28 stycznia 2011

jazda na glebie...

Przełożyłem opony u Jarka, niezastąpionego w takich przypadkach człowieka. Mogłem, więc rozpocząć tak upragnione mierzenie. Dobrze zrobiła mi przerwa w czyszczeniu starej konserwacji, którą mam już w wielu zakamarkach mojego ciała...

...przy okazji wyszło na jaw czym kończy się jazda na glebie...





...będzie trzeba wyciąć ten nieprzydatny trójkącik oraz przespawać wyżej mocowanie gumowych odbojników, odpowiednio je przy tym skracając...

...a wracając do meritum, to na podlewarowany wahacz założyłem najpierw koło z oponą 175/60/13...





...jak widać palca się nie włoży. Stąd też dochodziło czasami do przycierania opon...

...następnie na tej samej zaimitowanej wysokości zawieszenia założyłem tą samą felgę z oponą 165/55/13. Różnica jest widoczna. Prócz faktu, iż auto zbliży się do ziemi z powodu mniejszego profilu o jakieś 1,5cm to również przestanie trzeć o rant z powodu konkretniejszego naciągu...



...obserwowałem również wędrowanie koła względem wysokości zawieszenia. I tak przy zawieszeniu typu "Hammer" koło jest na równo, potem zaczyna powoli iść w pozytyw, dopiero przy chorej glebie zaczyna się chować we wnętrze nadkola...



...a tak wygląda naciąg opony 165/55 na feldze 7,25 cala. Szału to to nie robi, ale daję pewne pojęcie na co decydować się w przyszłości. Z ciekawości zrobiłem również zestawienie 3 rozmiarów opon. Z tyłu 175/80 w środku 175/60 z przodu 165/55. Widać pewną przepaść między ostatnim a pierwszym rozmiarem. Natomiast między środkowym a wysuniętym do przodu kołem , wielkiej różnicy nie ma...









23 stycznia 2011

zacząłem od skrobania nagaru...

Postępy są, ale z racji problemów zdrowotnych mojego dziadka, samochodu nie robię regularnie. Aktualnie jestem na etapie czyszczenia spodu podłogi z warstwy starej łuszczącej się konserwacji. Zdjęcia zamieszczę wkrótce...

...wszytko zacząłem od skrobania nagaru i brudu w okolicach silnika. Potem przeszedłem do mycia rozpuszczalnikiem Nitro, zewnętrznej części pukli oraz ramy co możecie zobaczyć na fotkach...



...przygotowałem również felgi do przekładki opon. Umyłem je z czerwonego lakieru a już we wtorek okaże się, jak leżą na nich nowe gumki. Jaka jest różnica i jak chowają się w nadkolach i jak rokują na przyszłość...




18 stycznia 2011

to się nazywa przyjaźń...

Nazwijmy go roboczo - Hank. Znam go od podstawówki, czyli ponad 20 lat. Przyznam, że na początku nie trzymałem z nim sztamy. Bujałem się z dwoma innym kolesiami. No cóż, w sumie dopiero po ponownym spotkaniu się w okresie liceum poznałem go bliżej. Jak to ładnie ostatnio ujął, połączyła nas wspólna pasja do starych samochodów. Odkąd pamiętam siedział w Fiatach. Był jedną z niewielu osób, która przeczytała w całości opis renowacji Reda, jeszcze na starej, dobrej stronie Klubu Wartburga. Wzbudziło to mój ogromny szacunek, bo praktycznie nikt nie przebrnął przez tą epopeję rodem - "Potop" z "Krzyżakami" w tle, ze wstępem długości "Mistrza i Małgorzaty" - on dał radę, wnikliwie komentując postępy prac....

...auto w końcu wyjechało na drogi i był jedną z pierwszych osób, które przewiozłem. Pamiętny zlot Syren i Warszaw, czy jakieś wspólne wypady do jego garażu lub liczne wycieczki po okolicznych szrotach. Byliśmy młodzi, ciekawi świata, zajarani klasykami. Wtedy w garażu trzymał zdekompletowanego Fiata 128. Poskładał go własnoręcznie jak puzzle...

...auta się zmieniały, przyjaźń pozostała. Poznałem jego kolegów, on poznał paru moich. Odes spawał, mu czerwono krwiste 128 Coupe o czym często wspomina. Ostatnio znajomość odżyła za sprawą - hm... sam nie wiem... po prostu znowu się dobrze gadało...

...parę spotkań przy kieliszkach odświeżyło znajomość na tyle mocno, że teraz bardzo często czekam na jakieś słowo od niego. Miał chwilowe kłopoty w związku, zakończone jego definitywnym rozpadem i pewnie to sprawiło, że zaczęliśmy nawijać również o tych poważnych sprawach. Wiadomo, on chętnie pogadał z kimś o tym, a ja wysłuchałem go z przyjemnością. Teraz role się odwróciły, stał się moim couch'em i mentorem. Skubany ma podejście do kobiet i tą trudną sztukę pragnie wtłoczyć do mojej chorej głowy. Efekty mizerne, bo ja to ja, ale cieszę się, że chce szczerze mi pomóc. Daje mi cenne rady poparte wiedzą i doświadczeniem. Szkoda, że tak trudno mi się do nich przekonać a tym bardziej je zastosować...

...czuję, że za wszelką cenę, chce pomóc mi znaleźć wybrankę mojego życia. Powiedzmy sobie szczerze, że nie ma ze mną lekko. Taki skryty, nieśmiały gość jak ja, nie potrafiący mówić o pewnych rzeczach wprost, musi być dla niego zagadką a mimo to uparcie twierdzi, że wspólnie damy radę. To się nazywa przyjaźń. To nie jest już zwykła pomoc przy przeprowadzce. On chce sprawić, żebym stał się szczęśliwym i radosnym facetem...

...dziękuję...

06 stycznia 2011

kawał wspaniałej historii sportu...

Poniżej prezentuje filmik, który przyprawił mnie o ciarki na plecach. Kawał wspaniałej historii sportu. Sportu prawdziwego, czystego. Bez limitów mocy, czepiania się bandy ekologów. Pełna adrenalina, rywalizacja, męstwo - po prostu poezja...

31 grudnia 2010

szczęśliwego nowego roku...

chciałbym życzyć wszystkim, których lubię, cenię, znam, szanuję za to co robią lub po prostu kocham. Oby wiodło się Wam lepiej nić w starym, mijającym już roku. Wybaczcie, że nie wysyłam Wam sms'ów, nie ślę wiadomości na GG czy nie wysyłam durnych kartek internetowych. Wiedzcie jednak, że jesteście w moim sercu zawsze, nawet kiedy się nie odzywam dłuższy czas. Utrzymuję z Wami kontakt, nie dlatego że tak wypada, że dostaję info na przeróżnych forach o Waszych urodzinach. Ja po prostu szanuję znajomość z Wami i traktuję Was jako najserdeczniejszych znajomych, przyjaciół, kolegów, rodzinę...

...trzymajcie się ciepło...

27 grudnia 2010

nie zaryzykujecie...

Wstał z łóżka. Dawno nie spał tak źle. Budził się co parę godzin zanosząc się kaszlem. Obolałe mięśnie również dawały mu się we znaki. Zwlókł się niechętnie. Na kalendarzu, czerwoną czcionką, niczym tętno pulsowała data 26 grudnia. Każda miniona godzina wysysała z niego świąteczne przeświadczenie, że dzieje się coś nadzwyczajnego. Atmosfera, ten cholerny duch, chyba zapadł się pod ziemie, bo on nie czuł nic po za suchością w ustach. Powinien był  się cieszyć, tak mówili na TVP1. Jedynie Polsat miał na to wyjebane puszczając znowu Kevina osamotnionego w każde święta tak samo. Dziś o 13:00 rodzina ponownie go olała, mimo, że dzień wcześniej "kochani rodzice" mieli w go dupie, pozostawiając go na pastwę jakiś cipowatych pseudo przestępców już o 20:00 - żal na prośbę opóźnionych w rozwoju telewidzów - pomyślał...

...z bufetu swojej kuchni drapnął kluczyki, dokumenty i otrzymane od starych, jakby na pocieszenie 200,00zł. Odpalił silnik swojego okrętu. Wyjechał z bramy, skręcił w lewo. Lekki poślizg, delikatna kontra w prawo. Wszak nie jeździł już ósmy dzień i nie wiedział, czego spodziewać się na mieście. Nawyki były jednak nawykami. Przed światłami zahamował dużo wcześniej, tak na wszelki wypadek. Tysiąc sto metrów, które dzieliło go od stacji benzynowej przemierzył bez zbędnych postojów...

...na dystrybutor spojrzał z niedowierzaniem. Fakt, że siedział w domu ponad tydzień, ale jebane 4,82zł - jakiś horror - zaklął w duchu. Sto złoty wlał w chwile. Stanął w kolejce. Jak zwykle, sprzedawcy paliwa rozwiązywali problemy tego świata. Ktoś szukał oleju do kosiarki, kurwa zimą. Inny nie zdążył nawpierdalać się w święta i zamawiał 3 hot-dogi z musztardą. Miał już zaproponować opcję z karpiem, by było bardziej aktualnie, ale zamilkł. Nie warto było się denerwować. Na ladzie położył dwusetkę. Otrzymał paragon i resztę - burknął tylko - wesołych świąt nie licząc na odpowiedź. Powiedział, to tak cicho, że tylko Ryś Europejski mógł to usłyszeć nachylając się nad nim...

...pozostałą stówę wepchnął do kieszeni. Wyjął kluczyk, migacze zamigały dwa razy, zamek bezszelestnie zwolnił blokadę. Wsiadł, wyzerował licznik przebiegu dziennego i zamarł bez ruchu. Co miał robić dalej. Wrócić do domu, włączyć GG i gadać o pierdołach z ludźmi, którzy i tak go nie rozumieli. Obejrzeć film, który będzie znowu jakimś tanim gniotem, a w ostateczności wydłuży czas niemyślenia o problemach o jakieś dwie godziny...

...ruszył mieląc śnieg pod kołami. Dojeżdżał do świateł powoli, licząc, że zielone ubiegnie jego myśli. Zapiął drugi bieg, minął skrzyżowanie. Założył panel od radia. W głośnikach leciał jak zwykle rap. Dawał mu ukojenie w każdej z chwil. W spokoju, momentach uniesienia, grozy. Pędził coraz szybciej, silnik kręcąc coraz wyżej. Zielona fala uspokajała go, dając możliwość jazdy na najwyższym biegu. Gdzie jechał ? Nie wiedział tego sam. Po prostu sunął na przód. Dojechał do lotniska, tam zawrócił sądząc, że teraz wróci do domu. Coś pękło. Wyjechał z zakrętu narzucając szybkie tempo. Kręcąc silnik do 4 tysięcy obrotów mógł choćby pomarzyć o energicznym przyspieszaniu. Na zakrętach myślał, tylko o tym czy się uda, czy nie wyleci. Pierwsze rondo przemierzył ze stopą na hamulcu, na drugim leciał już pełną pizdą. O czym wtedy myślał - myślał o śmierci...

...ciągle przyspieszał, mijał na żyletki auta, jakby wlekące się obok niego. To nie było trudne, wszak prawo jazdy miał już 11 lat. Trzecie bieg, czwarty bieg i mimo, iż auto ważyło ponad półtorej tony z gracją primabaleriny przeskakiwało między pasami wodząc za nos nieraz szybsze i ostrzejsze fury. Było ślisko co i rusz czuł uślizg któregoś z kół. Przeleciał na żółtym jedno z większych skrzyżowań. W lusterku zobaczył tylko policyjną Octavię, stojącą na lewoskręcie. Stała czekając beztrosko na zielone światło, kiedy on leciał dobre 110 kilometrów na godzinę,  łamiąc w minutę więcej przepisów niż niejeden emeryt w rok. Nawierzchnia była parszywa, ale nowe zawieszenie sprawiało, że wysokie auto o wyglądzie metalowej szafki na ubrania słuchało się kierowcy posłusznie i prowadziło pewnie. Głowa kierowcy zerkała raz w prawo, raz w lewo, by za chwilę na ułamek sekundy zawiesić oko na lusterku wstecznym. Bohater prowadząc, patrzył jakby strzałami obiektywu z szybkim fleszem oceniając prędkość, odległość i możliwości mijanych aut. Światła mu sprzyjały, w głośnikach grał PIH z najnowszej płytki "Kwiaty Zła". Nie znał słów, choć intuicyjnie wyczuwał, że są mu bliskie, że opisywana historia tyczy się właśnie jego. Nagle wybuchł śpiewając znany już refren. Krzyczał, darł się w niebogłosy, uderzał rękoma w kierownice chcąc coś poczuć. Poczuł to...

...strach, panikę, ale jednocześnie nieznane mu wcześniej uczucie - zmartwienia. Może jest ktoś, komu na nim zależy i dlatego też nie warto robić niczego głupiego. Myśląc to minął centrum. Skrzyżowanie marszałków zakłóciło mu ten wcześniej narzucony jakby siłą, tok. Zapaliło się czerwone. Wyhamował. Trwał w bezruchu z naszykowanym pierwszym biegiem zastanawiając się co teraz. Zielone go zaskoczyło. Ktoś z tyłu poganiał go klaksonem. Ruszył. Przez torowisko przedzierał się jak pojazd księżycowy. Krajobraz był podobny. Wystające tory i wyrwy były niczym kratery po jego ciemnej, niewidocznej nam stronie...

...teraz jechał z przyzwyczajenia. Próbował nawet, przypomnieć sobie o czym myślał tak intensywnie jeszcze przed momentem. Nadal darł do przodu. W lusterku dostrzegł BMW serii 6. Kierowca nerwowo zmieniał pasy. To mu wystarczyło. Chciał za wszelką cenę nawiązać walkę. Smutne bo nie miał czym, a mimo wszystko próbował. Znajomość miasta, układu świateł, specyfikę poszczególnych pasów i zjazdów dawała mu widoczną przewagę. Pas za pasem, auto za autem. Znowu czuł adrenalinę. Jeszcze kilkanaście minut temu nie miał nic do stracenia, prócz życia. Teraz jechał bardziej zachowawczo, mimo tego, rondo inwalidów przejechał z pełnym butem. BMW zwolniło, on nie mógł odpuścić. Nie wiedział czemu, po prostu nie mógł dać tej satysfakcji. Komu ? Chuj, nie ważne, komuś bezimiennemu, komuś do kogo i tak nie mógł się równać. Po prostu postawił sobie pewien cel. Zdobył ten mały szczyt, by za chwilę spaść z Mont Blanc. Dojechał do ostatniego skrzyżowania w Łodzi. Zawrócił. Nie było już nikogo, komu chciał coś pokazać. Coś to dobre słowo. Przejechał trzydzieści kilometrów...

...mimo tego jeszcze kilka tysięcy metrów przeleciał mając na blacie niemal złotych czterdzieści. Powoli dochodziło, do niego przeświadczenie, że nie było warto ryzykować. Po co to robił...

...ja jako narrator nie potrafię tego wyrazić, ale powinniście znać podobne uczucie. Bezsensownego ryzyka, które ponosimy na własne życzenie. Ile razy myśleliście o śmierci wyprzedzając po ciemku, ciężarówkę  na jakimś zadupiu, nie wiedząc do końca czy to prosta czy już zakręt. Przeświadczenie, że się uda, a mimo tego wątpliwości czy nagle gdzieś ze skrzyżowania nie włączy się do ruchu jakiś Golf lub z lasu nie wyjedzie wprost pod Wasze koła, rowerzysta. Zawsze się udawało, ale czy i tym razem. Jakie będą tego konsekwencje, jak będzie wyglądał Wasz wypadek z perspektywy osoby trzeciej. Czy efektownie jak w serialu Cobra 11 czy zupełnie zwyczajnie. Co napiszą gazety, co poczuje rodzina na wieść o tej tragedii, ile znajomych przyjdzie na pogrzeb. Myślicie o tysiącu takich rzeczy nie przyznając się do tego nikomu, a zanim skończycie się nad tym zastanawiać, już kończycie manewr na drodze. Spoglądacie tylko przez ramię na śpiące z tyłu dziecko czy kobietę swojego życia siedzącą obok. Następnym razem nie zaryzykujecie...

...do momentu, w którym o tym wszystkim zapomnicie...

24 grudnia 2010

wesołych świąt Bożego Narodzenia...

- Merry Christmas & Happy New Year...
- Prejeme Vam Vesele Vanoce a stastny Novy Rok...
- Vesele Vianoce a stastny Novy Rok...
- Vasel Koleda; Tchestita nova godina...
- Kellemes Karacsonyi Unnepeket es Boldog Új Évet...
- Craciun fericit si un An Nou fericit
- Pozdrevlyayu s prazdnikom Rozhdestva i s Novim Godo...
- Winshuyu sa Svyatami i z Novym Godam...
- Linksmu Kaledu ir laimingu Nauju metu...
- Prieci'gus Ziemsve'tkus un Laimi'gu Jauno Gadu...
- Froehliche Weihnachten und ein glückliches Neues Jahr...
- God Jul og Godt Nyttar...
- God Jul och Gott Nytt Ar...
- Hyvää Joulua or Hauskaa Joulua...
- Shinnen omedeto. Kurisumasu Omedeto...
- Buon Natale e Felice Anno Nuovo...
- Vrolijk Kerstfeest en een Gelukkig Nieuwjaar...

22 grudnia 2010

nie czeka ktoś taki...

nudy...

...siedzę w domu i nie mam co robić. Wziąłem się za parę zaległych tematów, ale szybko się męczę i niewiele mi się chce. Za to filmów mogę oglądać do woli...

...czasami bardziej ambitne, dzisiaj mniej. Polecam "Sexdrive" - tłumaczony z chińskiego na nasze jako "Sekspedycja". Odmóżdżające, amerykańskie, tkliwe, romantyczne, gówno dla nastolatków...

...no cóż podobało mi się. Szkoda, że naprawdę to wszystko nie jest takie proste, że u boku nie czeka ktoś taki jak Amanda Crew...

20 grudnia 2010

tyle dostałem zwolnienia...

Zapalenie oskrzeli to nie wyrok, tylko diagnoza lekarza rodzinnego. 60,00zł przeznaczone na materiały renowacyjne zasiliły rzeszę aptekarzy i przedstawicieli firm farmaceutycznych [ przecież Filip też musi z czegoś żyć i to jest normalne ]...

...już w piątek nie chciało mi się wcześnie wstać, ale przecież nie mogłem pozwolić sobie na pofolgowanie. Zwlokłem się z łóżka, popracowałem, koło południa pojechałem porobić przy aucie. Może to cholerne odśnieżanie tak mi się przysłużyło. Udało mi się jedynie zdemontować cały układ wydechowy. Z minuty na minutę, dosłownie czułem postęp choroby...




...leżę w domu i się nudzę. Póki co zawieszam prace na przynajmniej 9 dni, tyle dostałem zwolnienia...

12 grudnia 2010

sytuacja nie do pozazdroszczenia...

W sobotę podziałałem dosłownie moment, niemniej jednak zawsze to jakiś postęp. Pojechałem głównie po to, by trochę zagrzać budynek, napatrzeć się, nie wyjść z pewnego rytmu i rozpocząć wcześniej pracę...

...odkręciłem kolektor wydechowy, alternator, obciąłem pasek klinowy...




...bez tego wszystkiego będzie solidny dostęp a na tym mi zależy. Z ciekawości zajrzałem sobie w głąb silnika zarówno od strony dolotu jak i wydechu. Wszystko wydaję się być O.K. Po stronie gaźnika tłoki czyste, pierścienie całe bez rys wykruszeń. Po stronie kolektora wydechowego ciemniejsze z całymi pierścionkami. Nagar na tłokach minimalny, w jednym miejscu jakiś większy osad ale może uda się go usunąć przez okno wydechu...




...całość bez osprzętu wygląda tak nędznie a przecież do usunięcia zostało jeszcze parę rzeczy. Cieszę się, że wałek pompy wody kręci się bez żadnych oporów i nie ma na nim wyczuwalnych luzów, co według Przemka dobrze rokuje na przyszłość. Wszystkie otwory zaklejam taśmą, tak aby nie dostał się tam żaden paproch. Pozostało poszukać kompletu uszczelek pod dolot i wydech oraz jakiegoś zestawu regeneracyjnego gaźnika...

...co więcej ? W nocy coś się nawet działo, ale najciekawszym i najprzyjemniejszym kursem okazał się ostatni. Możecie wierzyć lub nie, ale zawsze staram się być miłym i uprzejmym taksówkarzem, bo wiem jak wszyscy narzekają i jaką opinie ma ten zawód. Nie inaczej było w tym momencie. Wiecie jakim ciekawym przeżyciem jest wiezienie rozpłakanej, pięknej dziewczyny. Sytuacja nie do pozazdroszczenia - 4:00 rano, urocza nieznajoma wraca do domu, dzwoni do chłopaka, który ma w założeniu czekać na nią w domu i co się okazuje - nie ma go...

...to jeszcze nic. Śpi najebany, nie wiadomo gdzie, a jedyny kontakt z nim to jakiś zapruty kolega, który nie potrafi logicznie wytłumaczyć miejsca w którym się znajduje. Do tego nie wie z kim rozmawia i nie potrafi zrozumieć w czym jest taki wielki problem. Słysząc to zwalniam żeby dać jej więcej czasu, ale przecież nie mogę jechać wolno jak pojebany. Dwieście metrów przed domem słyszę szloch, cichutkie łkanie. W lusterku widzę tylko rozlany makijaż na policzku i proszę aby się nie rozklejała. W odpowiedzi słyszę, tylko - "Czy wszyscy faceci muszą być takimi świniami". Co mam powiedzieć, że nie mam pojęcia, bo nigdy nie miałem okazji się przekonać, być czyjąś podporą, dać komuś do zrozumienia, że może na mnie bezgranicznie liczyć - milczę...

...dojeżdżamy na miejsce. Proponuję, że poczekam, aż sytuacja się jakoś rozwiąże, przecież nigdzie mi się nie spieszy. Słyszę, tylko: " Pan jest taki dobry, naprawdę w porządku". Wychodzi z auta. Drobny deszcz pada na jej ubranie i zanim znika mi całkowicie z oczu między blokami, jest przemoczona. Po chwili próbuję ją odnaleźć, żeby coś zaradzić, pogadać, ale jest za późno...

...zawsze sobie wyobrażałem taką sytuację, nawet miałem podobną, ale i tak nie byłem na nią przygotowany - dałem ciała, choć z drugiej strony co miałem zrobić. Narzucać się ze swoją pomocą. Jakbym został odebrany...

...to niesprawiedliwe, że nie mogę, no dobrze nie potrafię znaleźć kobiety swojego życia, a lamusy pokroju tego typa, nie docenią tego co mają tak blisko - tak uroczej istoty...

11 grudnia 2010

substytut prawdziwego życia...

Jest 1:20. Rodzina śpi. Na uszach słuchawki a w nich Tymon. Na dworze minus 6,5 stopnia a ja siedzę przy komputerze i rozmyślam. Rozmyślam, bo zawsze miałem bogatą wyobraźnie połączoną z dobrą pamięcią. Z dzieciństwa pamiętam, więc ogrom różnych postaci i wydarzeń. Pamięć do twarzy to kolejna rzecz, która towarzyszy mi od małego. Często ludzie są mi znajomi, ale nie potrafię stwierdzić skąd ich znam a tym bardziej jak się nazywają lub z jakimi faktami się łączą...

...sądziłem dotąd, że imaginacja to jakiś dar od losu. Fantazja pozwala wyobrażać nam sobie rzeczy niestworzone, przewidywać rzeczy nadchodzące, te trudne i te przyjemne. Jak dziś pamiętam mając jakieś 5 czy 6 lat wpadłem w histerię. Płakałem, łkałem, zanosiłem się nie mogąc złapać oddechu. To ciekawe, bo pamiętam siebie z perspektywy obserwatora. Widzę swój pokój, którego jeszcze wtedy nie dzieliłem z siostrą [ miała jakieś dwa lata ]. W wejściu przy regale na zabawki z jasnego drewna, siedzi mały chłopczyk o blond włosach i histerycznie płacze. Nie potrafi się opanować a na pytanie swojej mamy, dlaczego tak lamentuje odpowiada - "Mamo, my kiedyś wszyscy umrzemy, ja nie chcę, ja się boję, mamo nie umieraj"...

...skąd biorą się takie myśli u dzieci, to takie dziwne. Myślenie o śmierci to osobny temat na wpis, dziś rozważam sobie, jednak inne zagadnienie. Jako dziecko marzyłem tak często, że aż dziw bierze, iż nie pomieszało mi się to z jawą. Rodzice regularnie wyjeżdżali, czas spędzałem z babciami. Kiełkowało we mnie przeświadczenie, że jeśli czegoś nie mogę mieć, mogę to sobie wyobrazić. Przecież dla ośmiolatka to takie proste. Dziś dziesięciolatki wiedzą zarówno jak stworzyć jak i zniszczyć życie. Uwierzcie, że wtedy, w czasach zdobywania każdej rzeczy, mandarynek na gwiazdkę i kupowanych w Pewex'ie kalendarzy adwentowych z czekoladkami i tzw. resoraków, chowaliśmy się zupełnie inaczej. Seks był tabu, słuchaliśmy a tym bardziej rozmawialiśmy o nim z pewnym wstydem i zażenowaniem. Nie używało się przekleństw, uczono nas szacunku i pomocy starszym. Dla nas roczników do roku 82 świat ma dwa obrazy - dzieciństwa i widok aktualny. Kiedyś warto było marzyć, dziś trzeba tylko na to mieć...

...mam 28 lat i czasami wydaję mi się, że cała ta wyobraźnia to nieszczęście i moje przekleństwo. Fakt, że warto przewidywać pewne wydarzenia aby móc się do nich odpowiednio przygotować. Przecież wyobraźnia pomaga być nam dobrymi kierowcami, godnymi zaufania pracownikami, odpowiedzialnymi rodzicami ale czy nie jest to równocześnie klątwą...

...ostatnio mam taki dziwny nastrój, czuję rozdrażnienie, niepokój, czasami bezsilność a innym razem mam wrażenie, że mogę wszystko i wszystko się ułoży. Czar pryska, kiedy pomyślę sobie, że czas mija, zmieniam się i starzeje a jak dotąd jestem sam. To wszystko moja wina, nie ukrywam tego, ale to również wina wyobraźni. Ona nie pozwala mi na wykonywania pewnych posunięć, ponieważ zaraz, niemal natychmiast poddaje mi efekt, wynik moich starań. Skoro znam odpowiedź, to po co się starać, zaczynać...

...to takie trudne do wyrażenia i opisania. Czasami wolę żyć we śnie, niż wracać do tej szarej i nudnej rzeczywistości. Marzy mi się prawdziwa, czuła, namiętna, skomplikowana miłość. Wolę jednak przeżywać ją we śnie lub tworząc w głowie niesamowite historie - to dużo prostsze. Mówiłem, że lubię komedie romantyczne ? Lubię bardzo, te zagmatwane i te mało skomplikowane i nie ważne, że większość z nich jest mocno przewidywalna. Ja po prostu wiele z tych sytuacji już sobie wyobrażałem lub będę miał po ich obejrzeniu o czym rozmyślać...

...poznana niedawno Pati jest, właśnie tego typu przykładem. Rozum nakazuje spasować, trzymać dystans, nie angażować się w coś co nie ma szans przeżycia, szczególnie że ona jest ze Szczecina. Gdybym był choć trochę bardziej odważny. Taaaak, to kolejna sprawa do wylania na zewnątrz - innym razem. Odwagi mi brakuje, żeby porozmawiać z ludźmi choć trochę bardziej szczerze, a co tu mówić o jakiś krokach aby spełnić swoje marzenie, poznania jej bliżej...

...tak bardzo chciałbym z kimś być, ale wolę zamykać się w swojej wyobraźni, ona jest bezpieczniejsza. Nie skalana rzeczami nieprzewidywalnymi, nie do zrealizowania, niemożliwymi. Wszak, ja mogę wyobrazić sobie wszystko, jeden scenariusz, milion różnych zakończeń, miliard możliwości, bilion sytuacji, w których wszystko kończy się happy-end'em. W nich jestem odważny, szarmancki, szczery, przystojny, wygadany, śmiały...

...jest 2:33 a ja siedzę od ponad godziny rozmyślając. W słuchawkach cały czas jeden kawałek. Polecam, jest jak komedia romantyczna, jak obrazek z naszego dzieciństwa, jak tani romans tak niektórym z nas potrzebny...

...Tymon "Chciałbym Cię spotkać" z płyty "Oddycham smogiem" - posłuchajcie, wczujcie się, zacznijcie marzyć, ale nie tak jak ja, bo dla mnie to substytut prawdziwego życia...

10 grudnia 2010

kolejność musi być...

Zacząłem wymontowywanie poszczególnych elementów z pod maski. Fajna sprawa, przypominają się dawne czasy. Rożnica polega na podejściu oraz na wyposażeniu. Kiedyś spokojnie określiłbym swój demontaż jako faza jakiegoś rzeźnika. Odkręcałem, odcinałem, ułamywałem. Teraz wszystko robię z rozwagą, powoli z szacunkiem. Niekiedy wolę najpierw zapytać [ hi Przemek ], poszukać informacji w necie, niż przez przypadek coś uszkodzić. Druga sprawa to narzędzia. Wreszcie porządne, półprofesjonalne klucze, wkrętaki, takie sprzęty ułatwiające życie jak wkrętarka czy klucz pneumatyczny. Przez tych parę lat nagromadziłem trochę tego. Może kiedyś napiszę o tych diwajsach...

...przez mały moment po odkręceniu zbiorniczka wyrównawczego i spuszczeniu płynu chłodniczego z układu padło podejrzenie awarii uszczelki pod głowicą, ale wszystko wskazuje na fałszywy alarm i moją nadgorliwość. W każdym razie zniknęły wszelkie węże, obudowa filtra powietrza, zbiorniczek spryskiwacza, kable WN, ekonomizer i kolektor dolotowy wraz z gaźnikiem i tłumikiem szmerów. Wszystko po to, by mieć jak najlepszy dostęp do ramy, bloku silnika, nadkoli. Jak widzicie pozostały miejsca jeszcze niedoczyszczone...












...mam nadzieję, że notatki jakie sobie robię wraz z dokumentacją fotograficzną wystarczą do poprawnego montażu wszystkich tych podzespołów. Przede mną również czyszczenie, regulacja i wymiana uszczelek w gaźniku...




 

...o wszystkim postaram się napisać w miarę możliwości. Z drobiazgów odświeżyłem zbiornik spryskiwacza wraz z pompką. Zmywarka się przydała...





...motywacja jest, jest wsparcie, są chęci. Będę działał. Nie wiem czy ze wszystkim zdążę do końca zimy. Priorytetem stało się zabezpieczenie podwozia, budowa wydechu, regeneracja hamulców i wymiana wszystkiego co wymaga takiej interwencji. Na samym końcu wygląd, gleba, nowe koła i audio. Kolejność musi być...




...dzięki wyjęciu tak wielu elementów, [ choć jeszcze nie wszystkich, jakich chcę się pozbyć ] zrobił się niesamowity luz i mega dostęp. Chciałbym malowanie ramy przeprowadzić w miarę solidnie i profesjonalnie, aby wymazać z pamięci patenty jakie uskuteczniałem w przypadki Reda...

...i chyba tyle, przynajmniej w kwestii auta, za które teraz wezmę się pewnie dopiero na początku następnego tygodnia. Teraz pozostaje przeżyć znowu ten cholerny weekend. Nawet nie wiecie jak mi ciężko wozić te wszystkie piękne i często pewnie samotne dziewczyny...

07 grudnia 2010

takie dni...

Przyszły dziś znowu jakieś duperele zamówione niedawno na Allegro. Nie ma tego dużo, ale cały czas do przodu. Jeśli wszystko będzie naszykowane łatwiej będzie mi zabrać się do tak wyczekiwanej instalacji fonii...







...tak przy okazji może zaprezentuję cały zestaw audio jaki zostanie upchnięty do tej klasycznej w formie blaszanej puszki. Kable sygnałowe podwójnie ekranowane kupione do Reda posiadają logo Nakamichi, tak samo jak przewody głośnikowe. Czy tak jest w rzeczywistości - nie wiem. Na pewno będę musiał wymienić te różniące się wtyki RCA i przy okazji przypomnieć sobie sztukę lutowania ale to kiedyś tam. Przewody prądowe, to Lexton ale to mało istotne - najważniejsze ze mają 16mm2 ...





...pozostałe klocki zbierane, kolekcjonowane kosztem wielu wyrzeczeń czasami krzywych akcji...






...wszystkie elementy są marki Tonsil. Przez jednych marka wyśmiewana, przez innych nieznana, przez następnych hołubiona. Mnie przypadła do gustu bo jest polska i idealnie wpisuje się w klimat auta z PRL'u. Jedynie radio jest Clariona, ale był to też wybór świadomy. Klasyczna, prosta forma wyglądem przypominająca decki z lat 90'tych a jednak dysponująca nowinkami takimi jak pilot, wyjście na zmieniarkę, bluetooth, mp3. Puryści powiedzą - aj. Nie jestem audio-pedofilem żeby się nad tym tasować. I tak w Wartburgu jest niezły hałas, więc nie zauważę uciętej góry czy płaskiego środka :D W długich trasach mp3 jest ciekawą alternatywą dla ustawicznego zmieniania płyt. W tym przypadku mam jeszcze wyjście na USB...




...zebranie tych wszystkich klocków do tej fotografii napełniło mnie dumą i nadzieją, że wszystko to poprawnie zainstalowane znajdzie się kiedyś w aucie. Nadzieję trzeba mieć...

...kończenie paneli pozostawiłem przyszłości, tak samo jak delikatne podrasowanie wzmacniacza. Wszystko będzie w swoim czasie. Aktualnie bowiem zacząłem rozbierać osprzęt silnika tak aby mieć idealny dostęp do ramy i wszystkich elementów, które wymagają dokładnego umycia, doczyszczenia i zabezpieczenia...

...ktoś powie że gówno dotychczas zrobiłem ale po pierwsze zarabiać trzeba, szczególnie że jako tako idzie, dwa mam wydatki związane ze Świętami a trzy przyznam szczerze, że nie zawsze mi się chce. Dla przykładu, dziś jeszcze nie wylazłem do roboty i pewnie skończy się na wieczornym seansie filmowym ze Steven'em Seagal'em, ale tak sobie myślę, że takie dni też czasami są nam potrzebne...

...nie robiłem przy aucie, nie pracowałem ale poznałem ciekawą osobę. Z Patrycją miałem kontakt, przy okazji organizacji zlotu Deluxe. Agencja reklamowa dla jakiej pracuje - FabrykaReklamy, miała okazję dostarczyć nam baner oraz wlepy. Wielu z Was miało, więc nieświadomie do czynienia z tą solidną firmą. Dziś udało mi się z nią porozmawiać inaczej niż zwykle a to wszystko przy okazji jej urodzin. Nawijało się cudownie, może nawet flirtowaliśmy przez moment - sam nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem - lol...

...szkoda, że nie mogę się z nią spotkać na żywo. Jej osoba mnie mocno zafrapowała. Jest tajemnicza, bardzo sympatyczna - ta niesamowita nić porozumienia... chyba że tylko ja to tak odebrałem... Pewnie tak, zawsze wyobrażam sobie za dużo. Taka natura ma...