Miało być parę fajnych ujęć, ale nie będzie niczego. Jest w pół do dwunastej, dopiero wróciłem do domu. Praktycznie to już powinienem spać, bo pobudka o 4:00...
...wrócę to opowiem wszystko ze szczegółami. Teraz spijam browarek na lepszy sen i do łóżka. Życzcie mi udanej drogi i mocy wrażeń...
... ogłaszam ponownie, że ekipa WartburgRadikalz jest znowu "on tour"...
31 lipca 2013
30 lipca 2013
ich design...
Przygotowania do Eisenach trwają cały czas, ale delikatne zmiany w aucie, miały miejsce już na tydzień przed festiwalem DUB IT! Kielce. To wtedy dokonałem delikatnego liftingu Białas, który polegał między innymi na montażu nowych lusterek. Ich historia jest dość długa. Zawsze miałem plan na przeszczepienie czegoś innego niż fabryczne sztuki, montowane na ramkę okienną drzwi. Kiedyś, szczeniackim marzeniem były produkty dedykowane do Cinquecento, potem jakieś chujowe Engelmany. Była też faza na starego typu lusterka marki Vitaloni, montowane we wczesnych Fiatach 126p...
...tylko takie fotki znalazłem w sieci...
...jakiś czas temu naszła mnie ochota na ich wyszperanie. Nadal mi się podobają, są drobne, kształtem przypominają łzę, mają delikatną nóżkę i montowane są na drzwi. Szukałem, kminiłem i trafiłem na coś zupełnie innego - Vitaloni Californian. Model montowany między innymi w Ferrari Dino czy Fiacie 124 Abarth Rally.
...zawsze o nich marzyłem. Jednak od lat były wściekle drogie, bo po prostu po za moim finansowym zasięgiem. Komplet nówek, trzeszczy dziś bowiem 360,00zł Fart chciał, że na Allegro pojawił się duet w opcji Kup Teraz za 200,00 złotówek. Długo myślałem, przeglądałem fotki wielu rożnych aut, przyglądałem się linii Burgera. W międzyczasie wysłałem mejla z pytaniem o stan. W końcu ręka mi zadrżała i kupiłem. Używane, ale w stanie niemal wzorowym. Okazyjna cena wzięła się z braku jednej podkładki pod stopkę lusterka, ale poradziłem sobie z tym. Początkowo, na wzór posiadanego egzemplarza taką wkładkę miał wycinać laserem kolega. Jednak po dwóch miesiącach dopytywania się o postępy postanowiłem zająć się tym sam. Ziomkowi podziękowałem za "pomoc" i poniekąd znajomość, bo nie przywykłem się prosić o cokolwiek i utrzymywać kontaktu z ludźmi, którzy są, jeśli sami czegoś potrzebują...
...może moje podkładki nie trzymają wymiaru setnych części milimetra i nie zostały zrobione z materiałów używanych przez NASA, ale stworzyłem je własnoręcznie. Wpadłem na pomysł, zrealizowałem go i wykonałem. Podkładki są z tektury modelarskiej. Przyłożyłem stopkę lusterka do tektury. Odrysowałem grubym flamastrem, tak aby element był nieco większy od nóżki. Wyciąłem całość nożykiem, wyszlifowałem papierem ściernym brzegi i ostatecznie wymodelowałem. Następnie zanurzyłem je w rzadkiej farbie NITRO. Papier wchłonął lakier, a po jego całkowitym wyschnięciu, pomalowałem je jeszcze raz kilkoma grubszymi warstwami czarnego, satynowego akrylu w spray'u. Tak zaimpregnowane podkładki zamontowałem na auto. Wyglądają estetycznie i spełniają swoje zadanie...
...dlaczego tyle miejsca poświęcam lusterkom ? A no dlatego, iż jeśli tylko dobrze mi wiadomo, Białas jest pierwszym Burgerem na lustrach Vitaloni Californian. Drugą sprawą jest ich design, który w kurwę mi się podoba i prześlicznie współgra z autem. Wpisuje się w linię nadwozia, szczególnie w przetłoczenie i zaokrąglenie maski. Co istotne dla takiego maniaka formy jak ja, ich budowa i kształt obniżają wizualnie nadwozie. Te lusterka zna cały świat. Szczególnie upodobali je sobie tunerzy z Japoni...
...a jakby tego było jeszcze mało - estetyka idzie w parze z użytkowością, bowiem widoczność w nich jest nieziemska, poprzez ruchome, regulowane wkłady. Wreszcie prawe lusterko jest pełnoprawnym uczestnikiem jazdy. Fajne w tym wszystkim jest to, że oba mogą być ustawione identycznie wpisując się tak ulubioną przeze mnie symetrię. Używając standardowych zwierciadeł montowanych na ramkach, prawe lusterko mogło albo być tylko dekoracją, albo być nienaturalnie przekrzywione, by choć trochę spełniało swoją rolę...
...tylko takie fotki znalazłem w sieci...
...jakiś czas temu naszła mnie ochota na ich wyszperanie. Nadal mi się podobają, są drobne, kształtem przypominają łzę, mają delikatną nóżkę i montowane są na drzwi. Szukałem, kminiłem i trafiłem na coś zupełnie innego - Vitaloni Californian. Model montowany między innymi w Ferrari Dino czy Fiacie 124 Abarth Rally.
...zawsze o nich marzyłem. Jednak od lat były wściekle drogie, bo po prostu po za moim finansowym zasięgiem. Komplet nówek, trzeszczy dziś bowiem 360,00zł Fart chciał, że na Allegro pojawił się duet w opcji Kup Teraz za 200,00 złotówek. Długo myślałem, przeglądałem fotki wielu rożnych aut, przyglądałem się linii Burgera. W międzyczasie wysłałem mejla z pytaniem o stan. W końcu ręka mi zadrżała i kupiłem. Używane, ale w stanie niemal wzorowym. Okazyjna cena wzięła się z braku jednej podkładki pod stopkę lusterka, ale poradziłem sobie z tym. Początkowo, na wzór posiadanego egzemplarza taką wkładkę miał wycinać laserem kolega. Jednak po dwóch miesiącach dopytywania się o postępy postanowiłem zająć się tym sam. Ziomkowi podziękowałem za "pomoc" i poniekąd znajomość, bo nie przywykłem się prosić o cokolwiek i utrzymywać kontaktu z ludźmi, którzy są, jeśli sami czegoś potrzebują...
...może moje podkładki nie trzymają wymiaru setnych części milimetra i nie zostały zrobione z materiałów używanych przez NASA, ale stworzyłem je własnoręcznie. Wpadłem na pomysł, zrealizowałem go i wykonałem. Podkładki są z tektury modelarskiej. Przyłożyłem stopkę lusterka do tektury. Odrysowałem grubym flamastrem, tak aby element był nieco większy od nóżki. Wyciąłem całość nożykiem, wyszlifowałem papierem ściernym brzegi i ostatecznie wymodelowałem. Następnie zanurzyłem je w rzadkiej farbie NITRO. Papier wchłonął lakier, a po jego całkowitym wyschnięciu, pomalowałem je jeszcze raz kilkoma grubszymi warstwami czarnego, satynowego akrylu w spray'u. Tak zaimpregnowane podkładki zamontowałem na auto. Wyglądają estetycznie i spełniają swoje zadanie...
...dlaczego tyle miejsca poświęcam lusterkom ? A no dlatego, iż jeśli tylko dobrze mi wiadomo, Białas jest pierwszym Burgerem na lustrach Vitaloni Californian. Drugą sprawą jest ich design, który w kurwę mi się podoba i prześlicznie współgra z autem. Wpisuje się w linię nadwozia, szczególnie w przetłoczenie i zaokrąglenie maski. Co istotne dla takiego maniaka formy jak ja, ich budowa i kształt obniżają wizualnie nadwozie. Te lusterka zna cały świat. Szczególnie upodobali je sobie tunerzy z Japoni...
...a jakby tego było jeszcze mało - estetyka idzie w parze z użytkowością, bowiem widoczność w nich jest nieziemska, poprzez ruchome, regulowane wkłady. Wreszcie prawe lusterko jest pełnoprawnym uczestnikiem jazdy. Fajne w tym wszystkim jest to, że oba mogą być ustawione identycznie wpisując się tak ulubioną przeze mnie symetrię. Używając standardowych zwierciadeł montowanych na ramkach, prawe lusterko mogło albo być tylko dekoracją, albo być nienaturalnie przekrzywione, by choć trochę spełniało swoją rolę...
...aby dodać kolejnych wyścigowych akcentów, na pokład zawitał oryginalny obrotomierz. Jest to pierwszy obrotek jaki dotychczas kupiłem. Jest używany, w stanie doskonałym. Przytwierdziłem go do obudowy popielniczki, także obyło się bez wiercenia dziur w desce rozdzielczej. Przyznam, że z braku czasu, jest to na razie tylko rekwizyt, ponieważ nie został podłączony...
...z innych drobiazgów jakie wpadły do kabiny, to zamontowałem sobie lusterko wsteczne występujące w Wartburgach 1.3 - rocznik '91. Ma tę przewagę nad fabrycznym, że nie przestawia się samo na skutek pokonywanych nierówności, a także ma opcję odchylania do drugiej tzw. martwej pozycji. Już parę razy jadąc w nocy, pstrykałem nim, unikając dochodzącej z tyłu, oślepiającej strugi reflektorów. Teraz przyda się zapewne nie raz na trasie do Niemiec...
...tyle w aucie zrobiłem przygotowując się do imprezy w Kielcach. Jakie zmiany zaszły w BurgerKing'u z okazji zbliżającego się wyjazdu na Międzynarodowy Zlot Wartburga opiszę jutro, przed samym wylotem...
...bacznie obserwujcie wątek. Już jutro parę fajnych ujęć...
28 lipca 2013
zapas zrobiłem spory...
Czas zapierdala. Nie da się ukryć. Dopiero co wróciłem z jednej imprezy, a już pora na szykowanie się do kolejnej. Auto jest na pełnym szyku, więc nie mam przy nim wiele pracy, aczkolwiek zaczynam przygotowania. Skrobnę coś o tym. Szczególnie o paru zmianach, których dokonałem już na Kielce, a jeszcze nie zdążyłem o tym wspomnieć. Jak również o kilku modach, które poczyniłem teraz, na Eisenach...
...póki co jestem na etapie dokonywania pewnych zakupów. No cóż, auto bierze mi w chuj oleju, więc i zapas zrobiłem spory. A i okazja cenowa ku temu była. Tylko 33zł za flaszkę w firmie 4Cars. Tu, u mnie, na miejscu...
...póki co jestem na etapie dokonywania pewnych zakupów. No cóż, auto bierze mi w chuj oleju, więc i zapas zrobiłem spory. A i okazja cenowa ku temu była. Tylko 33zł za flaszkę w firmie 4Cars. Tu, u mnie, na miejscu...
...jeszcze jakieś drobne zakupsy, niewielkie prace przy aucie, pakowanie i w drogę. Do wyjazdu wszak już tylko 3 dni...
25 lipca 2013
nie kocham cię...
Tak bardzo chciałbym powiedzieć kocham Cię. Tak zwyczajnie, mimowolnie, jednak nie potrafię. Nie wiem czy kiedykolwiek umiałem, czy tylko mi się wydawało. Chyba nigdy Cię nie kochałem. Kochać to być zawsze, to nie stawiać warunków, nie mieć pretensji, wybaczać i trwać. A ja ? Wszak tyle razy zawodziłem. Tak wiele razy odpuszczałem, dawałem za wygraną. Ba, za wszystkie swoje klęski, niepowodzenia, całe pasma porażek obwiniałem tylko Ciebie. I mimo, że dziś starszy, mądrzejszy nieco, robię to nadal. Winy szukam w Tobie...
...do dziś nie nauczyłem się brać pełnych haustów, łapać chwil, chwytać momentów. A przecież to nie Twoja wina. To ograniczenie siedzi gdzieś głęboko we mnie. Nikt do dziś go nie wydobył i czego bym nie robił, jakich spobów się nie chwytał, rad nie słuchał to nadal, nie kocham Cię...
...nie czekam na dar losu, nie liczę na łut szczęścia czy jakiś prezent od Boga. Boga ? Wszak Boga nie ma. Tutaj Bogiem jest Śmierć i wszechobecne cierpienie. Nijak od niego oczekiwać czegoś wartościowego. Dlatego też sami zmuszeni jesteśmy pchać swój wagonik na oślep, po krętych szynach, licząć, że jeśli się wykolei to tylko na chwilę, i że z łatwością wstawimy go na odpowiedni tor. Po wszystkim ruszymy dalej błądząc po omacku, błagając opatrznoś o chwilę wytchnienia. Tyle, że te szyny zawsze są krzywe, a bagaż doświadczeń jaki taszczymy z tym tytanicznym wysiłkiem, z wiekiem staje się coraz cięższy. W pojedynke przestajemy sobie z tym radzić. Zakrętów przybywa, zaliczamy kolejne upadki. Po każdym następnym coraz trudniej jest nam się podnieść. I tu większoś z Was otrzymuje pomocną dłoń od towarzysza swych zmagań. Ale co wtedy, gdy tory nigdy nie naprowadzą nas na kogoś takiego...
...żebym mógł Cię szczerze pokochać musisz ofiarować mi kogoś kto pokocha mnie. Musisz. Wiem, Ty niczego nie musisz. Jesteś sobie same sterem i żaglem. Żąglujesz innymi, samo nie dając się nikomu kierować. Dlatego chyba zmuszony jestem brać co dajesz w swej łasce. Starać się mogę, ale wychodzi mi to tak nieporadnie, że prędzej sczeznę z tęsknoty, niż sam coś wskóram w tym względzie. Z resztą zauważam, że bawisz się mną i przykro doświadczas, bo im bardziej chcę przerwać ten stan, tym mocniej dajesz mi do zrozumienia, że nie mam szans. Głowę od tego rozerwać mi chce, kiedy o tym wszystkim myślę, a uwierz mi robię to tysiące razy w ciągu dnia...
...dlatego, życie - nie kocham cię...
...do dziś nie nauczyłem się brać pełnych haustów, łapać chwil, chwytać momentów. A przecież to nie Twoja wina. To ograniczenie siedzi gdzieś głęboko we mnie. Nikt do dziś go nie wydobył i czego bym nie robił, jakich spobów się nie chwytał, rad nie słuchał to nadal, nie kocham Cię...
...nie czekam na dar losu, nie liczę na łut szczęścia czy jakiś prezent od Boga. Boga ? Wszak Boga nie ma. Tutaj Bogiem jest Śmierć i wszechobecne cierpienie. Nijak od niego oczekiwać czegoś wartościowego. Dlatego też sami zmuszeni jesteśmy pchać swój wagonik na oślep, po krętych szynach, licząć, że jeśli się wykolei to tylko na chwilę, i że z łatwością wstawimy go na odpowiedni tor. Po wszystkim ruszymy dalej błądząc po omacku, błagając opatrznoś o chwilę wytchnienia. Tyle, że te szyny zawsze są krzywe, a bagaż doświadczeń jaki taszczymy z tym tytanicznym wysiłkiem, z wiekiem staje się coraz cięższy. W pojedynke przestajemy sobie z tym radzić. Zakrętów przybywa, zaliczamy kolejne upadki. Po każdym następnym coraz trudniej jest nam się podnieść. I tu większoś z Was otrzymuje pomocną dłoń od towarzysza swych zmagań. Ale co wtedy, gdy tory nigdy nie naprowadzą nas na kogoś takiego...
...żebym mógł Cię szczerze pokochać musisz ofiarować mi kogoś kto pokocha mnie. Musisz. Wiem, Ty niczego nie musisz. Jesteś sobie same sterem i żaglem. Żąglujesz innymi, samo nie dając się nikomu kierować. Dlatego chyba zmuszony jestem brać co dajesz w swej łasce. Starać się mogę, ale wychodzi mi to tak nieporadnie, że prędzej sczeznę z tęsknoty, niż sam coś wskóram w tym względzie. Z resztą zauważam, że bawisz się mną i przykro doświadczas, bo im bardziej chcę przerwać ten stan, tym mocniej dajesz mi do zrozumienia, że nie mam szans. Głowę od tego rozerwać mi chce, kiedy o tym wszystkim myślę, a uwierz mi robię to tysiące razy w ciągu dnia...
...dlatego, życie - nie kocham cię...
15 lipca 2013
stary dobry skurwiel...
Czy jestem tylko życiowym frustratem, czy wszystko czego się dotknę
zamieniam w perzynę. Nie i to jest co najmniej dziwne. Ostatnio
najlepszą sprawą jaka mi się udaje, to szkoła. Studiowanie po prostu mi pasuje i
wychodzi. Ażeby nie być gołosłownym, to w zeszłym semestrze średnia za zdobyte
oceny opiewała na poziomie 4,74, w tym natomiast wyniosła 4,85. Oczywiście dobre
noty, to nie wyznacznik tego, że jest się w czymś dobrym, ale pewien sygnał, iż
warto iść za ciosem i szukać sobie miejsca w tej konwencji. Wykładowcy również
motywują mnie do pracy mówiąc, że jestem osobą ambitną, wyróżniającą się na tle
innych studentów, osobą z dużym potencjałem. To cieszy i mimo, iż nie wiem jak
to wszystko się ułoży, to na tę stronę księżyca patrzę jako na tą mocniej
oświetloną...
...robiąc ten trudny rachunek sumienia, mogę powiedzieć sobie szczerze co jeszcze mi wychodzi. Jest to Wartburg. Tak, znowu on. To przekleństwo i zbawienie jednocześnie. Auto, które zabrało mi tak wiele, dając mi jeszcze więcej. Reaktywowana strona WartburgRadikalz cieszy się znowu powodzeniem, odnotowujemy średnio po sto unikalnych wejść dziennie, z resztą sama praca przy niej, daje mi niezłego kopa i powód do poszukiwania kolejnych tematów. A co do samego auta to również odczuwam pełną satysfakcję. Wreszcie jest dobra gleba, konkretne koło i spójny styl jaki prezentuje. Wcześniej odczuwałem pewien estetyczny dyskomfort, pewnego rodzaju stylistyczne niedowartościowanie. Bowiem w porównaniu do auta Wujka, mój Burger wydawał mi się nijaki, gorszy, słabszy, a na pewno brzydszy. Jednak wyjazd na kresy uświadomił mi jedno. Białas jest skurwysynem. Nawet przez myśl przeszło mi, że założenie polerowanych alusów odbierze mu charakteru, ale to nadal ten sam stary dobry skurwiel. Ma być niski, ordynarny, prosty - ba, on ma być prostakiem. Spartański styl auta żywcem ściągniętego z toru. Nie musi wyglądać, ma przyspieszać bicie serca i wzbudzać emocje. Uwierzcie mi, robi to. Kiedy drze pape na drugiej gardzieli, nie ma osoby, która się za nim nie obejrzy. A kiedy chce bezszelestnie dotoczyć się do skrzyżowania, też to potrafi. Dwoista natura. Niemal jak ja...
...ostatnią kwestią jaką mogę przyjąć za plus to moja prywatna wojna wypowiedziana wadze. Potyczka trwa od dawna. Wojny pewnie nie wygram nigdy, ale póki co odnotowuję wygrane bitwy. Od kiedy znowu się zawziąłem ubyło mi siedem kilogramów. W ruch poszedł rower, moja dieta i najistotniejsze - przestawienie głowy na odpowiednie tory. Po prostu wyznaczyłem sobie ambitny cel. Bałem się, że nie starczy mi wytrwałości, szczególnie po odmowie kolejnej dziewczyny. Mimo wszystko nie powiedziałem sobie - Piotrek, kurwa to bez sensu. Starasz się czy nie i tak nic z tego nie wychodzi. Po co się katować ? Nawet tak nie pomyślałem, bo robię to przede wszystkim dla siebie. Dla ciała i ducha. Może dzięki temu uzyskam pewnego rodzaju rozejm z niepewnością. Taką mam nadzieję. Z resztą bez wyzwań, człowiek sczezłby i nie różnił się od warzywa czekającego na uschnięcie...
...tak więc jeśli nawet nie znajdę kobiety mych marzeń, dziewczyny ze snów, pozostanie mi starać się być najlepszym w tym co mi wychodzi i pracować, zarabiać dobry hajs i "kupić sobie miłość"albo chociaż przyjaźń. Takim niemal kontraktowym związkiem, z odpowiednim zapisem w intercyzie zapewniłbym sobie wsparcie "drugiej połowy" na starość :D
...robiąc ten trudny rachunek sumienia, mogę powiedzieć sobie szczerze co jeszcze mi wychodzi. Jest to Wartburg. Tak, znowu on. To przekleństwo i zbawienie jednocześnie. Auto, które zabrało mi tak wiele, dając mi jeszcze więcej. Reaktywowana strona WartburgRadikalz cieszy się znowu powodzeniem, odnotowujemy średnio po sto unikalnych wejść dziennie, z resztą sama praca przy niej, daje mi niezłego kopa i powód do poszukiwania kolejnych tematów. A co do samego auta to również odczuwam pełną satysfakcję. Wreszcie jest dobra gleba, konkretne koło i spójny styl jaki prezentuje. Wcześniej odczuwałem pewien estetyczny dyskomfort, pewnego rodzaju stylistyczne niedowartościowanie. Bowiem w porównaniu do auta Wujka, mój Burger wydawał mi się nijaki, gorszy, słabszy, a na pewno brzydszy. Jednak wyjazd na kresy uświadomił mi jedno. Białas jest skurwysynem. Nawet przez myśl przeszło mi, że założenie polerowanych alusów odbierze mu charakteru, ale to nadal ten sam stary dobry skurwiel. Ma być niski, ordynarny, prosty - ba, on ma być prostakiem. Spartański styl auta żywcem ściągniętego z toru. Nie musi wyglądać, ma przyspieszać bicie serca i wzbudzać emocje. Uwierzcie mi, robi to. Kiedy drze pape na drugiej gardzieli, nie ma osoby, która się za nim nie obejrzy. A kiedy chce bezszelestnie dotoczyć się do skrzyżowania, też to potrafi. Dwoista natura. Niemal jak ja...
...ostatnią kwestią jaką mogę przyjąć za plus to moja prywatna wojna wypowiedziana wadze. Potyczka trwa od dawna. Wojny pewnie nie wygram nigdy, ale póki co odnotowuję wygrane bitwy. Od kiedy znowu się zawziąłem ubyło mi siedem kilogramów. W ruch poszedł rower, moja dieta i najistotniejsze - przestawienie głowy na odpowiednie tory. Po prostu wyznaczyłem sobie ambitny cel. Bałem się, że nie starczy mi wytrwałości, szczególnie po odmowie kolejnej dziewczyny. Mimo wszystko nie powiedziałem sobie - Piotrek, kurwa to bez sensu. Starasz się czy nie i tak nic z tego nie wychodzi. Po co się katować ? Nawet tak nie pomyślałem, bo robię to przede wszystkim dla siebie. Dla ciała i ducha. Może dzięki temu uzyskam pewnego rodzaju rozejm z niepewnością. Taką mam nadzieję. Z resztą bez wyzwań, człowiek sczezłby i nie różnił się od warzywa czekającego na uschnięcie...
...tak więc jeśli nawet nie znajdę kobiety mych marzeń, dziewczyny ze snów, pozostanie mi starać się być najlepszym w tym co mi wychodzi i pracować, zarabiać dobry hajs i "kupić sobie miłość"albo chociaż przyjaźń. Takim niemal kontraktowym związkiem, z odpowiednim zapisem w intercyzie zapewniłbym sobie wsparcie "drugiej połowy" na starość :D
07 lipca 2013
setki pytań...
Czas wakacji to moment dla mnie dość ciężki. Głównie ze
względu na widoki dochodzące z ulic, skwerów, pubów. Kocham wakacje, ale
nie umiem sobie z tym poradzić. Chyba ostatnio szczególnie. Może
dlatego, że zaliczyłem kolejne NIE. Trudno powiedzieć. Nie potrafię tego
do końca nazwać. Zrozumie to tylko osoba, która to kiedyś przeżyła. To
dziwna, trudna do zaakceptowania tęsknota, żal, płytka zazdrość. Tyle
ślicznych, czasami odważnych , innym razem bardziej wycofanych dziewczyn
przemyka samotnie obok mnie. Czasami odwzajemnią uśmiech, innym razem
na moje mrugniecie okiem, staną jak wryte. Zaskoczone sytuacją, a może
zdziwione, że ktoś taki jak ja ma czelność zakłócać im sferę
nietykalności, choćby wzrokowej...
...trzydzieści jeden lat, które skończyłem również nie
pomaga. Ludzie w tym wieku są już zajęci, zaręczeni, po ślubie. Ludzie w
moim wieku chodzą z dziećmi pod rękę. Może właśnie dlatego ciągle
towarzyszy mi niepowodzenie i pasmo porażek. Jeśli mogę być szczery, a
sam ze sobą powinienem być zawsze, to w większości odmów jakie napotykam
na ścieżce starań, wychodzi na jaw kwestia bycia w związku lub obrączki. Z resztą
tak właśnie było ostatnio...
...gdzie spieprzyło dziesięć lat. Czas, w którym kumple
umawiali się z dziewczynami, poznawali ich naturę, badali zwyczaje,
utwierdzali się w przekonaniu czego chcą i czego oczekują od związków.
Gdzie ? Na opychaniu się, uciekaniu od problemów, użalania się nad sobą i
pogrążaniu w marzeniach, jedynej sferze, w której wszystko się
układało, gdzie mogłem być każdym i mieć je wszystkie. Czasami myślę
sobie, że tyle lat spędzonych przy Wartburgu, to piętno i niemal
przekleństwo, a jednak wybawienie. Szczęście, bowiem tacy życiowi
frustraci i popaprańcy często lecą w alkohol, dragi czy inne kłopoty. Ja
natomiast uciekałem od problemów w auto. Myślę, że gdyby nie Wartburg,
cała filozofia posiadania klasyka, grupa znajomych, serwis internetowy,
to już bym nie żył. Dramatyzuję ? Po trosze tak, ale wielokrotnie
myślałem o skończeniu tej męczarni. Jednak zawsze by jakiś cel, praca do
wykonania, kasa do zgarnięcia, fanty do kupienia, zlot do ogarnięcia...
...dla wielu z Was jestem wiecznym marudą, wręcz zawodowym
narzekaczem. Podobno fruzie wolą optymistów. Podobno. Tylko jak nim być,
kiedy głowa podpowiada wszystko co najgorsze. O ile jeszcze w ciągu
dnia, samopoczucie jest jeszcze dla mnie wyrozumiałe, to wieczorami,
chcąc chyba wyrównać rachunki, dopada mnie z podwójną mocą...
...czy przegrałem, czy jest już za późno ? Zapewne trochę
tak, czasu nie cofnę. Wielu rzeczy nie nadrobię nigdy, a w szczególności
dekady, nawet gdybym dostał szansę na dłuższe życie..
...czy próbuję coś zmienić ? Chciałbym powiedzieć
bezapelacyjnie, tak. Jednak kiedy dopada mnie zwątpienie odpuszczam
wszystko. Szukanie, rozglądanie się, proponowanie kaw, herbat. Co prawda
mówię tak sobie aż do momentu kiedy nie spotkam jakiejś fajnej fruzi.
Wspinając się na wyżyny śmiałości, pytam wprost...
...w pewnym sensie przyzwyczaiłem się do pewnego schematu.
Pytam czy miała by ochotę gdzieś wyskoczyć, potem słyszę nie, więc
grzecznie dziękuję, zamykam się w sobie, powtarzam, że ostatni raz
spróbowałem. Wątpię w siebie, w dziewczyny, w idee bycia z kimś,
starania się. Oczami wyobraźni widzę, że czeka mnie samotna starość, że
jeśli nawet kogoś spotkam, to będę już pod czterdziestkę i nie nacieszę
się tą drugą osobą tak jak mógłbym to zrobić teraz, czy parę lat temu.
Przejebany scenariusz, ale tak rzeczywisty, że aż w niego uwierzyłem...
...popieprzone jest również to, że bez względu na to czy
staram się, czy totalnie to olewam, efekty są te same. Wkurwia mnie Wasze
podejście, które sprowadza się do hasła - przyjdzie czas na ciebie,
sama się znajdzie, miej wyjebane, a będzie ci dane. Doprawdy ? Koło
pięćdziesiątki, dzięki. Z resztą do tego czasu będę wrakiem człowieka,
albo skończę ze sobą, nie umiejąc sobie z tym poradzić. Czuję się totalnie rozczarowany i sfrustrowany, bo żadne
z Waszych złotych zasad nie działa. Może po prostu jestem skazany na samotność, jak Riedel na blues'a i wszystkie te niepowodzenia, to nie
tylko przypadek...
...czy tak samo trzeba dorosnąć do miłości ? Jeśli tak, to
jestem już jak ta lekko przesuszona, przejrzała śliwka na drzewie, którą
nikt się nie interesuje, która czeka na niechybny upadek z wysokości.
Dlatego też póki co, mogę tylko popatrzeć, pomarzyć i powdychać perfumy
wszystkich tych przechodzących sztuk...
...setki pytań, rozkmin, wątpliwości, a ja zawsze łapię
się na tym, że siedząc w aucie, widząc śliczną dziewczynę stojącą na
przejściu dla pieszych, modlę się aby skręciła w moim kierunku. Będę
mógł wtedy bezkarnie popatrzeć nieco dłużej na ten zjawiskowy
obiekt, spojrzeć jej w oczy, licząc na uśmiech...
...bardziej pozytywny ciąg dalszy nastąpi...
26 czerwca 2013
na karuzeli...
Życie mi wcale nie zwolniło. Nawinięte na kołowrotek zapiernicza jak chomik na karuzeli i nie chce wyhamować. Mam nadzieję, że nie potknę się w biegu i rażony siłą odśrodkową z niej nie wypadnę...
...właśnie wróciłem z czterodniowego wypadu nad morze. I mimo, iż trudno nazwać to wypoczynkiem, bo miałem dużą robotę do wykonania, to sporo rzeczy znowu przemyślałem. Parę celnych spostrzeżeń znalazłem wśród tych zwykłych rozkmin tak podobnych do ziaren plażowego piachu...
...zaległości na blogu nadal gonią mnie jak ciągle spływające pocztą, niezapłacone rachunki. Staram się, robię co mogę, ale powoli gubię się...
...ostatnie, obfitujące w ciekawe zdarzenia tygodnie sprawiły, że załapałem delikatne tyły na uczelni. Nawet nie chodzi o gorsze oceny, tylko nadal zbieram wpisy, przede mną jeszcze jeden egzamin, zaległe prace wiszące nad głową jak ostrze, wynalazku, chirurga Joseph'a Ignace'a Guillotin'a...
...dopóki się z tym nie uporam, nie liczcie na coś więcej niż parę zdań. Czekam również na kilka fotek z wypadu na ślub Moniki i Marka, które Wujek trzyma skrycie, niczym algorytm opisujący metodę szyfrującą Enigmę - co zrobić...
...choć nie mam już tak wiele czasu jak kiedyś, to nadal trochę mi go zostało, dlatego też - spokojnie, poczekam. Zajęcie mam, tym bardziej, że reaktywowaliśmy z moim ziomkiem serwis WartburgRadikalz.com co również wpływa na częstotliwość wpisów tutaj...
...żyję dalej, nadal na podkręconych obrotach. Może to kwestia "końca roku szkolnego", wakacji, a może po prostu sentencji która ostatnio utkwiła mi gdzieś na wolnych przestrzeniach mózgu - "w życiu piękne są tylko chwile"...
...stąd też ten wymowny track na koniec dzisiejszego wpisu...
...choć nie mam już tak wiele czasu jak kiedyś, to nadal trochę mi go zostało, dlatego też - spokojnie, poczekam. Zajęcie mam, tym bardziej, że reaktywowaliśmy z moim ziomkiem serwis WartburgRadikalz.com co również wpływa na częstotliwość wpisów tutaj...
...żyję dalej, nadal na podkręconych obrotach. Może to kwestia "końca roku szkolnego", wakacji, a może po prostu sentencji która ostatnio utkwiła mi gdzieś na wolnych przestrzeniach mózgu - "w życiu piękne są tylko chwile"...
...stąd też ten wymowny track na koniec dzisiejszego wpisu...
Rób to, co kochasz
A to, co mówią wyłącz
Masz przełącznik w swojej głowie
Na pohybel skurwysynom...
A to, co mówią wyłącz
Masz przełącznik w swojej głowie
Na pohybel skurwysynom...
17 czerwca 2013
oczarowany miejscem...
I kiedy myślałem sobie, że atrakcji mam już dość, dostałem zaproszenie na specyficzną, kameralną, ale jakże klimatyczną imprezę. Była to parapetówka, zaplanowana na 25 maja, połączona z oficjalnym otwarciem dwóch niesamowitych firm - CustomFactory i Wheel-Wide.com a także stacjonarnego przedstawicielstwa marki Dickies...
...zapewne firmę Staszka i Bartoszka - Wheel-Wide.com kojarzycie. Robią felgi, tną, spawają, poszerzają, polerują. Natomiast ekipa z CustomFactory to grupka fanatyków sprzętu z byłego NRD. Prorok, Qbs i Arczer - faceci poznani jeszcze za starych dobrych czasów, kiedy mnie chciało się tworzyć zręby jakiegoś parszywego klubu, a im tworzyć zwartą grupę Trabanciarzy. Czy już im się nie chce ? Nie wiem, zapewne, każdy z nas z tego wyrósł i teraz przeżywa życie na swój sposób. Oni wiedzą jak to robić i robią to dobrze. Odbudowują profesjonalnie stare samochody i chwała im za to...
...byłem oczarowany miejscem, atmosferą, ludźmi. Zawsze ciągnęło mnie do takich rzeczy. Zajmować się tym na poważnie już pewnie nigdy nie będę. Może właśnie dlatego tak bardzo zazdroszczę im tej wytrwałości, wiary w marzenia, dążenia do celu, samozaparcia i siły. Mnie dane będzie chyba tylko pisanie o takich fantastycznych inicjatywach, osobach i autach, które niczym feniks będą rodzić się na nowo dzięki ich staraniom...
...nieskromnie powiem, że mieliśmy udział w tym wydarzeniu. Mianowicie nasz grill, ten sam, którego używaliśmy na imprezie Deluxe BBQ, autorstwa Jędrasa, grał pierwsze skrzypce na evencie. Doczekał się nawet uszczypliwego przezwiska, grilla przemysłowego. No cóż, wszystko co robimy, robimy z rozmachem, na pełnej kurwie, jak przystało na radykałów :D
![]() |
| kliknij na obrazek aby przejść do galerii Flickr.com |
...zapraszam do skromnej fotorelacji. Nie odda ona zapewne nastroju dobrej zabawy, uczucia wspaniałego humoru jaki miałem i doznań estetycznych, które towarzyszyły mi widząc w jednym miejscu tyle pięknych aut i kobiet. A szczególnie jednej...
13 czerwca 2013
nowe historie...
Paulinę poznałem na lutowej wycieczce do stolicy kresów wschodnich. Zajrzała na spotkanie wspólnej paczki znajomych Moniki i Wujka. Jak się potem okazało, przyszło nam się jeszcze spotkać i nie dość, że nie raz, to miałem tę przyjemność, iż gościłem ją u siebie w mieście...
...w środę wieczorem przyjechałem z nad morza i niedługo później dostałem informację, że Paula wybiera się do siostry na parę dni i proponuje mi wyjście na piwo. Od razu pomyślałem - fajnie, bo doczekałem się wreszcie momentu, w którym kobieta zaprasza mnie na browar. Przyznaję, że to bardzo przyjemne uczucie...
...ustawiliśmy się na czwartek. Zaczęliśmy od Esplanady, w której usiedliśmy sobie przy stoliku wystawionym na sam deptak. Sącząc Pilsnera miałem nieukrywaną przyjemność oglądać ludzi i podziwiać Piotrkowską w jej całej okazałości. Równocześnie chłonąc ten niemal wakacyjny klimat i chwilowe powiewy chłodu, które niczym niedowidzący cenzor nie reagowały na zbyt kuse sukienki spacerujących dziewczyn, napawałem się wolnością...
...niestety jeszcze przed 23:00 poproszeni przez "barczystego Pana Staszka" o "wyjście", uregulowaliśmy rachunek i ruszyliśmy na dalsze balety. Klub PRL, potem Bistro. Atmosfera luzu i swobody chyba natknęła nas oboje, bo bawić się skończyliśmy jakoś przed drugą. Takich chwil mi zawsze mało, więc pochłaniałem je łapczywie jak białoruski bojownik, demokrację...
...to był dobry czas, ponieważ miło było mi go spędzić w towarzystwie sympatycznej, ślicznej, ale przede wszystkim inteligentnej i mądrej dziewczyny. Fajne było również to, iż nie był to koniec wspólnych chwil. Umówiliśmy się bowiem w sobotę na Noc Muzeów. Na początku sądziłem, że wezmę BurgerKing'a i odwiedzimy ze dwa czy trzy muzea. Jednak wyszła z tego bardzo fajna impreza...
...na profilu Zrzeszenia Łódzkich Klasyków Pete dał odpowiednie ogłoszenie i w efekcie na spotkanie przybyła całkiem spora grupka aut. Około 19:00, w dostojnej kolumnie klasyków, ruszyliśmy w miasto...
...jak przystało na zgraną ekipę w pierwszej kolejności podskoczyliśmy po Paulinę. Musiała przeżyć spore zaskoczenie, kiedy na wąską, niemal nieuczęszczaną uliczkę podjechało dziesięć starych fur. Wyglądaliśmy jak dobrej klasy orszak weselny i robilismy przy tym niemniej hałasu. Sprowokowało to paru mieszkańców do wyjrzenia przez okno i napawania się tym niecodziennym widokiem...
...dalej też się sporo działo. Początkowo podbiliśmy do Białej Fabryki. Nie obyło się bez sympatycznej pogadanki z "Panami Mundurowymi". W efekcie dobrze się stało, bo z miejsca nieprzystosowanego do postoju aut, udało się nam stanąć w samym centrum zamieszania, czyli bramie wejściowej do łódzkiego skansenu...
...następnie udaliśmy się do Muzeum Tradycji Niepodległościowych gdzie ponownie mieliśmy do czynienia z "przedstawicielami władzy", ale tym razem byli to Panowie z Milicji Obywatelskiej :D
...na samym końcu zajrzeliśmy do kompleksu Manufaktury i jej małego, klimatycznego muzeum..
...było przed drugą, kiedy odwoziłem Paulinę do domu. Sądząc po tym co mówiła, to idea Nocy Muzeów, połączona z bujaniem się po mieście starym wozem i zwiedzaniem nieznanego jej miasta o którym starałem się ciekawie opowiedzieć - podobała się jej...
...przyznam, że sam bawiłem się wyśmienicie. Świetne towarzystwo, mnóstwo młodych ludzi na ulicach, którzy co i rusz oglądali się za Białasem, miejsca, do których w ciągu roku nie ma czasu zajrzeć, nowe historie o mieście, które kocham. Esencja wspaniale spędzonego czasu...
...jakoś przed 3:00, po drodze na moją działkę, zajechaliśmy z Pete na stację benzynową. Byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni...
...mimo iż, jeszcze tej samej nocy wyszedłem do pracy, to nie żałuję ani jednej minuty tej wyprawy i ani sekundy spędzonej z moim gościem specjalnym...
...poznawanie ciekawych ludzi, wsłuchiwanie się w ich historię, to budowanie sobie wspaniałego obrazu rzeczywistości i kreowanie własnego życia na wzór snutych przez nich opowieści...
...Paulina - dziękuję Ci za wspaniale spędzony czas...
...zapraszam do zapoznania się z całą kolekcją zdjęć z Nocy Muzeów. Fotografie dostępne są na Flickr.com
...w środę wieczorem przyjechałem z nad morza i niedługo później dostałem informację, że Paula wybiera się do siostry na parę dni i proponuje mi wyjście na piwo. Od razu pomyślałem - fajnie, bo doczekałem się wreszcie momentu, w którym kobieta zaprasza mnie na browar. Przyznaję, że to bardzo przyjemne uczucie...
...ustawiliśmy się na czwartek. Zaczęliśmy od Esplanady, w której usiedliśmy sobie przy stoliku wystawionym na sam deptak. Sącząc Pilsnera miałem nieukrywaną przyjemność oglądać ludzi i podziwiać Piotrkowską w jej całej okazałości. Równocześnie chłonąc ten niemal wakacyjny klimat i chwilowe powiewy chłodu, które niczym niedowidzący cenzor nie reagowały na zbyt kuse sukienki spacerujących dziewczyn, napawałem się wolnością...
...niestety jeszcze przed 23:00 poproszeni przez "barczystego Pana Staszka" o "wyjście", uregulowaliśmy rachunek i ruszyliśmy na dalsze balety. Klub PRL, potem Bistro. Atmosfera luzu i swobody chyba natknęła nas oboje, bo bawić się skończyliśmy jakoś przed drugą. Takich chwil mi zawsze mało, więc pochłaniałem je łapczywie jak białoruski bojownik, demokrację...
...to był dobry czas, ponieważ miło było mi go spędzić w towarzystwie sympatycznej, ślicznej, ale przede wszystkim inteligentnej i mądrej dziewczyny. Fajne było również to, iż nie był to koniec wspólnych chwil. Umówiliśmy się bowiem w sobotę na Noc Muzeów. Na początku sądziłem, że wezmę BurgerKing'a i odwiedzimy ze dwa czy trzy muzea. Jednak wyszła z tego bardzo fajna impreza...
...na profilu Zrzeszenia Łódzkich Klasyków Pete dał odpowiednie ogłoszenie i w efekcie na spotkanie przybyła całkiem spora grupka aut. Około 19:00, w dostojnej kolumnie klasyków, ruszyliśmy w miasto...
...jak przystało na zgraną ekipę w pierwszej kolejności podskoczyliśmy po Paulinę. Musiała przeżyć spore zaskoczenie, kiedy na wąską, niemal nieuczęszczaną uliczkę podjechało dziesięć starych fur. Wyglądaliśmy jak dobrej klasy orszak weselny i robilismy przy tym niemniej hałasu. Sprowokowało to paru mieszkańców do wyjrzenia przez okno i napawania się tym niecodziennym widokiem...
...dalej też się sporo działo. Początkowo podbiliśmy do Białej Fabryki. Nie obyło się bez sympatycznej pogadanki z "Panami Mundurowymi". W efekcie dobrze się stało, bo z miejsca nieprzystosowanego do postoju aut, udało się nam stanąć w samym centrum zamieszania, czyli bramie wejściowej do łódzkiego skansenu...
...następnie udaliśmy się do Muzeum Tradycji Niepodległościowych gdzie ponownie mieliśmy do czynienia z "przedstawicielami władzy", ale tym razem byli to Panowie z Milicji Obywatelskiej :D
...na samym końcu zajrzeliśmy do kompleksu Manufaktury i jej małego, klimatycznego muzeum..
...przyznam, że sam bawiłem się wyśmienicie. Świetne towarzystwo, mnóstwo młodych ludzi na ulicach, którzy co i rusz oglądali się za Białasem, miejsca, do których w ciągu roku nie ma czasu zajrzeć, nowe historie o mieście, które kocham. Esencja wspaniale spędzonego czasu...
...jakoś przed 3:00, po drodze na moją działkę, zajechaliśmy z Pete na stację benzynową. Byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni...
...mimo iż, jeszcze tej samej nocy wyszedłem do pracy, to nie żałuję ani jednej minuty tej wyprawy i ani sekundy spędzonej z moim gościem specjalnym...
...poznawanie ciekawych ludzi, wsłuchiwanie się w ich historię, to budowanie sobie wspaniałego obrazu rzeczywistości i kreowanie własnego życia na wzór snutych przez nich opowieści...
...Paulina - dziękuję Ci za wspaniale spędzony czas...
...zapraszam do zapoznania się z całą kolekcją zdjęć z Nocy Muzeów. Fotografie dostępne są na Flickr.com
05 czerwca 2013
docenić takie chwile...
To był dopiero początek dni, które spędziłem intensywnie i ciekawie. Ten stan trwa do dziś. Do tego stopnia, iż właśnie teraz pakuję się do drogi niemal na Ukrainę. Wstałem dziś przed 6:00 aby spisać co nieco i tym samym zmniejszyć zaległości w moim "pamiętniku". Bo przede mną kolejne zajebiste przeżycia, setki wspomnień, po nich tysiące wersów do zapisania...
...kiedy myślałem, że moje życie znowu wróciło do normy po warszawskiej eskapadzie, los się ponownie do mnie uśmiechnął i sprawił, że na dwa dni wyrwałem się z szarej rzeczywistości. We wtorek 14 maja już niemal dotarłem na zajęcia, prawie na nich byłem, kiedy dostałem telefon od ojca z informacją, że musimy lecieć awaryjnie nad morze do Ustroni Morskich. Od ładnych paru lat trzymamy tam przyczepę kempingową, która częściowo służy mojej rodzinie do wypoczynku, ale również jest "wypuszczana" znajomym czy reszcie naszej rodziny. Co roku, po zakończonym sezonie spakowana jak ogromna paczka zimuje sobie spokojnie na parkingu w jednym z ośrodków wczasowych czekając na kolejny lipiec. W tym roku jednak okazało się, że zaczęła przeszkadzać z powodu toczącego się tam remontu. Nie było wyjścia i trzeba było dać w pedał i wyruszyć nad morze...
...nie było wyjścia, heh. Dobra - ta wyprawa to była czysta przyjemność. Zalaliśmy do pełna Bagietkę, spakowaliśmy jakieś narzędzia, kółko manewrowe od karawanu i w efekcie wyruszyliśmy koło 15:00 w drogę. Trasa spokojna, ze względu na bogaty "życiorys punktowy" pokonana zgodnie z przepisami na całym odcinku 460km. Po prawie siedmiu godzinach drogi byliśmy na miejscu. Warto tutaj nadmienić, że koło w pół do dziesiątej było tam jeszcze stosunkowo jasno...
...zobaczyliśmy, że przyczepa została wstępnie przestawiona przez pracowników, na całe szczęście z dużą dbałością o jej stan. Także, tego wieczoru pozostało nam zanocować u znajomych i następnego dnia rano zacząć szukać nowego placu, na którym nasz domek na kółkach mógłby doczekać do sezonu. Z głową niespokojną, pełną refleksów świateł przejeżdżających aut zasnąłem jak kamień...
...poranek przywitał mnie i tatę mega słońcem, a delikatny szum wiatru zwiastował piękną pogodę. Mimo, iż nie mieliśmy pomysłu na nową kwaterę to po wykonaniu paru telefonów udało się załatwić pusty plac, obok domu mieszkalnego jednego z rezydentów Sianożęt. To był strzał w dziesiątkę...
...najtrudniejszy cel został osiągnięty stosunkowo łatwo. Mając przed sobą przepiękny dzień i widmo kolejnych kilku godzin spędzonych w aucie, nie mogliśmy odmówić sobie wyjścia na plażę. Byłem zaskoczony ilością osób, które wygrzewały się na piasku w środku maja. Choć wypada jeszcze dodać, iż paru szaleńców kąpało się namiętnie, co przyprawiło mnie o zimny dreszcz. Ja po zamoczeniu nóg miałem już dość lodowatej wody...
...nie jestem fanem tzw. "samojebek", ale w tak pięknych okolicznościach jakoś nie mogłem się powstrzymać, szczególnie, że zdjęcie zaraz trafiło na facebook'a wprawiając w osłupienie moją siostrę i parę osób z mojej uczelni, które w tym czasie siedziały w ciasnych murach szkoły...
...kiedy myślałem, że moje życie znowu wróciło do normy po warszawskiej eskapadzie, los się ponownie do mnie uśmiechnął i sprawił, że na dwa dni wyrwałem się z szarej rzeczywistości. We wtorek 14 maja już niemal dotarłem na zajęcia, prawie na nich byłem, kiedy dostałem telefon od ojca z informacją, że musimy lecieć awaryjnie nad morze do Ustroni Morskich. Od ładnych paru lat trzymamy tam przyczepę kempingową, która częściowo służy mojej rodzinie do wypoczynku, ale również jest "wypuszczana" znajomym czy reszcie naszej rodziny. Co roku, po zakończonym sezonie spakowana jak ogromna paczka zimuje sobie spokojnie na parkingu w jednym z ośrodków wczasowych czekając na kolejny lipiec. W tym roku jednak okazało się, że zaczęła przeszkadzać z powodu toczącego się tam remontu. Nie było wyjścia i trzeba było dać w pedał i wyruszyć nad morze...
...nie było wyjścia, heh. Dobra - ta wyprawa to była czysta przyjemność. Zalaliśmy do pełna Bagietkę, spakowaliśmy jakieś narzędzia, kółko manewrowe od karawanu i w efekcie wyruszyliśmy koło 15:00 w drogę. Trasa spokojna, ze względu na bogaty "życiorys punktowy" pokonana zgodnie z przepisami na całym odcinku 460km. Po prawie siedmiu godzinach drogi byliśmy na miejscu. Warto tutaj nadmienić, że koło w pół do dziesiątej było tam jeszcze stosunkowo jasno...
...zobaczyliśmy, że przyczepa została wstępnie przestawiona przez pracowników, na całe szczęście z dużą dbałością o jej stan. Także, tego wieczoru pozostało nam zanocować u znajomych i następnego dnia rano zacząć szukać nowego placu, na którym nasz domek na kółkach mógłby doczekać do sezonu. Z głową niespokojną, pełną refleksów świateł przejeżdżających aut zasnąłem jak kamień...
...poranek przywitał mnie i tatę mega słońcem, a delikatny szum wiatru zwiastował piękną pogodę. Mimo, iż nie mieliśmy pomysłu na nową kwaterę to po wykonaniu paru telefonów udało się załatwić pusty plac, obok domu mieszkalnego jednego z rezydentów Sianożęt. To był strzał w dziesiątkę...
...najtrudniejszy cel został osiągnięty stosunkowo łatwo. Mając przed sobą przepiękny dzień i widmo kolejnych kilku godzin spędzonych w aucie, nie mogliśmy odmówić sobie wyjścia na plażę. Byłem zaskoczony ilością osób, które wygrzewały się na piasku w środku maja. Choć wypada jeszcze dodać, iż paru szaleńców kąpało się namiętnie, co przyprawiło mnie o zimny dreszcz. Ja po zamoczeniu nóg miałem już dość lodowatej wody...
...nie jestem fanem tzw. "samojebek", ale w tak pięknych okolicznościach jakoś nie mogłem się powstrzymać, szczególnie, że zdjęcie zaraz trafiło na facebook'a wprawiając w osłupienie moją siostrę i parę osób z mojej uczelni, które w tym czasie siedziały w ciasnych murach szkoły...
...potem wyszła z tego cała sesja z udziałem taty i mnie. Przyznaję, że powstała całkiem fajna pamiątka...
...kiedy w końcu zeszliśmy z plaży, usiadłem wygodnie na ławce i chłonąc słońce, jod, rześkie morskie powietrze, zdałem sobie sprawę z jednej fundamentalnej kwestii. Zapierdalamy na co dzień w jakiś dziwnych uniformach, wtłoczeni w prace, której nie znosimy, gonimy za forsą, wynikami, słupkami, statystykami, pęgą w portfelu. A właściwie po co to robimy ?..
...żeby móc docenić takie chwile jak ta...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















































