płyta jest dobra. Każdy odbiera dźwięk i słowo na swój sposób. Ja wyciągnę z niej nazwisko Mandelbaum'a, a idąc za ciosem przeczytam o losach ludzi z Sonderkommando, Ty wyszperasz wiersz Baczyńskiego popadając w chwilową zadumę...
...nie ma rapu złego. Może istnieje jedynie ten mniej ambitny, ale i on jest czasem przydatny...
...na płytę ziomka o pseudonimie Rover trafiłem przypadkowo na którymś z rapowych kanałów YouTube'a. Z reguły nie przesłuchuję całych płyt. Czasami wystarczą ze dwa, trzy tracki i już wiem, że chcę mieć ten krążek, że kupując oryginał nie zawiodę. Tego dnia płyta "Odźwierny" wybrzmiała w całości i to chyba nie raz. Już wiedziałem, muszę ją mieć. To nieistotne, że o chłopaku słyszałem po raz pierwszy, że nigdy wcześniej nie poznałem jego twórczości. To nie miało znaczenia. Technicznie słyszałem lepszych, flow niektórych również potrafił bardziej zaskoczyć. Tutaj liczyło się coś zupełnie innego. Emocje, energia, słowa wyrzucane z prędkością godną wynalazku Richard'a Gatlinga. Ból i radość zarazem. Intrygujące opowieści, pomysł na siebie, konwencja, która mnie wciągnęła. Muzycznie super - stare sprawdzone patenty, ciekawe i chwytliwe sample. Zgodzę się, że to nie eksplodująca, strzelającą rozżarzonymi odłamkami Pico de Orizaba, ale masa przeszywających do szpiku dźwięków stworzonych z pasji...
...zupełnie inaczej niż w przypadku drugiego mojego rapowego odkrycia. Pierwsze nagrywki Egotrue zasłyszałem na którymś z featuring'ów. Poczułem to coś. Może jakiś lęk, swego rodzaju zaniepokojenie, a może zwyczajnie mnie zaintrygowali. Słowem, głosem, stylem w jakim kleją zwrotki. Podkłady ciężkie, czasem brudne, lepkie od tłustego basu. Przyznam - wciągnęło mnie. Dobrze wydany frut. Płyta, która od jakiegoś czasu drąży moje uszy zagłuszając ryk silników Diesla Solarisów, Autosanów czy Mercedesów...
...zapytacie co łączy te dwie płyty? Otóż to tytuły, które są w stu procentach dobre. Zapytacie co dla mnie oznacza w pełni udany krążek, w czym się to wyraża, na co przekłada. Dobre technicznie rymy, ciekawe podkłady, mądre uwrażliwiające teksty. Tak, nie, czasami, ale nie zawsze, nie wiem...
...odpowiedź jest dużo prostsza. W płytę którą się jaram, potrafię wsłuchiwać się przez parę godzin, nie mając ochoty przerzucić, pominąć choćby jednego kawałka...
02 sierpnia 2014
po prostu cudownie...
Zima mijała pod znakiem robót budowlanych. Po zmontowaniu "kanalizacji postawiliśmy na tyłach domu, niewielki budynek gospodarczy w miejsce nieistniejącej już drewnianej szopy. Stał się on moją nową pracownią, a przy okazji kotłownią. Znalazło się w tam miejsce na wymiennik ciepła, piec oraz komin. Również w budynku działo się wiele - centralne ogrzewanie, wymiana okien, remont kuchni, łazienki, na końcu panele podłogowe. Masa pracy, w której miałem swój udział.
...i tak weszliśmy w rok 2014. W połowie stycznia przebudowa domku letniego na dom całoroczny zbliżała się ku końcowi. Wszystko było by super, ale...
...21 stycznia miałem kolejny poważny wypadek. Znowu na swojej ulicy, ponownie nie ze swojej winy, kolejny raz straciłem auto, po raz drugi znacznie oberwałem...
...wstrząs mózgu, urazy obrotnika głowy, uszkodzenie odcinka górnego kręgosłupa szyjnego, rany cięte kolana, obite płuca, stłuczenia: klatki piersiowej, uda, kolana, lewego łokcia, lewej stopy oraz uraz obu nadgarstków. Wtedy uderzenie boczne, teraz czołówka przy prędkości 60km/h praktycznie bez hamowania. Po prostu cudownie...
...i tak weszliśmy w rok 2014. W połowie stycznia przebudowa domku letniego na dom całoroczny zbliżała się ku końcowi. Wszystko było by super, ale...
...21 stycznia miałem kolejny poważny wypadek. Znowu na swojej ulicy, ponownie nie ze swojej winy, kolejny raz straciłem auto, po raz drugi znacznie oberwałem...
...wstrząs mózgu, urazy obrotnika głowy, uszkodzenie odcinka górnego kręgosłupa szyjnego, rany cięte kolana, obite płuca, stłuczenia: klatki piersiowej, uda, kolana, lewego łokcia, lewej stopy oraz uraz obu nadgarstków. Wtedy uderzenie boczne, teraz czołówka przy prędkości 60km/h praktycznie bez hamowania. Po prostu cudownie...
30 lipca 2014
gówniana sprawa...
Mój serdeczny przyjaciel zapytał mnie kiedyś - "napiszesz wreszcie coś, co zrozumiem?"...
...to doskonale oddaje sedno tego, że czasami piszę coś, co zrozumiałe jest tylko dla mnie, co nakreśla stan w jakim się znajduję. Te swego rodzaju przemyślenia, mantra jaką uskuteczniam, daje mi poczucie bezpieczeństwa i ukojenia nerwów...
...jednak czasami warto oderwać głowę od myśli o egzystencjalnym charakterze rozważań w stylu - czy po tym wszystkim jest coś jeszcze, i skupić się na sprawach bliższych życia. Jako, że nie umiem przeskoczyć niektórych ważnych momentów, które pominąłem na blogu, postaram się wrócić do nich, choćby w skrócie. Tak aby manii opisywania wydarzeń w porządku chronologicznym, stało się za dość...
...po wakacjach 2013 na działce, tej samej na której od tylu lat remontowałem i tuningowałem Wartburgi, rozpoczęliśmy z ojcem spore inwestycje. Trochę już o tym pisałem. Był październik - pierwszą z nich było zamontowanie i podłączenie szamba. Co prawda zajęła się tym wykwalifikowana i całkiem dobrze ogarniająca temat ekipa. Ale jak to zwykle bywa i dla nas dwóch znalazła się przy tym praca...
...ładnych parę koła utopiliśmy w ziemi - mówię Wam, naprawdę gówniana sprawa...
...to doskonale oddaje sedno tego, że czasami piszę coś, co zrozumiałe jest tylko dla mnie, co nakreśla stan w jakim się znajduję. Te swego rodzaju przemyślenia, mantra jaką uskuteczniam, daje mi poczucie bezpieczeństwa i ukojenia nerwów...
...jednak czasami warto oderwać głowę od myśli o egzystencjalnym charakterze rozważań w stylu - czy po tym wszystkim jest coś jeszcze, i skupić się na sprawach bliższych życia. Jako, że nie umiem przeskoczyć niektórych ważnych momentów, które pominąłem na blogu, postaram się wrócić do nich, choćby w skrócie. Tak aby manii opisywania wydarzeń w porządku chronologicznym, stało się za dość...
...po wakacjach 2013 na działce, tej samej na której od tylu lat remontowałem i tuningowałem Wartburgi, rozpoczęliśmy z ojcem spore inwestycje. Trochę już o tym pisałem. Był październik - pierwszą z nich było zamontowanie i podłączenie szamba. Co prawda zajęła się tym wykwalifikowana i całkiem dobrze ogarniająca temat ekipa. Ale jak to zwykle bywa i dla nas dwóch znalazła się przy tym praca...
...ładnych parę koła utopiliśmy w ziemi - mówię Wam, naprawdę gówniana sprawa...
21 lipca 2014
nie poprzestanę na "zamknij"...
Tyle chciałbym napisać, wyrazić, opisać ogrom spraw i wydarzeń jakie zadziały się ostatnio, a nie do końca potrafię. Czasami brakuję chęci, momentami pomysłu, a innym razem zwyczajnej chwili wytchnienia...
...każdego wieczoru siadam przed kompem, włączam bloga z zamiarem ogarnięcia choć paru linijek. Kończy się zawsze tak samo. Klikam zamknij, kładę się do łóżka i rozmyślam nad tym, że jutro już na pewno zbiję parę wersów, sklecę choć zdanie wyjaśnienia dlaczego od tylu miesięcy hula tu tylko pustka. Odrobina frustracji, szczypta rezygnacji, kapka niechęci, a przecież mam się dobrze, wiele rzeczy odmieniło się na plus, wiele spraw stoi dla mnie otworem...
...może któregoś wieczoru nie poprzestanę na "zamknij"...
...każdego wieczoru siadam przed kompem, włączam bloga z zamiarem ogarnięcia choć paru linijek. Kończy się zawsze tak samo. Klikam zamknij, kładę się do łóżka i rozmyślam nad tym, że jutro już na pewno zbiję parę wersów, sklecę choć zdanie wyjaśnienia dlaczego od tylu miesięcy hula tu tylko pustka. Odrobina frustracji, szczypta rezygnacji, kapka niechęci, a przecież mam się dobrze, wiele rzeczy odmieniło się na plus, wiele spraw stoi dla mnie otworem...
...może któregoś wieczoru nie poprzestanę na "zamknij"...
17 lipca 2014
rozkminy...
czasem myślę, że nie ma już ratunku, że resztę życia będę szukał i jak już w końcu znajdę szczęście, to nie zdążę się nim nacieszyć i chyba to jest najokrutniejsze. Śmierć to pestka przy poczuciu zmarnowanej szansy...
to nieistotne, że kobieta jest twarda, ważne żeby przy dłuższej obróbce, głównie cieplnej, przerodziła się w plastyczne tworzywo, z którym można robić cuda...
kocham pisać... zbijać słowa, które mogą znaczyć wszystko czego zapragnę... niesamowita przyjemność, pomimo tego, że przy prawdziwych pisarzach nadal jestem analfabetą fraz...
cel nie jest sensem, tylko droga do niego, to ona nas kształtuje...
żyj w zgodzie ze sobą, bądź trochę egoistą, a przede wszystkim nie trać czasu na ludzi, którzy nie mają go dla Ciebie...
niektórzy nie mieli czasu dla mnie, inni kłamali, że go nie mają, nieliczni dali mi do zrozumienia, że go nigdy nie znajdą...
ostudź głowę, ona płonie jak Teheran od wolnych myśli...
wszystko co robimy w życiu ma jakiś cel i sens, który odkrywamy dopiero po czasie...
nie patrz w punkt, ostrość widzenia zniekształca wtedy to co istotne obok...
życie to etapy, nie przeskakuj żadnego, powrotu do poprzedniego nie będzie...
wiecie jak czuje się obłąkany? W jego umyśle trwa walka między tym co mu mówią, a tym co sam wie...
rodzimy się sami, żyjemy sami, umieramy sami...
auto trzymaj nisko, a głowę wysoko...
w młodości kupujemy marzenia dla wspomnień, by na starość kupować wspomnienia dla marzeń...
nie sprzedawaj swoich marzeń, bo i tak nie mają żadnej wartości
to nieistotne, że kobieta jest twarda, ważne żeby przy dłuższej obróbce, głównie cieplnej, przerodziła się w plastyczne tworzywo, z którym można robić cuda...
kocham pisać... zbijać słowa, które mogą znaczyć wszystko czego zapragnę... niesamowita przyjemność, pomimo tego, że przy prawdziwych pisarzach nadal jestem analfabetą fraz...
cel nie jest sensem, tylko droga do niego, to ona nas kształtuje...
żyj w zgodzie ze sobą, bądź trochę egoistą, a przede wszystkim nie trać czasu na ludzi, którzy nie mają go dla Ciebie...
niektórzy nie mieli czasu dla mnie, inni kłamali, że go nie mają, nieliczni dali mi do zrozumienia, że go nigdy nie znajdą...
ostudź głowę, ona płonie jak Teheran od wolnych myśli...
wszystko co robimy w życiu ma jakiś cel i sens, który odkrywamy dopiero po czasie...
nie patrz w punkt, ostrość widzenia zniekształca wtedy to co istotne obok...
życie to etapy, nie przeskakuj żadnego, powrotu do poprzedniego nie będzie...
wiecie jak czuje się obłąkany? W jego umyśle trwa walka między tym co mu mówią, a tym co sam wie...
rodzimy się sami, żyjemy sami, umieramy sami...
auto trzymaj nisko, a głowę wysoko...
w młodości kupujemy marzenia dla wspomnień, by na starość kupować wspomnienia dla marzeń...
nie sprzedawaj swoich marzeń, bo i tak nie mają żadnej wartości
02 lipca 2014
22 maja 2014
możesz mieć mniej...
Jest 0:55 w nocy. Na odległość około metra ode mnie podjeżdża niemal bezszelestnie nowiutki Mercedes. Nic prócz delikatnego szumu, nie byłoby w stanie zdradzić, że to diesel. To mój kolega - autobus. Nowy sprzymierzeniec, który w akompaniamencie nóg, roweru, czasami wspierany tramwajem dowozi mnie w każde, nawet najbardziej odległe miejsce...
...to niesamowite jak punkt widzenia zmienia się w zależności jaką ilością gotówki dysponujemy. Poruszam się komunikacją miejską od ponad trzech miesięcy i mimo, iż o tej formie podróżowania krążą legendy, ja narzekać nie chcę i nie zamierzam. Może dlatego, że ostatnio daleki jestem od tego i patrzę na wszystko optymistycznie. Mimo wszystko...
...doceniam fakt, iż komunikacja miejska istnieje i ma się w Łodzi całkiem nieźle...
...kiedy wracam od mojej Kruszynki w godzinach nocnych, to właśnie autobus zawsze oferuje mi do wyboru multum miejsc. Lepszy komfort jak i czas przejazdu krótszy od Białasa. No i przede wszystkim niską cenę. Za 40 złotych na miesiąc, czego chcieć więcej. Powiecie i pewnie słusznie, że niby sam dojechałbym konkretnie tam gdzie chcę, że zrobiłbym to sprawniej i szybciej, w lepszym komforcie. Ależ oczywiście, ale od czego mam nogi i rap w słuchawkach. Rzecz jasna, że nie będę tego sztucznie idealizował, ale w mojej sytuacji liczy się każdy grosz. Dawno nie byłem w takim finansowym dołku...
...jednak ma to też swoje zalety. Doceniam mimo wszystko to co mam, co miałem pracując. To cenna nauczka, lekcja swoistej pokory. Powtarzam to sobie jak mantrę - ciesz się tym co masz, bowiem inni nie mają nawet tyle. A przede wszystkim zawsze możesz mieć mniej i zawsze może być gorzej...
...w ciągu ostatnich paru dni zdarzyło się tyle, że można by obdzielić tym co najmniej parę osób. Sprzedałem Lagunę, która od styczniowego wypadku stała sobie spokojnie na podwórku. W końcu jednak kiedy zdecydowałem się iść naprzód, wytyczając sobie jakiś cel i plan działań dostałem pismo z Wydziału Rejestracji i Praw Jazdy, że w związku z przegraną sprawą sądową, jako posiadacz 34 punktów urząd wszczyna dochodzenie. Tylko patrzeć, kiedy nogi i transport zbiorowy będą jedyną alternatywą poruszania się po mieście...
...zobaczymy co przyniesie los. Ostatnio był dla mnie łaskawy. Pewnie teraz dla odmiany czas zacząć się z nim zmagać. Dobrze, że ostatnio jest mi łatwiej mając kogoś przy boku...
...to niesamowite jak punkt widzenia zmienia się w zależności jaką ilością gotówki dysponujemy. Poruszam się komunikacją miejską od ponad trzech miesięcy i mimo, iż o tej formie podróżowania krążą legendy, ja narzekać nie chcę i nie zamierzam. Może dlatego, że ostatnio daleki jestem od tego i patrzę na wszystko optymistycznie. Mimo wszystko...
...doceniam fakt, iż komunikacja miejska istnieje i ma się w Łodzi całkiem nieźle...
...kiedy wracam od mojej Kruszynki w godzinach nocnych, to właśnie autobus zawsze oferuje mi do wyboru multum miejsc. Lepszy komfort jak i czas przejazdu krótszy od Białasa. No i przede wszystkim niską cenę. Za 40 złotych na miesiąc, czego chcieć więcej. Powiecie i pewnie słusznie, że niby sam dojechałbym konkretnie tam gdzie chcę, że zrobiłbym to sprawniej i szybciej, w lepszym komforcie. Ależ oczywiście, ale od czego mam nogi i rap w słuchawkach. Rzecz jasna, że nie będę tego sztucznie idealizował, ale w mojej sytuacji liczy się każdy grosz. Dawno nie byłem w takim finansowym dołku...
...jednak ma to też swoje zalety. Doceniam mimo wszystko to co mam, co miałem pracując. To cenna nauczka, lekcja swoistej pokory. Powtarzam to sobie jak mantrę - ciesz się tym co masz, bowiem inni nie mają nawet tyle. A przede wszystkim zawsze możesz mieć mniej i zawsze może być gorzej...
...w ciągu ostatnich paru dni zdarzyło się tyle, że można by obdzielić tym co najmniej parę osób. Sprzedałem Lagunę, która od styczniowego wypadku stała sobie spokojnie na podwórku. W końcu jednak kiedy zdecydowałem się iść naprzód, wytyczając sobie jakiś cel i plan działań dostałem pismo z Wydziału Rejestracji i Praw Jazdy, że w związku z przegraną sprawą sądową, jako posiadacz 34 punktów urząd wszczyna dochodzenie. Tylko patrzeć, kiedy nogi i transport zbiorowy będą jedyną alternatywą poruszania się po mieście...
...zobaczymy co przyniesie los. Ostatnio był dla mnie łaskawy. Pewnie teraz dla odmiany czas zacząć się z nim zmagać. Dobrze, że ostatnio jest mi łatwiej mając kogoś przy boku...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
































