22 maja 2014

możesz mieć mniej...

Jest 0:55 w nocy. Na odległość około metra ode mnie podjeżdża niemal bezszelestnie nowiutki Mercedes. Nic prócz delikatnego szumu, nie byłoby w stanie zdradzić, że to diesel. To mój kolega - autobus. Nowy sprzymierzeniec, który w akompaniamencie nóg, roweru, czasami wspierany tramwajem dowozi mnie w każde, nawet najbardziej odległe miejsce...

...to niesamowite jak punkt widzenia zmienia się w zależności jaką ilością gotówki dysponujemy. Poruszam się komunikacją miejską od ponad trzech miesięcy i mimo, iż o tej formie podróżowania krążą legendy, ja narzekać nie chcę i nie zamierzam. Może dlatego, że ostatnio daleki jestem od tego i patrzę na wszystko optymistycznie. Mimo wszystko...

...doceniam fakt, iż komunikacja miejska istnieje i ma się w Łodzi całkiem nieźle...

...kiedy wracam od mojej Kruszynki w godzinach nocnych, to właśnie autobus zawsze oferuje mi do wyboru multum miejsc. Lepszy komfort jak i czas przejazdu krótszy od Białasa. No i przede wszystkim niską cenę. Za 40 złotych na miesiąc, czego chcieć więcej. Powiecie i pewnie słusznie, że niby sam dojechałbym konkretnie tam gdzie chcę, że zrobiłbym to sprawniej i szybciej, w lepszym komforcie. Ależ oczywiście, ale od czego mam nogi i rap w słuchawkach. Rzecz jasna, że nie będę tego sztucznie idealizował, ale  w mojej sytuacji liczy się każdy grosz. Dawno nie byłem w takim finansowym dołku...

...jednak ma to też swoje zalety. Doceniam mimo wszystko to co mam, co miałem pracując. To cenna nauczka, lekcja swoistej pokory. Powtarzam to sobie jak mantrę -  ciesz się tym co masz, bowiem inni nie mają nawet tyle. A przede wszystkim zawsze możesz mieć mniej i zawsze może być gorzej...

...w ciągu ostatnich paru dni zdarzyło się tyle, że można by obdzielić tym co najmniej parę osób. Sprzedałem Lagunę, która od styczniowego wypadku stała sobie spokojnie na podwórku. W końcu jednak kiedy zdecydowałem się iść naprzód, wytyczając sobie jakiś cel i plan działań dostałem pismo z Wydziału Rejestracji i Praw Jazdy, że w związku z przegraną sprawą sądową, jako posiadacz 34 punktów urząd wszczyna dochodzenie. Tylko patrzeć, kiedy nogi i transport zbiorowy będą jedyną alternatywą poruszania się po mieście...

...zobaczymy co przyniesie los. Ostatnio był dla mnie łaskawy. Pewnie teraz dla odmiany czas zacząć się z nim zmagać. Dobrze, że ostatnio jest mi łatwiej mając kogoś przy boku...

10 maja 2014

zupełny przypadek...

Zdarza się, że ostre promienie słońca ogrzewają nam plecy. To uczucie, które gdzieś w środku sprawia nam radość, pozwala poczuć przyjemność tak delikatną, że aż niemal trudną do opisania. Niby nie dzieje się nic konkretnego, a jednak ciepło, które nas ogrzewa, nie robi tego jedynie fizycznie. Uśmiech sam ciśnie się nam na usta, a oczy wraz z wargami układają się w charakterystyczny łuk. Im intensywniej chłoniemy to gorąco, tym mocniej jego cięciwa napina majdan naszej twarzy...

...a jednak kiedy odwrócimy się w stronę tej rozpalonej planety, wyraz zadowolenia, który przed chwilą nas tak skutecznie rozpalał, dając wrażenie wszystkim w około, że jest nam dobrze, w moment zamienia się w grymas skrzywienia i swoistego bólu. Mrużymy oczy, na twarzy czujemy uderzenie gorąca. Trudno nam patrzeć na świat szeroko, wzrokiem bystrym i chłonnym. Chcemy się jak najszybciej odwrócić i patrząc przed siebie poszukać cienia, który da nam wytchnienie lub skryć się gdzieś, najchętniej pod ziemią, gdzie poczujemy na skórze choć odrobinę chłodu...

...wspomnienia to wspaniała cecha jaką posiadamy. I dopóki wracają do nas tylko te dobre, patrzymy w przyszłość pozytywnie, ogrzewani tym wewnętrznym, delikatnym ciepłem. Kiedy natomiast wracają w postaci ohydnych przebłysków lęku, krzywimy się niczym porażeni ostrymi promieniami słońca. Ciepło zamienia się w żar, uśmiech deformuje wargi w skrzywieniu nadchodzącego płaczu, oczy pokryte łzami tracą wtem ostrość widzenia...

...wtedy już wiemy. Przypominamy sobie, że przecież oglądanie się za siebie jest niepotrzebne, szukanie win bezsensu, wracanie pamięcią bezcelowe, a przykładanie wzorców z przeszłości do wydarzeń aktualnych, daremne...

...żyjmy tu i teraz, wspomnień używając tylko wyrywkowo, na moment zanurzając się jedynie w tych pozytywnych. Jeśli nawet któreś z nich wróci jak flashback orząc naszą Psyche pozwólmy sobie na to, na góra sekundę, dwie, pięć. Złe doświadczenia pozwolą docenić to co dzieje się teraz, od czego uciekaliśmy, albo przynajmniej powinniśmy. Wtedy pozostaje nam zacisnąć zęby, spróbować wywołać uśmiech i wtulić się w kogoś nam bliskiego...

...nie ma go ? Trzeba być dobrej myśli. Włączyć rap, wsłuchując się w niego liczyć, że poznamy kiedyś, kogoś przez zupełny przypadek...





18 marca 2014

chichoczący los...

Wyobraźcie sobie, że czekaliście na coś całe życie. Każdego wieczoru wyobrażaliście sobie jak to będzie. Tworzyliście w głowie niezliczoną ilość wariantów i scenariuszy. Wszystko było zaplanowane w najmniejszym detalu. Kiedy dopadały Was co i rusz kolejne rozczarowania, a każda nowo napotkana dziewczyna zawodziła Wasze wyobrażenia, ponownie nie wpisując się pewnego rodzaju ideał, stwierdzaliście - OK, widocznie to jeszcze nie to. Brnęliście w kolejne fantazje dodając wyniesione ze złych doświadczeń następne elementy nie do zaakceptowania...

...czas mijał, Wasze zwykłe tęsknoty, powoli przeradzały się już niemal w "Wielkie nadzieje", Dickens'a. Marzenia traciły na sile, wymagania, jakkolwiek źle brzmi to słowo - malały. Chcieliście już tylko zwykłej stabilizacji, odrobiny ciepła. Nie liczyliście na wiele. Powiem więcej, byliście skłonni zaakceptować ograniczenia, dostosować się, zmienić, zrezygnować z tego wszystkiego czym dotychczas zaprzątaliście sobie głowę...

...wtem, zupełnie niespodziewanie, niczym uzbrojone bojówki rdzennych mieszkańców Krymu, ktoś dokonał aneksji Waszego serca i rozumu. Przy tym zrobił to tak subtelnie i szybko, że głowa nie zdążyła jeszcze przemyśleć wszystkich za i przeciw, by pod skórą, która dostała ataku paniki czuć, że to już się dzieje. I o dziwo, dzieję się właśnie tak, jak sobie tego wymarzyliście...

...i czy życie nie potrafi być dla nas całkiem przewrotne, wcześniej chichoczący los - łaskawy, a przeznaczenie jakby bardziej wyrozumiałe...

...pytanie, co z tego wyniknie, rzucam w próżnię domysłów i przekazuję na ręce wróżbity Macieja. Ja wiem jedno - jest tak jak zawsze chciałem, inaczej niż dotychczas miałem...

...a teraz powoli, niespiesznie, wbrew temu co było...

11 marca 2014

stabilizacja emocji...

Wydawało by się, że jeśli czekasz na coś całe życie, to kilkadziesiąt minut, kilkanaście godzin, doba, dwa dni oczekiwania, to jak sekunda w matematycznym ciągu całego, minionego czasu. Ze mną jest inaczej. Owładnięty pewną myślą jestem zachłanny i niecierpliwy. Przeliczam momenty nie mogąc skupić się na niczym szczególnym. Bezproduktywnie marnuję chwile. Setne sekundy biegną wtedy z prędkością przemieszczania się kontynentów. Czas dłuży mi się jak szaleńcowi siedzącemu w domu dla obłąkanych. Nie umiem znaleźć sobie odpowiedniego miejsca. Bujając się w fotelu, gapię się w jeden punkt...

...zerkam ustawicznie na czat Facebook'a. Postać milczy...

...kiedyś się odezwie, zapewne, ale kiedy. Chciałbym ułożyć już jakiś plan, choć wiem, że jest to całkowicie irracjonalne. Uwielbiam myśleć na przód, tworzyć scenariusze i mimo, iż zdaję sobie sprawę z braku w tym wszystkim logiki, robię to. Przestałem sam się rozumieć, wychwytywać sens działań własnego umysłu. Mimo to, nadal kreuję sobie wizję. Chyba tego potrzebuję. To stabilizacja emocji jakiej nie potrafię inaczej zbudować...

...odezwałbym się częściej, raz za razem, ale nie chcę wyjść na natręta, desperata. Wiem, że im bardziej się staram, tym mniej mam...

...wypadałoby podchodzić do tego niemal beznamiętnie. Przecież nauczony doświadczeniem, powinienem być w tym mistrzem. To takie proste - "miej wyjebane, a będzie ci dane"- czyż nie...

...a jednak nie. Nie potrafię. Łudzę się nadzieją, że dając siebie, otrzymam choć skrawek drugiej osoby. Czy słusznie? Pod koniec życia poznam odpowiedź...

06 marca 2014

na fotelu obok kogoś brakuje...

Człowiek ten miał niepewny dość wzrok.
Prosił o żar, wpatrzony gdzieś w mrok.
Wciągnął dym, i nim skryła go noc, tak powiedział:

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać,
tyle z tego zrozumiałem, że coś z nim jest nie tak.

Ulice dwie był dalej mój blok.
Chciałem już spać, lecz opornie to szło,
było coś, co sprawiało że głos wciąż słyszałem:

"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."

Światła wtedy było mało, i pewności mi brak,
czy w dzienniku dziś widziałem jego, czy inną twarz..


...tyle, że ja chciałbym wierzyć. Ufać bezkrytycznie. Oddać się bezgranicznie dziewczynie ze snów. Robię to i mimo, iż staram się być najlepszym facetem pod słońcem, zawsze dostaje po dupie. Dziś kobiety są zupełnie niezależne i niemal samowystarczalne. Na świecie nie ma miejsca dla facetów, którzy silni są tylko w parze z drugą połówką...

...przekonałem się, że sam nie znaczę nic. Okresy umysłowego prosperity, emocjonalnych wzlotów, stanów szczęścia i euforii przypadają zawsze na czas wielkich sercowych nadziei. Kiedy walą się, wydawało by się, niezniszczalne, żelbetowe bloki, umocowane w fundamencie gorących uczuć i nadziei, świat zaczyna się trząść w spazmach rozczarowania, wyszukiwania własnej winy, niewiary w samego siebie, zaistniałych błędów, których poprzednio przyrzekłem sobie, nie popełniać powtórnie...

...chwilowo pogodzony z samotnością, ukrywam się za ekranem komputera i swoje żale przelewam na "papier". I tylko gdy jadę Burgerem, spoglądając w prawo, łapię się na tym, że na fotelu obok kogoś brakuje...

...koleżanka, z którą właśnie rozmawiam, dziewczyna notabene, w której podkochiwałem się jako młody szczyl robiąc sobie standardowo wielkie nadzieje powiedziała dziś:

...jeśli coś w twoim życiu permanentnie wali się, stań z boku i pozwól, aby się do reszty zawaliło i odeszło, bo dzisiejsza ruina robi miejsce i przestrzeń w twoim życiu na nowe, które czeka cię za rogiem jutrzejszego dnia..

...i tak właśnie należałoby postąpić. Właśnie tak...

02 marca 2014

samolub i egoista...

Wyszedłem z domu. Musiałem, inaczej bym zwariował. Nie było chętnych do pójścia na piwo czy na zwyczajne szwendanie się po ulicach. Zrobiłem to sam. Czasami myślę, że tylko tak umiem żyć. Że nie ma nikogo, kto wytrzyma ze mną na dłuższą metę. Dobrze, że mam jedynego kompana, który jest blisko i nie odmawia mi nigdy towarzystwa. Może miewa kaprysy, swoje zdanie, ale w efekcie tylko on chce ze mną być...

...o 1:30 wziąłem kluczyki, wyjechałem z podwórka najciszej jak potrafiłem, zapiałem pasy. Nie wiem kiedy na liczniku pojawiło się ponad dwadzieścia kilometrów. Snułem się po ścieżkach, rozmyślając. To nie jest łatwe, kiedy głowa musi skupić się na ciągłym unikaniu dziur, kluczeniu między pasami, zastanawianiu się jak jechać i właściwe dokąd się udać...

...właśnie, dokąd zmierzam? Czy życie to taki kruzing bez celu, bycie dla samego istnienia? Na tym to polega, wyjeździć całą benzynę jaką mamy i nie znając celu po prostu zaprzestać podróży? To smutne, ale chyba tak jest...

...stanąłem na stacji. Kawa o tej godzinie, szczególnie, jeśli wcale nie muszę wytrzymać na nogach do wczesnych godzin porannych to dziwny pomysł, ale miałem ochotę. Kiedy w życiu sami jesteśmy sobie sterem i żaglem, władają nami pragnienia. Jesteśmy egoistami. Niczym i z nikim nie trzeba się dzielić. Byle zdobyć pieniądze na życie, zapłacić rachunki, kupić to co niezbędne i realizować swoje kaprysy. Zapewne gdybym był bardzo bogaty, myślę, że nic i nikt, nie potrafiłby mnie skłonić do rezygnowania z realizacji wyłącznie siebie samego...

...chciałbym się mylić, ale chyba nigdy na niczym i na nikim mi nie zależało aby wyrzec się tego ciągłego ja, ja i tylko ja, na rzecz nas. To musi być wspaniałe uczucie być za coś odpowiedzialnym, być częścią kogoś. Choćby pomyśleć "a może i ona by chciała", a "może zrobię coś dla niej, nie dla siebie"...

...dopijam kawę, szukam kluczyków do mojego Kumpla i ruszam dalej w drogę...

...noc jest długa, noc jest niezbadana. Wtedy rytm miasta wyznaczają nielicznie działające sygnalizatory, puls wybijają lampy migoczące pomarańczową barwą. Błądzę po ulicach. Wędruję tam gdzie poniosą mnie koła, gdzie zaprowadzi mnie wyobraźnia. Szpaler latarni na Olechowie uspokaja, pedał gazu pod nogą o dziwo milczy. Radość dziś przynosi mi spokój.  Dawno nie wziąłem Białasa na spacer. Zupełnie bez potrzeby, większego namysłu i celu. Brałem czasami Reda na podobne przejażdżki, ale potem zajęty życiem, gehenną codzienności zapomniałem jak to jest...

...ale świetne jest to, że wspomnienia wracają za sprawą jego następcy. Wyciągnięte kciuki osób które mijam pomagają się uśmiechać, na chwilę nie myśleć o tym co najbardziej smutne. Lgnę do ludzi, mimo, że jeszcze niedawno wyrzekłem się wszystkich. Może po to wyszedłem dziś w nocy, pobyć z kimś jednocześnie będąc tylko ze sobą. Samolub i egoista, stoi na Struga przy Kościuszki. Uśmiecha się do przechodniów, którzy co i rusz wyrażają aprobatę dla BurgerKinga...

...jeszcze mała rundka, parę skrzyżowań, jeszcze parę sympatycznych twarzy, kilka kilometrów. Czas wracać z jak zwykle niedostatecznym zapasem endorfin. Na ile wystarczą - nie wiem, póki co jestem szczęśliwszy...

25 lutego 2014

opiekuńcza, krucha istota...

Po wakacjach miałem zajebistego doła. Nie chciało mi się chodzić na zajęcia, wychodzić do pracy. Wtedy zaczął się również remont na działce. Ojciec wyciągał mnie na siłę do pomocy. Nie chciało mi się nic, nie nadawałem się do niczego, a jak się okazało przed nami było prawie pół roku ciężkiej fizycznej pracy, dzień w dzień, siedem dni w tygodniu, bez wytchnienia...

...wtedy właśnie poznałem Ciebie. Odmieniło się wszystko. Pierwsze niezdarne kontakty, ale nie kończyły się nam tematy, a wieczory były zawsze zbyt krótkie. Rano wstawałem, budziłaś mnie całusami i mimo iż ich nie mogłem ich poczuć, były tak szczere, że dodawały mi skrzydeł. Uczelnia, potem działka, czasami kurs, zawsze w ciągu dnia, każde z nas znajdowało chociaż chwilę, aby powiedzieć co u nas słychać. Chyba wtedy poznaliśmy się najbardziej. Najszczęśliwszym momentem w całym dniu był powrót do domu. Szybka kąpiel, jakieś jedzenie i potem tylko ja i Ty. Byliśmy jak jedność. Nierozłączni, prawie jak para...

...rozczulałaś mnie troską którą roztaczałaś. Pamiętam jak towarzyszyłaś mi w piątkowe i sobotnie wieczory. Rozmowy między kursami. Twoja szczera ciekawość o to co robię. Nigdy o nic nie byłaś zazdrosna, nie robiłaś mi wymówek. Foch w Twoim przypadku to pojęcie abstrakcyjne...

...chciałaś wiedzieć czy mi się podobasz, chciałaś znać mój gust, kiedy pokazywałem co lubię byłaś otwarta i praktycznie zawsze sie ze sobą zgadzaliśmy. Powtarzałaś, że nie miałabyś nic przeciwko żeby tak się dla mnie ubierać. Pytałaś mnie o zdanie, kiedy kupiłaś jakiś ciuszek lub bucik. Nie było dnia żebym nie dostał od Ciebie jakiegoś fajnego zdjęcia...

...mieliśmy wspólny cel - spotkać się, spędzić ze sobą trochę czasu, poznać się i zobaczyć co z tego wyjdzie. Mieliśmy wspólne plany. Chciałaś zobaczyć moje miasto, pozwolić mi się porwać i ufając mi, po prostu nie pytając o nic niemal jak z zamkniętymi oczami dać prowadzić się za rękę...

...czas mijał, było pięknie, miałem po co i dla kogo żyć. Po prawie czterech miesiącach nie znudziliśmy się sobą. Nasze rozmowy nadal gorące przepełnione radością, śmiechem, ale często też poważnymi pytaniami i rozważaniami o życiu nie były tylko celem samym w sobie. Każde z nas pochłaniało drugiego. Nikt nie naciskał, nie górował, nie raniliśmy się. Wręcz przeciwnie, wyczuwałaś moją ironię, żartowaliśmy do oporu, nigdy wcześniej nie miałem tyle śmiechu. Zawsze byliśmy w humorze i nastroju do gadania, śmiania się...

...opowiadaliśmy sobie o wszystkim, rodzicach, rodzeństwie, pasjach, miłości, pojmowaniu szczęścia, planach na przyszłość. Zawsze wiedzałem co u Ciebie słychać. Wyczuwałem gorszy nastrój, rozumiałem Cię zanim dokończyłaś zdanie...

...kiedy się spóźniałaś, zawsze tak pięknie próbowałaś się wytłumaczyć i mimo iż nigdy tego nie wymagałem, robiłaś to. Mogę domyślać się dlaczego. Czas mijał i kiedy mnie powoli kończyły się obowiązki związane z rewolucją na działce to Ty zaczęłaś pracę. Godziliśmy to oboje. Rano parę ciepłych słów, w ciągu dnia, nawet jak mijaliśmy się na Gadu, to każde wrzucało choć zdanie, aby to drugie wiedziało co się dzieje, nie martwiło się. Wieczorami, choć mogliśmy krócej, nadal chcieliśmy ze sobą rozmawiać. Śmiech, żarty, rozmowy bardziej esencjonalne niż wcześniej, czasami jakieś łzy kiedy oboje opowiadaliśmy sobie o przeszłości. Wciąż, nieustannie poznawaliśmy się bardziej. Nierozłączni, zawsze w kontakcie...

...pamiętam jak pocieszałaś mnie po śmierci dziadka. Byłaś jak balsam na skołatane nerwy i cierpkie myśli, jak krople na me zapuchnięte oczy. Prawie czułem jak mnie tulisz do serca. Słyszałem jego bicie i Twój spokojny, miarowy oddech...

...w dniu styczniowego wypadku, kiedy zabierali mnie karetką do szpitala myślałem tylko o jednym. Powiedzieć Ci najdelikatniej jak potrafię, że miałem wypadek, ale żyję i mimo iż trochę mnie to szarpnęło to wszystko będzie dobrze. Zawsze tak bardzo się przejmowałaś kiedy coś mi się działo. Taka opiekuńcza, krucha istota. Wcale nie musiałbym tego mówić, a na pewno nie od razu, ale czułem że chcę abyś wiedziała. Od początku zawsze byliśmy w stosunku do siebie szczerzy. Czułem, że jestem dla Ciebie ważny i że chciałabyś wiedzieć o wszystkim co tyczy się mnie...

...taaa...

...dziś telefon milczy. Aż dziwię się, że jedyny przycisk jaki mam na smartfon'ie jeszcze działa od tego ciągłego sprawdzania czy nie napisałaś. Kiedy telefon wibruję natychmiast sprawdzam czy mam jakiegoś esa, choć zdanie, choć słowo, kurwa, nawet głupi emot cieszy. Dostaję świra, kiedy ktoś odzywa się na Gadu niepotrzebnie dając mi nadzieję, że to Ty. Budzę się w ciągu nocy i zerkam czy nie napisałaś. Rano patrzę, czy jeszcze przed pracą nie zostawiłaś czegokolwiek, w ciągu dnia siedzę jak na szpilkach, łapię się na tym, że trzymając rękę na kieszeni próbuję wyczuć czy aparat nie drży zapowiadając nadchodzącą wiadomość. Staram się nie myśleć co takiego robisz, że nie możesz odezwać się choć na moment. Wynajduję sobie jakieś zajęcia na siłę byle czas mijał szybciej. Byle doczekać Twojego powrotu z pracy. Kiedyś zawsze punkt 21:20 wiedziałem, że jesteś, że kwestią kilku minut jest nasza wspólna rozmowa. Teraz o 22:00 wiem, że to już nie dziś, że może jutro rano. Mimo tego, jeszcze jak opętany zerkam na kompa conajmniej do 0:00, choć w głębi duszy wiem, że pewnie już śpisz...

...staram się jakoś Cię tłumaczyć, ale zaczyna brakować mi powodów. Ile się można oszukiwać...

...ciąg dalszy na...

...w sumie nie mam pojęcia czy nastąpi, to zależy tylko od Ciebie Kasiu. Ja jeszcze czekam na nas...

27 listopada 2013

"Trzy ofiary śmiertelne, szesnaście osób poszkodowanych - karambol na A1 "

uwaga - jest to praca zaliczeniowa. Ma charakter jedynie poglądowy. News nie przedstawia rzeczywistych zdarzeń...


Na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Kruszyn w kierunku Torunia, doszło do karambolu. Nie żyją trzy osoby, szesnaście zostało przewiezionych do pobliskich szpitali. Trwa akcja ewakuacji poszkodowanych.
   


   Ofiary śmiertelne to dwóch kierowców ciężarówek oraz pasażer auta osobowego. Oprócz osób, które zostały niezwłocznie przetransportowane śmigłowcami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, na miejscu strażacy oraz ratownicy medyczni udzielają pomocy poszkodowanym.

   Bilans strat to ponad trzydzieści rozbitych samochodów i korek liczący ponad piętnaście kilometrów.

   Policja organizuje objazdy, prosząc jednocześnie kierowców o rozsądek i sprawdzanie komunikatów dotyczących nasilonego ruchu na drogach lokalnych.

   Sierż. szt. Patryk Leśniewski, rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiej policji, informuje, iż prawdopodobną przyczyną katastrofy było zaparkowane na poboczu auto osobowe jak również gęsta mgła, która występowała lokalnie w godzinach porannych. Trwa badanie przyczyn tragedii.

 Jeśli posiadają Państwo aktualne informacje na temat karambolu, prosimy o skontaktowanie się z redakcją.



wysłuchaj wypowiedzi sierż. szt. Patryka Leśniewskiego, rzecznika prasowego kujawsko-pomorskiej policji.




  

 


SKOMENTUJ PONIEŻEJ ARTYKUŁ:

31 października 2013

tylko tyle ?..

Czyżby z tego wszystkiego wyłaniał się obraz sfrustrowanego faceta, który przegapił najlepsze momenty w życiu, dla którego cały świat to ten pieprzony kawałek blachy, który ma problemy ze sobą, z życiem, z ludźmi, który tak bardzo pogubił się w tym wszystkim?..

...tylko tyle? Niczego więcej nie ma ? Jest jedynie pustka?

...ostatnio jest lepiej. Ostatnio jest ona...



14 września 2013

pieprzony idealizm...

Dobrze, że polski to bogaty i plastyczny język, bo miałbym problem ze znalezieniem odpowiedniego słowa, które właściwie odda stan w jakim żyję. Długo głowiłem się nad tym wyrazem, myślałem czy to żal, rozpacz, a może jakaś głupia tęsknota. Dziś na to wpadłem. To jest odrętwienie...

...Nie czuję niczego, bynajmniej niczego konkretnego. Może po za frustracją, ale i ona przeplatana jest jakimś chwilowym poczuciem szczęścia na zmianę z aurą złości, bezsilności i nicości. Ostatnio w niczym nie widzę sensu. Porzuciłem wszystkie marzenia i głupie mrzonki. Bezcelowe jest ciągłe myślenie nad czymś co się nie wydarzy, a nawet jeśli to nigdy tak jak sobie tego zapragnąłem, czyli idealnie...

...przyodziałem maskę z uśmiechem na twarzy, aby dać wrażenie dookoła mnie, że jestem szczęśliwy, a w efekcie nigdy nie było mi tak źle. Chciałbym żebyście zostawili mnie w spokoju stąd pozór, który stwarzam. Zabawny komentarz, śmieszny emot, to tylko próba zakamuflowania gorzkich słów jakimi mógłbym miotać w Was, w świat, we wszystko i wszystkich, którzy mnie otaczają. Gdyby nie to, że mieszkam ze starymi i siostrą, którzy czasami zadają mi pytania, nie odezwałbym się do nich nawet słowem. I mimo, iż ich nieznoszę, to również przy nich naciągam uśmiech aby pozbyć się tych głupich, niewygodnych pytań - "co ci jest ?"

...rano trudno jest mi się zwlec z łóżka, nie włączam komputera, nie odpalam telewizora.Czasami tylko zarzucę jakiś track, który lecąc w pętli daje mi poczucie, na moment zatrzymanego czasu...

...nie chce mi się niczego, nie chce mi się nic, nie chce mi się żyć...

...po co żyć, po co w tym trwać ? dla chwili uniesień, momentów rozkoszy, paru minut śmiechu, paru pocałunków, kilku objęć, garści znajomych. Niczego takiego nie mam...

...przestałem się łudzić, że coś w życiu mi wyjdzie, a na pewno nigdy, nie tak jak bym chciał. Pieprzony idealizm mnie kiedyś zabije...

28 sierpnia 2013

18 sierpnia 2013

rachunek uczuć...

Wycofuję się z życia, totalnie się wyciszam. Najchętniej pozbyłbym się go na jakiś czas, przeczekał ten okres. Mam wszystkiego dosyć. Prowadzenia tego bloga również. Was też, moi pseudo przyjaciele. Odzywacie się do mnie tylko w sytuacjach kiedy czegoś potrzebujecie, albo zwyczajnie nie macie co robić...

...ostatnio nienawidzę ludzi. I gdyby nie to, że muszę z nimi pracować, wśród nich przebywać, to zamknąłbym się w pokoju i nie robił niczego. Nie odpalał komputera, nie sprawdzał poczty, nie odbierał telefonów...

...nie chcę wiedzieć o niczym "ważnym" co wydarzyło się w Waszym życiu. Jakie by ono nie było. Udane i szczęśliwe czy tak samo parszywe jak moje. Niech każdy zajmie się swoimi sprawami i zostawi mnie w spokoju. Jeśli będę miał ochotę z kimś porozmawiać zrobię to. Nie dziś, nie jutro, to za tydzień, za pół roku. Może przyjdzie dzień, że dojdę z tym wszystkim do ładu. Z tęsknotami, nienawiścią, rozczarowaniem, pasywnością, brakiem pewności siebie, czarnymi myślami, niechęcią do ludzi...

...zawiodłem się. Umiecie tylko ranić, sprawiać ból. Nikt na świecie nie potrafi zadawać cierpienia tak jak człowiek. To ohydna cecha, która sprawia, że czasami wstydzę się być istotą ludzką...

...nie mogę na to wszystko dłużej patrzeć. To mnie przerasta. Dostrzeżona gdzieś przemoc, znęcanie się, szczególnie nad zwierzętami zostaje w mej pamięci na długo. Wewnątrz rani gdzieś mą duszę wręcz arcyskutecznie. Powoli przestaję ufać, zaczynam się bać. Czy tylko tacy potraficie być...

...w mym sercu jest pustka, w oku cierń, w głowie żal, w sercu rozpacz. Każdego dnia myślę ile jeszcze wytrzymam. Jak długo dam radę. Nie mam już nadziei zbyt wiele, a jeśli, to jest ona rozdwojona przez jakąś zwykłą, zimną kalkulację. Rachunek uczuć...

...być z kobietą ? A na prawdę warto ? Poznajemy się całe życie. Jest pięknie przez rok, dwa, pięć. Zawsze jednak, prędzej czy później wszystko się pierdoli. Czasami doś szybko, innym razem dużo później orientujemy się, że to jednak nie to. Do tego wszystkiego nie umiemy się z tego wyplątać. Straciliśmy czas. Czas, którego jak niczego innego nie załatwimy sobie po znajomości, nie dokupimy, nie dopiszemy do zeszytu. A ja właśnie tego parszywego czasu nie mam zbyt wiele. Tracę go jak nic innego i to chyba nawet lepiej, że jestem sam. Przynajniej jestem pewny tego co będzie jutro, po jutrze, za tydzień. Nikt nie mówi mi co i jak mam robić. Dochodzę do wniosku, że starego psa nie nauczy się już nowych sztuczek. Nie chcę się już nikogo uczyć, poznawać jego nawyków, dopasowywać swoich, być rozliczanymi, nagradzanym, karanym. Nie mam ochoty pracować nad wadami, uwydatniać w sobie pozytywnych cech...

...miłość to mrzonka. Bezwartościowa majaka psychicznie chorego człowieka. Dlatego też wolę...

...nie kurwa, ja chcę...

... chcę być sam...

31 lipca 2013

pobudka o 4:00...

Miało być parę fajnych ujęć, ale nie będzie niczego. Jest w pół do dwunastej, dopiero wróciłem do domu. Praktycznie to już powinienem spać, bo pobudka o 4:00...

...wrócę to opowiem wszystko ze szczegółami. Teraz spijam browarek na lepszy sen i do łóżka. Życzcie mi udanej drogi i mocy wrażeń...

... ogłaszam ponownie, że ekipa WartburgRadikalz jest znowu "on tour"...

30 lipca 2013

ich design...

Przygotowania do Eisenach trwają cały czas, ale delikatne zmiany w aucie, miały miejsce już na tydzień przed festiwalem DUB IT! Kielce. To wtedy dokonałem delikatnego liftingu Białas, który polegał między innymi na montażu nowych lusterek. Ich historia jest dość długa. Zawsze miałem plan na przeszczepienie czegoś innego niż fabryczne sztuki, montowane na ramkę okienną drzwi. Kiedyś, szczeniackim marzeniem były produkty dedykowane do Cinquecento, potem jakieś chujowe Engelmany. Była też faza na starego typu lusterka marki Vitaloni, montowane we wczesnych Fiatach 126p...

...tylko takie fotki znalazłem w sieci...



...jakiś czas temu naszła mnie ochota na ich wyszperanie. Nadal mi się podobają, są drobne, kształtem przypominają łzę, mają delikatną nóżkę i montowane są na drzwi. Szukałem, kminiłem i trafiłem na coś zupełnie innego - Vitaloni Californian. Model montowany między innymi w Ferrari Dino czy Fiacie 124 Abarth Rally.





...zawsze o nich marzyłem. Jednak od lat były wściekle drogie, bo po prostu po za moim finansowym zasięgiem. Komplet nówek, trzeszczy dziś bowiem 360,00zł Fart chciał, że na Allegro pojawił się duet w opcji Kup Teraz za 200,00 złotówek. Długo myślałem, przeglądałem fotki wielu rożnych aut, przyglądałem się linii Burgera. W międzyczasie wysłałem mejla z pytaniem o stan. W końcu ręka mi zadrżała i kupiłem. Używane, ale w stanie niemal wzorowym. Okazyjna cena wzięła się z braku jednej podkładki pod stopkę lusterka, ale poradziłem sobie z tym. Początkowo, na wzór posiadanego egzemplarza taką wkładkę miał wycinać laserem kolega. Jednak po dwóch miesiącach dopytywania się o postępy postanowiłem zająć się tym sam. Ziomkowi podziękowałem za "pomoc" i poniekąd znajomość, bo nie przywykłem się prosić o cokolwiek i utrzymywać kontaktu z ludźmi, którzy są, jeśli sami czegoś potrzebują...

...może moje podkładki nie trzymają wymiaru setnych części milimetra i nie zostały zrobione z materiałów używanych przez NASA, ale stworzyłem je własnoręcznie. Wpadłem na pomysł, zrealizowałem go i wykonałem. Podkładki są z tektury modelarskiej. Przyłożyłem stopkę lusterka do tektury. Odrysowałem grubym flamastrem, tak aby element był nieco większy od nóżki. Wyciąłem całość nożykiem, wyszlifowałem papierem ściernym brzegi i ostatecznie wymodelowałem. Następnie zanurzyłem je w rzadkiej farbie NITRO. Papier wchłonął lakier, a po jego całkowitym wyschnięciu, pomalowałem je jeszcze raz kilkoma grubszymi warstwami czarnego, satynowego akrylu w spray'u. Tak zaimpregnowane podkładki zamontowałem na auto. Wyglądają estetycznie i spełniają swoje zadanie...





...dlaczego tyle miejsca poświęcam lusterkom ? A no dlatego, iż jeśli tylko dobrze mi wiadomo, Białas jest pierwszym Burgerem na lustrach Vitaloni Californian. Drugą sprawą jest ich design, który w kurwę mi się podoba i prześlicznie współgra z autem. Wpisuje się w linię nadwozia, szczególnie w przetłoczenie i zaokrąglenie maski. Co istotne dla takiego maniaka formy jak ja, ich budowa i kształt obniżają wizualnie nadwozie. Te lusterka zna cały świat. Szczególnie upodobali je sobie tunerzy z Japoni...

...a jakby tego było jeszcze mało - estetyka idzie w parze z użytkowością, bowiem widoczność w nich jest nieziemska, poprzez ruchome, regulowane wkłady. Wreszcie prawe lusterko jest pełnoprawnym uczestnikiem jazdy. Fajne w tym wszystkim jest to, że oba mogą być ustawione identycznie wpisując się tak ulubioną przeze mnie symetrię. Używając standardowych zwierciadeł montowanych na ramkach, prawe lusterko mogło albo być tylko dekoracją, albo być nienaturalnie przekrzywione, by choć trochę spełniało swoją rolę...

...aby dodać kolejnych wyścigowych akcentów, na pokład zawitał oryginalny obrotomierz. Jest to pierwszy obrotek jaki dotychczas kupiłem. Jest używany, w stanie doskonałym. Przytwierdziłem go do obudowy popielniczki, także obyło się bez wiercenia dziur w desce rozdzielczej. Przyznam, że z braku czasu, jest to na razie tylko rekwizyt, ponieważ nie został podłączony...





...z innych drobiazgów jakie wpadły do kabiny, to zamontowałem sobie lusterko wsteczne występujące w Wartburgach 1.3 - rocznik '91. Ma tę przewagę nad fabrycznym, że nie przestawia się samo na skutek pokonywanych nierówności, a także ma opcję odchylania do drugiej tzw. martwej pozycji. Już parę razy jadąc w nocy, pstrykałem nim, unikając dochodzącej z tyłu, oślepiającej strugi reflektorów. Teraz przyda się zapewne nie raz na trasie do Niemiec...

...tyle w aucie zrobiłem przygotowując się do imprezy w Kielcach. Jakie zmiany zaszły w BurgerKing'u z okazji zbliżającego się wyjazdu na Międzynarodowy Zlot Wartburga opiszę jutro, przed samym wylotem...

...bacznie obserwujcie wątek. Już jutro parę fajnych ujęć...

28 lipca 2013

zapas zrobiłem spory...

Czas zapierdala. Nie da się ukryć. Dopiero co wróciłem z jednej imprezy, a już pora na szykowanie się do kolejnej. Auto jest na pełnym szyku, więc nie mam przy nim wiele pracy, aczkolwiek zaczynam przygotowania. Skrobnę coś o tym. Szczególnie o paru zmianach, których dokonałem już na Kielce, a jeszcze nie zdążyłem o tym wspomnieć. Jak również o kilku modach, które poczyniłem teraz, na Eisenach...

...póki co jestem na etapie dokonywania pewnych zakupów. No cóż, auto bierze mi w chuj oleju, więc i zapas zrobiłem spory. A i okazja cenowa ku temu była. Tylko 33zł za flaszkę w firmie 4Cars. Tu, u mnie, na miejscu...






...jeszcze jakieś drobne zakupsy, niewielkie prace przy aucie, pakowanie i w drogę. Do wyjazdu wszak już tylko 3 dni...

25 lipca 2013

nie kocham cię...

Tak bardzo chciałbym powiedzieć kocham Cię. Tak zwyczajnie, mimowolnie, jednak nie potrafię. Nie wiem czy kiedykolwiek umiałem, czy tylko mi się wydawało. Chyba nigdy Cię nie kochałem. Kochać to być zawsze, to nie stawiać warunków, nie mieć pretensji, wybaczać i trwać. A ja ? Wszak tyle razy zawodziłem. Tak wiele razy odpuszczałem, dawałem za wygraną. Ba, za wszystkie swoje klęski, niepowodzenia, całe pasma porażek obwiniałem tylko Ciebie. I mimo, że dziś starszy, mądrzejszy nieco, robię to nadal. Winy szukam w Tobie...

...do dziś nie nauczyłem się brać pełnych haustów, łapać chwil, chwytać momentów. A przecież to nie Twoja wina. To ograniczenie siedzi gdzieś głęboko we mnie. Nikt do dziś go nie wydobył i czego bym nie robił, jakich spobów się nie chwytał, rad nie słuchał to nadal, nie kocham Cię...

...nie czekam na dar losu, nie liczę na łut szczęścia czy jakiś prezent od Boga. Boga ? Wszak Boga nie ma. Tutaj Bogiem jest Śmierć i wszechobecne cierpienie. Nijak od niego oczekiwać czegoś wartościowego. Dlatego też sami zmuszeni jesteśmy pchać swój wagonik na oślep, po krętych szynach, licząć, że jeśli się wykolei to tylko na chwilę, i że z łatwością wstawimy go na odpowiedni tor. Po wszystkim ruszymy dalej błądząc po omacku, błagając opatrznoś o chwilę wytchnienia. Tyle, że te szyny zawsze są krzywe, a bagaż doświadczeń jaki taszczymy z tym tytanicznym wysiłkiem, z wiekiem staje się coraz cięższy. W pojedynke przestajemy sobie z tym radzić. Zakrętów przybywa, zaliczamy kolejne upadki. Po każdym następnym coraz trudniej jest nam się podnieść. I tu większoś z Was otrzymuje pomocną dłoń od towarzysza swych zmagań. Ale co wtedy, gdy tory nigdy nie naprowadzą nas na kogoś takiego...

...żebym mógł Cię szczerze pokochać musisz ofiarować mi kogoś kto pokocha mnie. Musisz. Wiem, Ty niczego nie musisz. Jesteś sobie same sterem i żaglem. Żąglujesz innymi, samo nie dając się nikomu kierować. Dlatego chyba zmuszony jestem brać co dajesz w swej łasce. Starać się mogę, ale wychodzi mi to tak nieporadnie, że prędzej sczeznę z tęsknoty, niż sam coś wskóram w tym względzie. Z resztą zauważam, że bawisz się mną i przykro doświadczas, bo im bardziej chcę przerwać ten stan, tym mocniej dajesz mi do zrozumienia, że nie mam szans. Głowę od tego rozerwać mi chce, kiedy o tym wszystkim myślę, a uwierz mi robię to tysiące razy w ciągu dnia...

...dlatego, życie - nie kocham cię...

15 lipca 2013

stary dobry skurwiel...

Czy jestem tylko życiowym frustratem, czy wszystko czego się dotknę zamieniam w perzynę. Nie i to jest co najmniej dziwne. Ostatnio najlepszą sprawą jaka mi się udaje, to szkoła. Studiowanie po prostu mi pasuje i wychodzi. Ażeby nie być gołosłownym, to w zeszłym semestrze średnia za zdobyte oceny opiewała na poziomie 4,74, w tym natomiast wyniosła 4,85. Oczywiście dobre noty, to nie wyznacznik tego, że jest się w czymś dobrym, ale pewien sygnał, iż warto iść za ciosem i szukać sobie miejsca w tej konwencji. Wykładowcy również motywują mnie do pracy mówiąc, że jestem osobą ambitną, wyróżniającą się na tle innych studentów, osobą z dużym potencjałem. To cieszy i mimo, iż nie wiem jak to wszystko się ułoży, to na tę stronę księżyca patrzę jako na tą mocniej oświetloną...





...robiąc ten trudny rachunek sumienia, mogę powiedzieć sobie szczerze co jeszcze mi wychodzi. Jest to Wartburg. Tak, znowu on. To przekleństwo i zbawienie jednocześnie. Auto, które zabrało mi tak wiele, dając mi jeszcze więcej. Reaktywowana strona WartburgRadikalz cieszy się znowu powodzeniem, odnotowujemy średnio po sto unikalnych wejść dziennie, z resztą sama praca przy niej, daje mi niezłego kopa i powód do poszukiwania kolejnych tematów. A co do samego auta to również odczuwam pełną satysfakcję. Wreszcie jest dobra gleba, konkretne koło i spójny styl jaki prezentuje. Wcześniej odczuwałem pewien estetyczny dyskomfort, pewnego rodzaju stylistyczne niedowartościowanie. Bowiem w porównaniu do auta Wujka, mój Burger wydawał mi się nijaki, gorszy, słabszy, a na pewno brzydszy. Jednak wyjazd na kresy uświadomił mi jedno. Białas jest skurwysynem. Nawet przez myśl przeszło mi, że założenie polerowanych alusów odbierze mu charakteru, ale to nadal ten sam stary dobry skurwiel. Ma być niski, ordynarny, prosty - ba, on ma być prostakiem. Spartański styl auta żywcem ściągniętego z toru. Nie musi wyglądać, ma przyspieszać bicie serca i wzbudzać emocje. Uwierzcie mi, robi to. Kiedy drze pape na drugiej gardzieli, nie ma osoby, która się za nim nie obejrzy. A kiedy chce bezszelestnie dotoczyć się do skrzyżowania, też to potrafi. Dwoista natura. Niemal jak ja...




...ostatnią kwestią jaką mogę przyjąć za plus to moja prywatna wojna wypowiedziana wadze. Potyczka trwa od dawna. Wojny pewnie nie wygram nigdy, ale póki co odnotowuję wygrane bitwy. Od kiedy znowu się zawziąłem ubyło mi siedem kilogramów. W ruch poszedł rower, moja dieta i najistotniejsze - przestawienie głowy na odpowiednie tory. Po prostu wyznaczyłem sobie ambitny cel. Bałem się, że nie starczy mi wytrwałości, szczególnie po odmowie kolejnej dziewczyny. Mimo wszystko nie powiedziałem sobie - Piotrek, kurwa to bez sensu. Starasz się czy nie i tak nic z tego nie wychodzi. Po co się katować ? Nawet tak nie pomyślałem, bo robię to przede wszystkim dla siebie. Dla ciała i ducha. Może dzięki temu uzyskam pewnego rodzaju rozejm z niepewnością. Taką mam nadzieję. Z resztą bez wyzwań, człowiek sczezłby i nie różnił się od warzywa czekającego na uschnięcie...
 
...tak więc jeśli nawet nie znajdę kobiety mych marzeń, dziewczyny ze snów, pozostanie mi starać się być  najlepszym w tym co mi wychodzi i pracować, zarabiać dobry hajs i "kupić sobie miłość"albo chociaż przyjaźń. Takim niemal kontraktowym związkiem, z odpowiednim zapisem w intercyzie zapewniłbym sobie wsparcie "drugiej połowy" na starość :D

07 lipca 2013

setki pytań...

Czas wakacji to moment dla mnie dość ciężki. Głównie ze względu na widoki dochodzące z ulic, skwerów, pubów. Kocham wakacje, ale nie umiem sobie z tym poradzić. Chyba ostatnio szczególnie. Może dlatego, że zaliczyłem kolejne NIE. Trudno powiedzieć. Nie potrafię tego do końca nazwać. Zrozumie to tylko osoba, która to kiedyś przeżyła. To dziwna, trudna do zaakceptowania tęsknota, żal, płytka zazdrość. Tyle ślicznych, czasami odważnych , innym razem bardziej wycofanych dziewczyn przemyka samotnie obok mnie. Czasami odwzajemnią uśmiech, innym razem na moje mrugniecie okiem, staną jak wryte. Zaskoczone sytuacją, a może  zdziwione, że ktoś taki jak ja ma czelność zakłócać im sferę nietykalności, choćby wzrokowej...

...trzydzieści jeden lat, które skończyłem również nie pomaga. Ludzie w tym wieku są już zajęci, zaręczeni, po ślubie. Ludzie w moim wieku chodzą z dziećmi pod rękę. Może właśnie dlatego ciągle towarzyszy mi niepowodzenie i pasmo porażek. Jeśli mogę być szczery, a sam ze sobą powinienem być zawsze, to w większości odmów jakie napotykam na ścieżce starań, wychodzi na jaw kwestia bycia w związku lub obrączki. Z resztą tak właśnie było ostatnio...

...gdzie spieprzyło dziesięć lat. Czas, w którym kumple umawiali się z dziewczynami, poznawali ich naturę, badali zwyczaje, utwierdzali się w przekonaniu czego chcą i czego oczekują od związków. Gdzie ? Na opychaniu się, uciekaniu od problemów, użalania się nad sobą i pogrążaniu w marzeniach, jedynej sferze, w której wszystko się układało, gdzie mogłem być każdym i mieć je wszystkie. Czasami myślę sobie, że tyle lat spędzonych przy Wartburgu, to piętno i niemal przekleństwo, a jednak wybawienie. Szczęście, bowiem tacy życiowi frustraci i popaprańcy często lecą w alkohol, dragi czy inne kłopoty. Ja natomiast uciekałem od problemów w auto. Myślę, że gdyby nie Wartburg, cała filozofia posiadania klasyka, grupa znajomych, serwis internetowy, to już bym nie żył. Dramatyzuję ? Po trosze tak, ale wielokrotnie myślałem o skończeniu tej męczarni. Jednak zawsze by jakiś cel, praca do wykonania, kasa do zgarnięcia, fanty do kupienia, zlot do ogarnięcia...
...dla wielu z Was jestem wiecznym marudą, wręcz zawodowym narzekaczem. Podobno fruzie wolą optymistów. Podobno. Tylko jak nim być, kiedy głowa podpowiada wszystko co najgorsze. O ile jeszcze w ciągu dnia, samopoczucie jest jeszcze dla mnie wyrozumiałe, to wieczorami, chcąc chyba wyrównać rachunki, dopada mnie z podwójną mocą...

...czy przegrałem, czy jest już za późno ? Zapewne trochę tak, czasu nie cofnę. Wielu rzeczy nie nadrobię nigdy, a w szczególności dekady, nawet gdybym dostał szansę na dłuższe życie..

...czy próbuję coś zmienić ? Chciałbym powiedzieć bezapelacyjnie, tak. Jednak kiedy dopada mnie zwątpienie odpuszczam wszystko. Szukanie, rozglądanie się, proponowanie kaw, herbat. Co prawda mówię tak sobie aż do momentu kiedy nie spotkam jakiejś fajnej fruzi. Wspinając się na wyżyny śmiałości, pytam wprost...

...w pewnym sensie przyzwyczaiłem się do pewnego schematu. Pytam czy miała by ochotę gdzieś wyskoczyć, potem słyszę nie, więc grzecznie dziękuję, zamykam się w sobie, powtarzam, że ostatni raz spróbowałem. Wątpię w siebie, w dziewczyny, w idee bycia z kimś, starania się. Oczami wyobraźni widzę, że czeka mnie samotna starość, że jeśli nawet kogoś spotkam, to będę już pod czterdziestkę i nie nacieszę się tą drugą osobą tak jak mógłbym to zrobić teraz, czy parę lat temu. Przejebany scenariusz, ale tak rzeczywisty, że aż w niego uwierzyłem...

...popieprzone jest również to, że bez względu na to czy staram się, czy totalnie to olewam, efekty są te same. Wkurwia mnie Wasze podejście, które sprowadza się do hasła - przyjdzie czas na ciebie, sama się znajdzie, miej wyjebane, a będzie ci dane. Doprawdy ? Koło pięćdziesiątki, dzięki. Z resztą do tego czasu będę wrakiem człowieka, albo skończę ze sobą, nie umiejąc sobie z tym poradzić. Czuję się totalnie rozczarowany i sfrustrowany, bo żadne z Waszych złotych zasad nie działa. Może po prostu jestem skazany na samotność, jak Riedel na blues'a i wszystkie te niepowodzenia, to nie tylko przypadek...
 
...czy tak samo trzeba dorosnąć do miłości ? Jeśli tak, to jestem już jak ta lekko przesuszona, przejrzała śliwka na drzewie, którą nikt się nie interesuje, która czeka na niechybny upadek z wysokości. Dlatego też póki co, mogę tylko popatrzeć, pomarzyć i powdychać perfumy wszystkich tych przechodzących sztuk...

...setki pytań, rozkmin, wątpliwości, a ja zawsze łapię się na tym, że siedząc w aucie, widząc śliczną dziewczynę stojącą na przejściu dla pieszych, modlę się aby skręciła w moim kierunku. Będę mógł wtedy bezkarnie popatrzeć nieco dłużej na ten zjawiskowy obiekt, spojrzeć jej w oczy, licząc na uśmiech...






...bardziej pozytywny ciąg dalszy nastąpi...

26 czerwca 2013

na karuzeli...

Życie mi wcale nie zwolniło. Nawinięte na kołowrotek zapiernicza jak chomik na karuzeli i nie chce wyhamować. Mam nadzieję, że nie potknę się w biegu i rażony siłą odśrodkową z niej nie wypadnę...

...właśnie wróciłem z czterodniowego wypadu nad morze. I mimo, iż trudno nazwać to wypoczynkiem, bo miałem dużą robotę do wykonania, to sporo rzeczy znowu przemyślałem. Parę celnych spostrzeżeń znalazłem wśród tych zwykłych rozkmin tak podobnych do ziaren plażowego piachu...





...zaległości na blogu nadal gonią mnie jak ciągle spływające pocztą, niezapłacone rachunki. Staram się, robię co mogę, ale powoli gubię się...

...ostatnie, obfitujące w ciekawe zdarzenia tygodnie sprawiły, że załapałem delikatne tyły na uczelni. Nawet nie chodzi o gorsze oceny, tylko nadal zbieram wpisy, przede mną jeszcze jeden egzamin, zaległe prace wiszące nad głową jak ostrze, wynalazku, chirurga Joseph'a Ignace'a Guillotin'a...

...dopóki się z tym nie uporam, nie liczcie na coś więcej niż parę zdań. Czekam również na kilka fotek z wypadu na ślub Moniki i Marka, które Wujek trzyma skrycie, niczym algorytm opisujący metodę szyfrującą Enigmę - co zrobić...

...choć nie mam już tak wiele czasu jak kiedyś, to nadal trochę mi go zostało, dlatego też - spokojnie, poczekam. Zajęcie mam, tym bardziej, że reaktywowaliśmy z moim ziomkiem serwis WartburgRadikalz.com co również wpływa na częstotliwość wpisów tutaj...

...żyję dalej, nadal na podkręconych obrotach. Może to kwestia "końca roku szkolnego", wakacji, a może po prostu sentencji która ostatnio utkwiła mi gdzieś na wolnych przestrzeniach mózgu - "w życiu piękne są tylko chwile"...

...stąd też ten wymowny track na koniec dzisiejszego wpisu...


 Rób to, co kochasz
A to, co mówią wyłącz
Masz przełącznik w swojej głowie
Na pohybel skurwysynom...




17 czerwca 2013

oczarowany miejscem...


I kiedy myślałem sobie, że atrakcji mam już dość, dostałem zaproszenie na specyficzną, kameralną, ale jakże klimatyczną imprezę. Była to parapetówka, zaplanowana na 25 maja, połączona z oficjalnym otwarciem dwóch niesamowitych firm - CustomFactory i Wheel-Wide.com a także stacjonarnego przedstawicielstwa marki Dickies...

...zapewne firmę Staszka i Bartoszka - Wheel-Wide.com kojarzycie. Robią felgi, tną, spawają, poszerzają, polerują. Natomiast ekipa z CustomFactory to grupka fanatyków sprzętu z byłego NRD. Prorok, Qbs i Arczer - faceci poznani jeszcze za starych dobrych czasów, kiedy mnie chciało się tworzyć zręby jakiegoś parszywego klubu, a im tworzyć zwartą grupę Trabanciarzy. Czy już im się nie chce ? Nie wiem, zapewne, każdy z nas z tego wyrósł i teraz przeżywa życie na swój sposób. Oni wiedzą jak to robić i robią to dobrze. Odbudowują profesjonalnie stare samochody i chwała im za to...

...byłem oczarowany miejscem, atmosferą, ludźmi. Zawsze ciągnęło mnie do takich rzeczy. Zajmować się tym na poważnie już pewnie nigdy nie będę. Może właśnie dlatego tak bardzo zazdroszczę im tej wytrwałości, wiary w marzenia, dążenia do celu, samozaparcia i siły. Mnie dane będzie chyba tylko pisanie o takich fantastycznych inicjatywach, osobach i autach, które niczym feniks będą rodzić się na nowo dzięki ich staraniom...

...nieskromnie powiem, że mieliśmy udział w tym wydarzeniu. Mianowicie nasz grill, ten sam, którego używaliśmy na imprezie Deluxe BBQ, autorstwa Jędrasa, grał pierwsze skrzypce na evencie. Doczekał się nawet uszczypliwego przezwiska, grilla przemysłowego. No cóż, wszystko co robimy, robimy z rozmachem, na pełnej kurwie, jak przystało na radykałów :D


kliknij na obrazek aby przejść do galerii Flickr.com


...zapraszam do skromnej fotorelacji. Nie odda ona zapewne nastroju dobrej zabawy, uczucia wspaniałego humoru jaki miałem i doznań estetycznych, które towarzyszyły mi widząc w jednym miejscu tyle pięknych aut i kobiet. A szczególnie jednej...


13 czerwca 2013

nowe historie...

Paulinę poznałem na lutowej wycieczce do stolicy kresów wschodnich. Zajrzała na spotkanie wspólnej paczki znajomych Moniki i Wujka. Jak się potem okazało, przyszło nam się jeszcze spotkać i nie dość, że nie raz, to miałem tę przyjemność, iż gościłem ją u siebie w mieście...

...w środę wieczorem przyjechałem z nad morza i niedługo później dostałem informację, że Paula wybiera się do siostry na parę dni i proponuje mi wyjście na piwo. Od razu pomyślałem - fajnie, bo doczekałem się wreszcie momentu, w którym kobieta zaprasza mnie na browar. Przyznaję, że to bardzo przyjemne uczucie...


...ustawiliśmy się na czwartek. Zaczęliśmy od Esplanady, w której usiedliśmy sobie przy stoliku wystawionym na sam deptak. Sącząc Pilsnera miałem nieukrywaną przyjemność oglądać ludzi i podziwiać Piotrkowską w jej całej okazałości. Równocześnie chłonąc ten niemal wakacyjny klimat i chwilowe powiewy chłodu, które niczym niedowidzący cenzor nie reagowały na zbyt kuse sukienki spacerujących dziewczyn, napawałem się wolnością...

...niestety jeszcze przed 23:00 poproszeni przez "barczystego Pana Staszka" o "wyjście", uregulowaliśmy rachunek i ruszyliśmy na dalsze balety. Klub PRL, potem Bistro. Atmosfera luzu i swobody chyba natknęła nas oboje, bo bawić się skończyliśmy jakoś przed drugą. Takich chwil mi zawsze mało, więc pochłaniałem je łapczywie jak białoruski bojownik, demokrację...

...to był dobry czas, ponieważ miło było mi go spędzić w towarzystwie sympatycznej, ślicznej, ale przede wszystkim inteligentnej i mądrej dziewczyny. Fajne było również to, iż nie był to koniec wspólnych chwil. Umówiliśmy się bowiem w sobotę na Noc Muzeów. Na początku sądziłem, że wezmę BurgerKing'a i odwiedzimy ze dwa czy trzy muzea. Jednak wyszła z tego bardzo fajna impreza...

...na profilu Zrzeszenia Łódzkich Klasyków Pete dał odpowiednie ogłoszenie i w efekcie na spotkanie przybyła całkiem spora grupka aut. Około 19:00, w dostojnej kolumnie klasyków, ruszyliśmy w miasto...








...jak przystało na zgraną ekipę w pierwszej kolejności podskoczyliśmy po Paulinę. Musiała przeżyć spore zaskoczenie, kiedy na wąską, niemal nieuczęszczaną uliczkę podjechało dziesięć starych fur. Wyglądaliśmy jak dobrej klasy orszak weselny i robilismy przy tym niemniej hałasu. Sprowokowało to paru mieszkańców do wyjrzenia przez okno i napawania się tym niecodziennym widokiem...






...dalej też się sporo działo. Początkowo podbiliśmy do Białej Fabryki. Nie obyło się bez sympatycznej pogadanki z "Panami Mundurowymi". W efekcie dobrze się stało, bo z miejsca nieprzystosowanego do postoju aut, udało się nam stanąć w samym centrum zamieszania, czyli bramie wejściowej do łódzkiego skansenu...



 






...następnie udaliśmy się do Muzeum Tradycji Niepodległościowych gdzie ponownie mieliśmy do czynienia z "przedstawicielami władzy", ale tym razem byli to Panowie z Milicji Obywatelskiej :D

...na samym końcu zajrzeliśmy do kompleksu Manufaktury i jej małego, klimatycznego muzeum..







 ...było przed drugą, kiedy odwoziłem Paulinę do domu. Sądząc po tym co mówiła, to idea Nocy Muzeów, połączona z bujaniem się po mieście starym wozem i zwiedzaniem nieznanego jej miasta o którym starałem się ciekawie opowiedzieć - podobała się jej...

...przyznam, że sam bawiłem się wyśmienicie. Świetne towarzystwo, mnóstwo młodych ludzi na ulicach, którzy co i rusz oglądali się za Białasem, miejsca, do których w ciągu roku nie ma czasu zajrzeć, nowe historie o mieście, które kocham. Esencja wspaniale spędzonego czasu...

...jakoś przed 3:00, po drodze na moją działkę, zajechaliśmy z Pete na stację benzynową. Byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni...




...mimo iż, jeszcze tej samej nocy wyszedłem do pracy, to nie żałuję ani jednej minuty tej wyprawy i ani sekundy spędzonej z moim gościem specjalnym...

...poznawanie ciekawych ludzi, wsłuchiwanie się w ich historię, to budowanie sobie wspaniałego obrazu rzeczywistości i kreowanie własnego życia na wzór snutych przez nich opowieści...

...Paulina - dziękuję Ci za wspaniale spędzony czas...


...zapraszam do zapoznania się z całą kolekcją zdjęć z Nocy Muzeów. Fotografie dostępne są na Flickr.com